Każdy z nas marzy o bezgłośnym, a przynajmniej bardzo cichym blaszaku. Pogoń za wydajnością pociąga za sobą coraz to większe ilości wydzielanego ciepła, a co za tym idzie problemy z jego odprowadzaniem. Oczywiście coraz to mniejszy proces produkcyjny nieco ratuje sytuację, ale niedostatecznie.
Pasywne konstrukcje są z reguł droższe od aktywnych odpowiedników. O ile w przypadku kart graficznych, procesorów coś jeszcze można ugrać, to przykładowo pasywne zasilacze są nie dość że rzadkością to jeszcze bardzo drogie.
Co zatem robić? Dziś sytuacja jest nieco lepsza niż kiedyś, mamy bezgłośne SSD, zasilacze ITX, czy nawet chłodzenia wodne. Kilka lat temu stanąłem przed problem zbudowania całkowicie bezgłośnego komputera, który miał służyć za serwer mojej własnej gry. Trudno było wypromować grę multiplayer gdzie gracz po jej odpaleniu nie miał gdzie grać.
Podstawa
Zacznijmy od podstaw, płyta główna i procesor. Pierwsza to najzwyklejsza ATXowa płyta. Procesor Intel Celeron 766MHz z chłodzeniem jak na załączonym obrazku – czyli wyprzedzającym znacznie epokę tego procesora.