Windows 8 - wrażenia

To będzie raczej krótki blog, na którym opiszę tylko swoje wrażenie, jakie wywarł na mnie Windows Developer Preview. Tak, Windows Developer Preview. Nie wiem, skąd się wzięła nazwa Windows 8. Myślę, że to umowna nazwa kodowa, która ulegnie zmianie w finalnym produkcie, ale może się mylę... z MS to nigdy nic nie wiadomo.

Nie, nie będę sypał kolejnymi screenami, bo tych jest w sieci na pęczki i w zasadzie nie trzeba instalować nowego systemu, żeby wiedzieć, jak wygląda.

Testowałem wersję 64bit na Athlonie X2 4600+, 4 GB RAM, GeForce 9600GT. System śmiga podobnie jak 7. Czekałem na tę rewolucję w czasie startu systemu i się nie doczekałem. Mam wrażenie, że 8 odpala się nawet wolniej, niż 7.

Przy tworzeniu tego systemu MS chyba głównie troszczył się o to, żeby bardzo niedoświadczeni użytkownicy mieli względny komfort i łatwość obsługi, co uważam, że im wyszło. Przy obecnym interfejsie - Metro - raczej nikt niedoświadczony systemu nie rozwali, bo nawet nie ma dostępu do tych wyczesanych opcji odpowiadających np. za formatowanie dysku i różnych innych ciekawych rzeczy. Wszystko proste, schludne i... bezużyteczne.

Jak grałem w WoWa...

Zauważyłem, że mój ostatni wpis cieszył się dość dużą popularnością, więc postanowiłem dalej kontynuować wątek gier. Tym razem jednak nie mam zamiaru oczerniać żadnej pozycji. Raczej będzie to refleksja nad tym, jak chciałem grać w WoWa, ale jakoś tak nie wyszło... :P

Najważniejsze są chęci...

...powtarzał kumpel, zapalony gracz World of Warcraft. Skompletował wszystkie dodatki, wbił dziewięcioma postaciami 85. poziom i zaczął mnie namawiać, abym też spróbował, że to fajna gra i w ogóle. Tak więc postanowiłem, że spróbuję, no bo właściwie czemu by nie. Zalogowałem się na swoje konto battle.net z zamiarem ściągnięcia jakiegoś triala i się okazało, że Blizzard udostępnił wersję Starter Edition WoWa. "Jak znalazł" pomyślałem sobie. Tyle, że potem wyszło na jaw, że jednak są pewne ograniczenia, tj. nie można czatować, dołączać do gildii, poziom 20. max, itp. A ja chciałem jednak zobaczyć, jak to jest w tej gildii i w ogóle przekonać się, jak to wszystko działa, każdy aspekt tejże produkcji. Tak więc udałem się do sklepu i kupiłem pudełko WoW Classic.

Gry są "be"?

Tym razem coś dla graczy.

Ostatnio zauważyłem ciekawą rzecz, a mianowicie fakt, że większość gier na PC, które trafiają w moje ręce, wywołują u mnie nadmierną wręcz frustrację zamiast relaksu i zabawy. I bynajmniej nie mówię tutaj o jakiś "kaszankach" za 5 zł w koszu w realu, tylko o superprodukcjach z segmentu AAA, które są oceniane nawet na 90-100% przez profesjonalnych recenzentów w prasie czy w sieci. Aby sprawę przybliżyć, przytoczę kilka przykładowych tytułów.

Deus Ex: Human Revolution
Świeżak. Premiera przedwczoraj. Wcześniej w Deusa praktycznie w ogóle nie grałem. Godzinkę w DE1, dwie godzinki w DE: Invisible War, malutko. Nie wiedziałem za bardzo, "z czym to się je", ale wszyscy moi znajomi wypowiadali się pochlebnie o tej serii, głównie o jej pierwszej części, więc zdecydowałem, że zakupię nowego Deusa.

Oczywiście nie obyło się bez problemów.

Jak przyspieszałem internet...

Do niedawna miałem Neostradę 2 mbps, ale umowa się powoli kończyła, a ja chciałem więcej. W moim kochanym mieście (pozdrawiam Kielce) jest DSL we wszelakiej postaci, wszystko po linii TP, albo UPC do 25 mbps. Na moim osiedlu nie ma żadnej sieci osiedlowej, żadnego lokalnego dostawcy, no po prostu nic. Jedynie ADSL, albo UPC. Chciałem UPC, ale ponieważ mieszkam z rodzicami, oni niejako tworzą tutaj siłę wyższą i niestety nie udało się... (tata: "Jak ty to sobie wyobrażasz? Skują mi pół mieszkania i co? Kable na wierzchu się będą ciągnąć i za chwile ktoś się o nie zabije?! No way!").

Co by tu wybrać...

Mogłem wybrać tylko Neostradę/Netię/Dialog, nie wiem czy coś więcej tu dochodzi. O Netii ile ludzi, tyle opinii. Pomyślałem, że skoro i tak to wszystko idzie na linii TP, to najbezpieczniej będzie wziąć net od TP.

Wybrałem się do telepunktu z zamiarem podpisania umowy na 20 mbps. Na miejscu niestety boleśnie mi uświadomiono, że u mnie to niemożliwe. Nie ma ADSL2+ na linii, mam gwarantowane 6 mbps, mogą na próbę puścić 10 mbps, ale to może nie działać jak powinno, w razie co mogę zmniejszyć potem do 6. Zgodziłem się.

LibreOffice Writer rzucony na głęboką wodę

Jako student trzeciego roku filologii angielskiej musiałem skrobnąć pracę dyplomową. Ponieważ byłem już jako tako z LibreOffice/OpenOffice zaznajomiony, postanowiłem, że zrobię to w LibreOffice Writerze.

Interval 01

Poczytałem nieco o formatowaniu tekstu itp., no i rozpocząłem swoje "magnum opus." Ponieważ mój promotor zażyczył sobie każdy rozdział osobno, musiałem pisać "w kawałkach," każdy rozdział jako osobny plik. W tenże sposób napisałem swój "Chapter 1" i wysłałem do sprawdzenia. Jakież było moje zdziwienie, gdy po kilku dniach dostałem odpowiedź traktującą o tym, że promotor nie jest w stanie otworzyć pliku odt i nie wie w ogóle, co to jest :) (nie ma jak wolne oprogramowanie...). Mam mu wysłać doc, bo odt nie otworzy. "Jak bym mu wysłał docx, to pewnie też by nie otworzył, bo za nowy," pomyślałem "a jego Office 2000/2003 nie wie, co to docx, że o instalacji pluginu od MS nie wspomnę..." Tak więc zrobiłem "Zapisz jako" i wybrałem format doc... i to był początek końca...

Uaktualnienie do Windows 7

A więc tym razem nie będzie wychwalania Linuksa ponad wszelkie poziomy - wpis stricte Windowsowy i co więcej, chwalący tego drugiego :) Tak więc do dzieła.

Często i gęsto internet krzyczy głośno i wyraźnie:

NIE RÓB BEZPOŚREDNIEGO UAKTUALNIENIA WINDOWSA DO NOWSZEJ WERSJI, BO CI SIĘ POSYPIE, NIE BĘDZIE DZIAŁAŁ STABILNIE I W OGÓLE BĘDZIE SIĘ ŚLIMACZYŁ JAK CZOŁG!

Ostatnio na biurko trafił Windows 7 Professional 32 bit, który miał posłużyć za nowy system pod kompa, na którym wówczas stała Vista Business, też 32 bit. Wybitnie nie chciało mi się robić formatu, wgrywać tego wszystkiego na nowo, sterowniki, aktualizacje, programy... nieeee, bez jaj, no way, nie tym razem. Wyjścia były dwa: albo poczekać i wgrać go jak będzie mi się chciało (tia... jasne), albo zrobić UAKTUALNIENIE.

Doszedłem do wniosku, że w zasadzie może to nie jest taki głupi pomysł. Poczytałem w internecie, jaki może być tego efekt i okazało się, że to się może udać :) Tak więc zachęcony wpisami na blogach różnych ludzi stwierdziłem, że tak właśnie uczynię.

Woda

Woda, wszędzie jej pełno, ale coraz mniej i jest coraz droższa. Jedni ją leją strumieniami, wszyscy ją pijemy, wszystkim nam służy dobrze, albo źle (jak nas podmyje), bez niej nie byłoby nikogo ani niczego... W/w woda jest ważnym składnikiem życia każdego stworzenia, człowieka, a najbardziej ucznia w szkole, czy studenta na uczelni. Wody pełno również mają politycy, nabierają nią w usta albo też leją gdzie popadnie. W zasadzie każdy wody potrzebuje na swój sposób.

Wiency wody...

Wodę zasadniczo dzielimy wg różnych klasyfikacji: twardość, klarowność, zapach, wygląd... I dobrze, podziały przecież muszą być, bo jakże to tak nie uprawiać biurokracji na masową skalę. Zadziwiające jest, jak można wodę opisać.

Jednakże mój podział jest zgoła inny. Wg mnie, wodę dzielimy na:
- konstruktywną
- neutralną
- szkodliwą

Zacznę od opisu wody konstruktywnej. Otóż, woda konstruktywna jest lana wtedy, kiedy daje odpowiednie korzyści podlewającemu.

Wymuszanie użycia jednego rdzenia CPU

Nowoczesny komputer posiada z reguły wielordzeniowy procesor. Na takim sprzęcie wszystkie nowe gry i programy najczęściej działają bezproblemowo, gdyż pod takowy teraz się je tworzy. Czasami jednak zdarzy się, że mamy ochotę zagrać w jakąś starszą produkcję z epoki "jednordzeniowców". Odpalamy taką grę/program i coś jest nie tak. Aplikacja nam wariuje, gra się wiesza, przyspiesza, zwalnia, generalnie rzecz ujmując: nie działa prawidłowo, ponieważ mamy za dużo rdzeni, a jej przeznaczeniem była maszyna jednordzeniowa. Jednym z przykładów na tego typu problemy jest gra Grand Theft Auto: San Andreas, która potrafi się wyłożyć często i gęsto, gdy się ją uruchomi na wielordzeniowym CPU. W takim wypadku doradza się, żeby wejść w "Menadżer zadań" i ustawić PPM ręcznie koligację na jeden rdzeń. Owszem, można i tak, ale zawsze trzeba to zrobić już po uruchomieniu gry/programu, przechodząc na "Menadżer zadań" za pomocą ALT-TAB. Ponadto czynność tę trzeba powtarzać za każdym razem po uruchomieniu aplikacji, gdyż aplet nie pamięta naszych ustawień na dłużej.

A co zrobić, jeśli np.

Instalacja starszego Windowsa "obok" nowszego.

Nie lubię Windowsa, tak samo jak nie lubię całego Micro$oftu. Nie lubię go za jego wredne praktyki monopolistyczne, za to, że przez niego jestem zmuszony do kupna ich systemu. Chociażby po to, żeby móc sobie od czasu do czasu w coś zagrać. Mogę go nie lubić – to jest moje święte prawo i żaden troll mojej mentalności w tej kwestii nie zmieni. A jeśli uważa, że jednak mu się uda, łaskawie odsyłam go do nader popularnego ostatnio fragmentu poezji naszego narodowego wieszcza, Juliana Tuwima, w wersji audiowizualnej, co by się oczka nadto nie przemęczyły i mózg nie zwęglił totalnie (no offence) - KLIK. Nie ukrywam, że jestem zwolennikiem otwartego oprogramowania, albo chociaż darmowego (czyt. freeware), a to, co robi M$, aby zatuszować istnienie innych systemów operacyjnych, potrafię porównać jedynie do tego, co drzewiej robili z nami...

Co z tą Vistą?

Ostatnio był wpis o linuksie, konkretnie o Ubuntu, więc teraz tak dla odmiany będzie coś o Windowsie, a żeby było ciekawiej, nie o "siódemce" wychwalanej pod niebiosa, lecz o znienawidzonej, zapomnianej przez Boga, prosto z piekła rodem... VIŚCIE.

Ostatnimi czasy wdałem się z jednym ze swoich znajomych, informatykiem, w rozmowę o różnicach światopoglądowych, a konkretnie o tym, co tak naprawdę różni Vistę od 7. Ów znajomy przekonywał mnie, że Windows 7 to tak naprawdę nic innego jak Vista w nowym opakowaniu, trochę obcięta (żeby ładnie wyglądało i żeby było widać różnicę pomiędzy XP a 7), trochę zmodyfikowana, ale jednak nadal Vista.

Once upon a time...

Z Vistą miałem do czynienia bardzo dawno temu, jeszcze jak była w wersji Beta, instalowałem wytrwale kolejne buildy, testowało się, sprawdzało co nowego i prawdę mówiąc, moje zdanie o tym systemie od samego początku było zupełnie inne, niż tych zatwardziałych userów Windowsa XP, którzy pewnie do dziś na nim siedzą.