Życie pirata fajne jest…
Naprawdę! Pływa sobie od portu do portu, rabując, mordując i gwałcąc. (Niekoniecznie w tej kolejności.) Od czasu do czasu postrzela sobie z armaty i dokona abordażu. A gdy nadchodzi wieczór razem z kolegami, bracią piracką, siada na deku i pijąc tani rum śpiewa różne sprośne piosenki.
A nie wróć… nie o tych piratach była mowa.
Szczerze, miałem wstawić inny blog, ale postanowiłem jednak poruszyć temat ostatnio przez wszystkich wałkowany – legalność oprogramowania, piractwo, złodziejstwo internetowe.
ArrrrrrrrRRRrrr!
Na wstępie wyjaśnijmy sobie coś otwarcie. Byłem piratem! Nie tym od mordów i gwałtów. Najnormalniej w świecie ściągałem z Internetu programy, gry, muzykę i filmy. Właściwie to wszystko o czym możecie zamarzyć. Ściągałem nawet za czasów dialupów. Takim byłem hardcorowym piratem. Mało tego! Jeździłem na giełdy kupować piratki u „ruskich”. Taa ~ pamiętna Fifa 98, Red Alert i inne gry. Na samą myśl o tym dostaje dreszczy.