Sex się sprzedaje - czyli trochę o programach

Jeśli przyciągnął was tu tytuł – to gratulacje. Właśnie udowodniliście moją tezę. Możecie spokojnie wracać do swojej pracy… ;p

Żarty, żartami, a blag blagiem.

Zastanawiało mnie ostatnio, dlaczego tak mało w programach seksu. Serio.

Jak każdy dobrze wie, słowo seks oraz wszystko co z nim jest związane, przyciąga naszą uwagę. Nieokryte kobiecie piersi, kształtne tyłeczki, solidny męski tors. Nie będzie żadną nowością jak napisze, iż dzisiejsze media są napędzany w 70% właśnie kopulacją… Ops. Sorry. Chciałem napisać współżyciem. O tak, dużo bardziej poprawnie.

Tylko właściwie co to ja miałem, bo się zapomniałem, ach tak...

Osobiście nie obraziłbym się gdyby na splash screenie Phtosohopa była ładna roznegliżowana azjatka wynurzająca się z wody… och wybaczcie, za bardzo pofantazjowałem. (Mam nadzieje, że narzeczona tego nie czyta ;p)

Albo gdyby pomocnikiem w Wordzie zamiast pieska była pani w skąpym stroju, która z francuskim akcentem tłumaczyła by mi jak używać stylów formatowania.

Żeby nie było, że jestem męską szowinistyczną świnią dorzucę możliwość wyboru – zamiast panienki, przystojny jegomość.

The World God Only Knows!

Bo w każdym informatyku jest odrobina magii…

Zgaduję, poprawcie mnie jeśli się mylę, że 90% użytkowników komputerów to zwykli ludzie. Przez słowo zwykli mam na myśli osoby, które nie kształciły się w żaden sposób w dziedzinie informatycznej ani jej pokrewnej. Praktycznie w każdym biurze, w każdym sklepie, w każdym domu i w każdej kieszeni znajduje się machina licząca – procesor, pamięć, elementy inputu i outputu.

Czy jednak ktoś normalny wie, co to za elementy? Czy Twój sąsiad potrafi powiedzieć, po co mu w telefonie komórkowym procesor!? Nie, bo jest zwykłym użytkownikiem, tak jak wspomniana we wstępie większość osób siedzących przed komputerami. To fakt, którego nie przeskoczymy. (Lub zmyślone przez mnie dane. Wybierzcie sami.)

Pani Jola, sąsiadka z szóstego piętra. Krysia z bloku obok, co siedzi na ławce i z kumplami pije piwo. Mój staruszek chodzący na uniwersytet trzeciego wieku. Młody Tomek, kończący właśnie gimnazjum. Co łączy te osoby? Chęć korzystania z Internetu - a tym samym: komputera!

Szanowni użytkownicy Linuxa


Witajcie.

Na co dzień jestem programistą w Microsofcie*, a po nocach gram w Minecrafta. Ten list otwarty piszę do was by uzmysłowić wam, co się dzieje za waszymi plecami. Chcę was również ostrzec przed wielkim niebezpieczeństwem.

W MS pracuje już od kilku lat (niedługo będzie siedem), przez ten czas zajmowałem się wieloma projektami, takimi jak Service Pack 3 do Windows XP, Internet Explorer 7, Media Player 10, czy chociażby Se7en. Aktualnie jednak, podobnie jak część moich znajomych pracujących dla MS zajmuje się czymś całkowicie innym – straszliwym, rzekłbym.

Powiem krótko. Naszym zadaniem jest zniszczyć wszystkie instalacje Linuxa na świecie.

Wiem. To szokujące. Sam z początku nie wierzyłem. Zostałem przeniesiony do specjalnej komórki nazywanej LMD po skończonych pracach nad Siódemką. Uradowany tym, że będę mógł razem z kolegami opracować coś całkowicie nowego odkryłem już pierwszego dnia, że nie dane nam będzie spokojnie spać. LMD to skrót od Linux Must Die!

Z początku nie wierzyłem – myślałem sobie, że to jakiś żart, ale czytając raporty i widząc co robią inni przekonałem się, że to szczera prawda.