Historia w jednym akcie

Głośne stukanie do ogromnych drewnianych drzwi obudziło gwałtownie Maćka. Poniemiecka kamienica, w której mieszkał od kilku lat w niewielkim, wynajmowanym, czymś przypominającym lokum, miała wiele takich smaczków jak wspomniane łomoczące wrota. Olbrzymie, zielone, dębowe, miały chyba jednak chronić tylko przed nieproszonymi gośćmi, bo wielkie jak ręka szpary, ciepła na pewno nie trzymały. No ale ci nieproszeni goście, tak łatwo to dostać się nie mogli.

Namolne pukanie sprawiło w pierwszej chwili, iż przewrócił się tylko na drugi bok, jednak wystarczyła krótka chwila by wstał i kłusem doskoczył do komputera. Ułożył drążący palec na cienkim i chłodnym przełączniku. Czekał. Nic innego mu nie zostało.

Mechanizm wyglądał niczym wyjęty z postapokaliptycznego filmu. Niewielki dzyngiel odpalał domowej roboty silnik, który natychmiast generował spięcia i wyładowania magnetyczne całkowicie uszkadzając komputer oraz wszystkie dane na nim zawarte. Kolega z Ukrainy przeszmuglował plany konstrukcyjne z Chin na lewym, niezarejestrowanym pendrivie.