#193: "Póki co - na szczęście jest, zawsze dopóki będą istniały darmowe [i otwarte] odpowiedniki płatnego oprogramowania.
Bo wybór "płać albo idź do więzienia" nie jest żadnym wyborem."
Np. jest pewne b. fajne narzędzie do tworzenia baz danych, które chętnie bym kupił. Cena nie stanowi problemu. W końcu jest to narzędzie pracy służące do zarabiania i dlaczego ja nie miałbym dać zarobić producentowi tego narzędzia? Problemem jest co innego, a mianowicie zawiłości licencji. Rzecz nie w znajomości języka, ale możliwości dowolnej interpretacji tejże licencji, co wolno, a czego nie wolno i w jakiej konfiguracji. Np. nie jest zdefiniowane precyzyjne, co jest dostępem zdalnym, a co lokalnym (czy tylko localhost?). Nie tylko ja mam takie wątpliwości, ale również deweloperzy na wielu forach internetowych na świecie zwracają na to samo uwagę, więc z zakupem powstrzymuję się.
15.05.2011 19:15
#179: "Dlaczego na to się nie zwraca uwagi? Wszystko, co dostępne jest w Internecie, ma jakiegoś autora. Każdy tekst, każda grafika, animacja itp. Wszystko to podlega prawu autorskiemu, więc czemu awantura jest tylko o ściąganie oprogramowania?"
Ano dlatego, ponieważ są równi i równiejsi, tzn. za ochroną praw autorskich niektórych produktów stoją potężne światowe korporacje. Przykładów nie muszę podawać. Korporacje, którym włażą w d* rządy i instytucje niektórych państw. Nazwy przykładowego państwa też podawać nie muszę. Korporacje mają pieniądze na prawników, przekupywanie urzędników oraz wynajmowanie zewnętrznych firm chroniących ich interesy (np. BSA).
15.05.2011 17:39