Apple way - część 5 - CSI Macintosh

Na początek intymne wyznanie - jestem stałym i wiernym oglądaczem wszystkich odsłon kryminalnego cyklu o funkcjonariuszach CSI. Czy to w Nowym Jorku czy w Miami geniusz policyjnych analityków rzuca mnie zawsze na kolana. Stworzenie portretu przestępcy na podstawie odbicia jego wizerunku w zderzaku zaparkowanego na miejscu zbrodni samochodu jest prawdziwym wyczynem i nie jest to akurat wyczyn najbardziej spektakularny. Te najciekawsze zwykle realizowane są z pomocą wybajerzonych komputerów na trójwymiarowych pulpitach wirujących w powietrzu jak hologramy, a najbardziej wyrafinowane analizy trwają w najgorszym przypadku jakieś siedem minut. No, może osiem. Przecudnej urody funkcjonariuszka swoimi zgrabnymi paluszkami wbija z wirtualnej klawiatury kilka literek lub cyferek odszyfrowanych ze skrawka spalonego prawa jazdy i już po chwili na ekranie pojawia się zdjęcie złoczyńcy (lub ofiary) w ujęciu modelowym, opisane milionem parametrów z rozmiarem buta i kulinarnymi upodobaniami na czele - po prostu ideał państwa policyjnego. I to wszystko w efektownej cukierkowej oprawie jakiej nawet w grach nie uświadczymy.

Apple way - część 4 - Spaces, Expose, QuickLook

Nikt, kto ma choćby w podstawowym zakresie opanowane poruszanie się w środowisku Windows lub KDE/Gnome nie będzie szczególnie zaskoczony siadając przed ekranem Maka. Pomijając opisane w poprzednim tekście różnice (do pierwotnego wpisu jest także errata), które mogą w pierwszej chwili sprawić trochę problemów, poruszanie się po zasobach nie będzie sprawiało żadnych kłopotów. Kto wie, może po kilku chwilach w MacOSX nawet go polubimy?

Mogą do tego przyczynić się pewne bardzo sympatyczne cechy, jakich w takiej postaci trudno szukać w innych systemach. W mojej opinii najciekawszymi i najbardziej przydatnymi w codziennej pracy są: Expose, Spaces i QuickLook. Każda z nich służy do osiągnięcia tylko jednego celu - podniesienia wygody interakcji z Finderem. I mimo, że realizują funkcje z pozoru błahe, to jednak już po kilku dniach korzystania okazują się bardzo... niezbędne. „Think different” w czystej postaci.

Apple way - cześć 3 - Errata

Dopiero po przeczytaniu komentarzy pod moim ostatnim tekstem i dłuższym zastanowieniu dostrzegłem, jak bardzo „wsiąkłem” w MacOSX. Lata pracy z tym systemem przytępiły moją zdolność postrzegania pewnych cech systemu w konfrontacji do podobnych cech innych systemów. Tak bardzo przyzwyczaiłem się do zachowań specyficznych dla środowiska MacOSX, także tych, które sam sobie dostosowałem lub uruchomiłem, że teraz z pewnym zaskoczeniem odkrywam odmienność tego systemu już nawet na podstawowym poziomie. Nie jest to odmienność krytyczna, ale ktoś korzystając co dzień z funkcjonalności np. Windows po przesiadce na MacOSX może czuć się bardziej zagubiony niż mi się to wydawało jeszcze kilka dni temu.

Nie wiem ilu jest kierowców wśród czytających ten tekst, ale przykładowo przesiadka z Peugeota do Hondy obciążona jest podobnymi konsekwencjami. Dwa samochody, oba jeżdżą, trąbią i świecą światłami, kierownica jak należy i trzy pedały w podłodze. Więc w czym problem? W niczym poza... nawykiem. W jednym włączamy światła ciągnąc wajchę do siebie, w drugim akurat odwrotnie, podobnie z wycieraczkami, spryskiwaczem i zerowaniem licznika dziennego.