Dopiero po przeczytaniu komentarzy pod moim ostatnim tekstem i dłuższym zastanowieniu dostrzegłem, jak bardzo „wsiąkłem” w MacOSX. Lata pracy z tym systemem przytępiły moją zdolność postrzegania pewnych cech systemu w konfrontacji do podobnych cech innych systemów. Tak bardzo przyzwyczaiłem się do zachowań specyficznych dla środowiska MacOSX, także tych, które sam sobie dostosowałem lub uruchomiłem, że teraz z pewnym zaskoczeniem odkrywam odmienność tego systemu już nawet na podstawowym poziomie. Nie jest to odmienność krytyczna, ale ktoś korzystając co dzień z funkcjonalności np. Windows po przesiadce na MacOSX może czuć się bardziej zagubiony niż mi się to wydawało jeszcze kilka dni temu.
Nie wiem ilu jest kierowców wśród czytających ten tekst, ale przykładowo przesiadka z Peugeota do Hondy obciążona jest podobnymi konsekwencjami. Dwa samochody, oba jeżdżą, trąbią i świecą światłami, kierownica jak należy i trzy pedały w podłodze. Więc w czym problem? W niczym poza... nawykiem. W jednym włączamy światła ciągnąc wajchę do siebie, w drugim akurat odwrotnie, podobnie z wycieraczkami, spryskiwaczem i zerowaniem licznika dziennego.