Sukces z szablonu

iPad jeszcze nie trafił do rąk pierwszych szczęśliwców a już zaczęło mu się poprawiać. Świat jakoś nie chce wsłuchiwać się w głosy płynące m.in. z Polski i wykupił na pniu całą produkcję. Nawet Apple nie spodziewało się takiego zapotrzebowania i poinformowało, że następni chętni będą musieli troszkę uzbroić się w cierpliwość i poczekać na kolejne egzemplarze kilka tygodni. Oczywiście tu u nas, nad Wisłą taki sukces się nie powtórzy bo nasi wysoce uświadomieni użytkownicy nie poddają się banalnym manipulacjom marketingowców Apple i nie dadzą się kupić na tanie zagrywki.

iPad nadal nie obsługuje technologii Flash, nadal nie ma wielozadaniowości (jej brak w MW jakoś nie budzi emocji), nadal nie ma kamery, nadal nie ma USB. Nie ma USB? Ups, to ostatnie odwołuję - USB już ma! Zgodnie z tym o czym pisałem wcześniej, swoim starym sposobem Apple zadbało okrężną drogą o rozszerzenie funkcjonalności swojego nowego urządzenia. Wraz z dostawą pierwszych iPadów do sprzedaży trafi zestaw dwóch przejściówek umożliwiających podłączenie urządzeń USB i czytanie z kart SD.

Powtarzanie historii

Niedawna premiera nowego dziecka Apple jak na razie wygląda na wizerunkową klapę. Czytając komentarze tylko internautów można nabrać przekonania, że iPad znajdzie swoje miejsce co najwyżej w muzeum techniki wśród wielu innych „rewolucyjnych” projektów, które swój żywot zakończyły wkrótce po swojej premierze. Chociaż większość komentarzy zamieszczanych na polskich forach wskazuje raczej na śmietnik niż muzeum - „Nie ma multitaskingu!! Buhaha...”, „Nie mieści się w kieszeni!! Do luftu...”, „Nie obsługuje Flash’a!! Badziewie...” - to tylko próbka ocen jakich pełno na polskich forach i są to tylko te łagodniejsze. Dosadnych nie będę cytował.

Śledziłem prezentację na stronach kilku serwisów branżowych porównując na bieżąco opinie wyrażane przez prowadzących transmisje i... faktycznie, dominowało niedowierzanie zmieszane z rozczarowaniem. Niedowierzanie - „to wszystko?!”, rozczarowanie - „gdzie ta rewolucja?!”. I obiektywnie rzecz oceniając trudno z takimi reakcjami się nie zgodzić. Tym razem Steve Jobs chyba jednak przecenił swoją zdolność do czarowania nawet swoich zdeklarowanych wyznawców.