Antennagate już na pewno nie będzie tym, czym afera Watergate była dla prezydenta Nixona. A było już tak fajnie - kręcone gdzieś w piwnicach filmy o „uciekającym” zasięgu, instruktaże, jak trzymać iPhone’a żeby mu osłabło (to wcale nie takie proste), profesjonalne analizy o ilości zrywanych rozmów i uradowane oblicza managerów konkurencji, którzy z nieskrywaną satysfakcją z formułki „a nasz telefon to można trzymać jak się chce, o...” uczynili motto swoich kampanii reklamowych. Tak fajnie już było i komu to przeszkadzało?
No na pewno przeszkadzało Apple. Po raz pierwszy jak sięgam pamięcią, firma prezentowała wyraźne oznaki zakłopotania. Nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek wcześniej Steve Jobs w publicznym wystąpieniu tłumaczył się z wpadek swojej firmy. Okazji ku temu było wyjątkowo niewiele, a te które się zdarzały nie kwalifikowały się do tak ostatecznych wystąpień.