Moja przygoda z Linuksem

Przedmowa

Tekst ten mógłby napisać niemal każdy użytkownik Linuksa. Ja przynajmniej się nie spotkałem z żadnym, który przez kilka lat użytkowania systemów wyposażonych w jądro Torvaldsa, pozostał przy pierwszej zainstalowanej dystrybucji i nie testował innych. Nie mam zamiaru jednak porównywać testowanych przez siebie systemów i wskazywać tego najlepszego, bo to nie ma najmniejszego sensu. Chociaż sam uważam, że dla mnie jedna dystrybucja jest lepsza od innej, to nie oznacza wcale, że dla innego użytkownika będzie tak samo. Każdy ma indywidualne wymagania wobec systemu. Jeden użytkownik poszukuje innowacji, inny dopasowania i automatycznego skonfigurowania, inny prostoty i szerokich możliwości. Póki dana dystrybucja spełnia oczekiwania chociaż jednego użytkownika lepiej niż wszystkie inne, to jej istnieje trzeba zaakceptować tak jak istnienie wszystkich pozostałych dystrybucji. Popularność dystrybucji, to dla mnie nic innego jak ilość użytkowników o takich samych lub podobnych oczekiwaniach wobec systemu.

Linux i Windows na laptopie

Zacznę od tego, że jestem użytkownikiem Linuksa. Od około czterech lat korzystam z tego systemu z czego od około trzech jako jedynego systemu. Od ponad dwóch lat na moim komputerze dzieli i rządzi Debian GNU/Linux. Do tej pory korzystałem jednak tylko z komputera stacjonarnego i to dość starego, który raczej nie spełnia wymagań najnowszych systemów firmy Microsoft. Ostatnim więc moim systemem z rodziny Windows był do tej pory Windows XP, który w porównaniu z moim Debianiem był - delikatnie mówiąc - ubogi. Ten stan rzeczy nieco się zmienił, gdy kupiłem laptopa z preinstalowanym systemem Windows 7. Nowy system spodobał mi się na tyle, że postanowiłem nie usuwać go z dysku i to sprawiło mi sporo problemów, które zamierzam poniżej opisać.

Wstęp

Laptop dotarł do mnie tak naprawdę z dwoma systemami. Pierwszy to system główny, którym jest Windows 7, a drugi to jakiś Linux czyli aplikacja QuickWeb, nad którą nie będę się zbytnio rozpisywać.

Pisanie programów w GTKmm dla początkujących

Przeglądając internet, a dokładniej tę jego część, w której bywają użytkownicy Linuksa, natknąłem się na temat pisania programów okienkowych. Zauważyłem, że spora część początkujących programistów (głównie tych używających środowiska graficznego GNOME), ma spory dylemat przy wyborze biblioteki do budowy interfejsu graficznego. Z jednej strony wszyscy im polecają Qt twierdząc, że jest łatwe, napisane z myślą o C++ i posiada sporą dokumentację. Gdyby tego było mało, w internecie jest coraz więcej prostych kursów Qt w języku polskim, co jest często kluczowym argumentem. Z drugiej zaś strony, użytkownicy GNOME woleliby pisać aplikacje używając GTK+. Niestety GTK+ było pisane z myślą o C, a GTKmm prócz dokumentacji w języku angielskim, nie posiada żadnych kursów czy poradników w naszym ojczystym języku. Zapora stojąca przed GTKmm okazuje się tym większa, że na pierwszy rzut oka składnia nawet prostych programów napisanych przy użyciu tej biblioteki wydaje się o wiele bardziej skomplikowana, niż programów napisanych przy użyciu Qt.