Niezbędnik NoiRioN’a – część 1

Spis treści:
- Niezbędnik NoiRioN'a - część pierwsza
- Niezbędnik NoiRioN'a - część druga

***

Chyba każdy, kto choć trochę czasu spędza przy komputerze, ma swój ulubiony zestaw aplikacji niezbędnych do codziennej pracy. Nieraz już poruszano ten temat na Blogach Użytkowników DobrychProgramów. Teraz nadeszła pora na mnie.

Selekcja

Aplikacje dobieram w taki sposób, aby zapewnić sobie pełną funkcjonalność komputera, niezależnie, czy jest to mały netbook, czy też jakaś mocniejsza maszyna. W przypadku dzisiejszego zestawienia, podstawą jest mój Asus Lamborghini VX6, 12 calowy netbook na platformie Intel NM10 D525 z grafiką nVidia ION, pracujący na baterii od 2,5 (filmy, gry) do 6 (aplikacje biurowe, bez WiFi) godzin, będący pod kontrolą systemu Windows 7 Professional (64-bit).

Mobilność i wygoda – Genius Pen Mouse vs. Razer Orochi

Uwaga! Niniejszy artykuł jest długości 10 stron A4 (nie wliczając grafik). Proponuję uzbroić się w sporą dozę czasu, jeśli zamierzacie przeczytać go w całości. Jako, że jest to recenzja, nie chciałem dzielić go na części. Tak czy siak, zapraszam do lektury. I pamiętajcie – ostrzegałem! :P

W lewym narożniku, w srebrzysto-czerwonym szlafroku, genialna i zwinna, Genius Pen Mouse! W prawym narożniku, pod czarno-zielonym przykryciem, ostra jak brzytwa i groźna niczym żmija: Razer Orochi!

Opakowanie


Za: Google Images

Genius Pen Mouse

Zaczyna się z reguły od początku – nie inaczej będzie i w tej recenzji. Piórkomyszka dociera do nas w „gablotko-podobnym” plastikowym pudełku, o konstrukcji zbliżonej do zastosowanej przy produkcie Razera.

Czasopisma komputerowe - relikt przeszłości? - jak powinna działać korekta

Temat może i nie odzwierciedla tego, co chcę osiągnąć. Poprzedni post został umieszczony na stronie bez koniecznej korekty. Poprawiłem nieco elementów zgłoszonych w komentarzach, jednak nadal - jest to tekst w pewnym sensie "surowy", niesprawdzony. Poniżej zamieszczam poprawioną wersję, w której część merytoryczna góruje nad filozofią i zbędnymi uwagami.

Po co powtarzać ten sam wpis, tylko "w inny sposób"? Chcę Wam pokazać różnicę, jaką moglibyśmy zaobserwować w przypadku czasopism, gdyby redaktorzy wraz z korektą wzięli się w garść.

Wcale nie tak dawno, jeden z Blogowiczów, stworzył wpis pt. Komercyjne programy za tanie pieniądze, w którym uzasadniał, że pisma komputerowe warto kupować choćby dla pełnych wersji załączonych aplikacji. Dla mnie jednak, czasopisma komputerowe to pewnego rodzaju relikt przeszłości, trzymający się długimi szponami resztek życia. Dlaczego resztek?

Było sobie pismo
Przenieśmy się do marca 1991 roku.

Czasopisma komputerowe - relikt przeszłości?

Edycja, 16:43 - 18.07.2011r.: Poniższa notka została zamieszczona przed wykonaniem właściwej korekty. Jest to o tyle zamierzone, że niedługo później zamieszczono osobną notkę - "Czasopisma komputerowe - relikt przeszłości? - jak powinna działać kor...", zamiast poprawienia wersji niniejszej. Polecam zapoznanie się z dowolnym z tych dwóch wpisów, po czym porównanie do drugiego. Zapewniam, że choć różnice są niewielkie, odczucie końcowe może się sporo różnić. Fakt zamieszczenia obu wersji jednocześnie proszę uznać za formę protestu, przeciwko niskiemu poziomowi czasopism komputerowych.

Kolejny temat z dziedziny tych "filozoficznych". Długi, i niepodzielony na części. Wybaczcie.

Wcale nie tak dawno, jeden z Blogowiczów, stworzył wpis pt. Komercyjne programy za tanie pieniądze

Pół roku DobregoBlogowania

Od niemal pół roku prowadzę tego bloga. Pomyślałem, że warto byłoby podsumować swoje dotychczasowe wzloty i upadki, na podobieństwo cotygodniowego przeglądu "Głównej" w aktualnościach vortalu. Stąd też podsumowanie czas zacząć.

Trudne początki

"Pierwszy raz jest zawsze najtrudniejszy" - na słowa te trafiamy na każdym kroku, od różnych artykułów z czasopism typu Bravo Girl, przez pierwszą w życiu zabawę z Linux'em, po portowanie pierwszej aplikacji do Windowsa (pozdrowienia dla webnulla! ;) ). Dokładnie tak samo było w przypadku tego Bloga, czy może "blaga" (może ktoś mi wyjaśnić pochodzenie tego słowa i jego zastosowanie w obrębie społeczności DP?).

Jak inaczej wyjaśnicie pojawienie się takich wpisów jak moje przywitanie z DP i zarazem średnich lotów ciekawostka dotycząca obsługi procesora w ASUS'ach VX6 / 1215N? Jak wyjaśnić pojawienie się na "Głównej" wpisu

Moja "walka z wiatrakami" - DoubleBlast! - RAM.net.pl i TP-Widmo

Niniejsza notka będzie odrobinę niestandardowa. Należy bowiem do tej samej serii co pozostałe dotyczące reklamacji, jednak zawierać będzie opis dwóch "sytuacji" :)

Część pierwsza poświęcona będzie sklepowi RAM.net.pl. Wydarzenia z przełomu stycznia i lutego mają na celu pokazać, jak bardzo sklep szanuje klienta.

Część drugą przeznaczę na opis zajścia z TP SA w okresie ostatnich 2 tygodni.

Cóż mi pozostaje - zapraszam do lektury! :)


Za: RAM.net.pl

RAM.net.pl - znikający sprzęt i losowa infolinia
Sklep ten oferował mi mysz Razer Orochi oraz jedną z nagrywarek typu Slim firmy Lite-On w najatrakcyjniejszej cenie, wliczając w to koszt przesyłki. Z tego też względu, postanowiłem w nim dokonać zakupu. Nie mogłem tego jednak zrobić od razu - potrzebowałem ok. 24h na przemyślenie sprawy.

Nie wyobrażacie sobie, jakie było moje zdziwienie, kiedy następnego dnia towary, które odwiedziłem, były droższe o ok. 2 złote łącznie. Analizowałem tę sytuację już po zakupie - ceny w sklepie zależą od... liczby odwiedzin na danych stronach.

Moja "walka z wiatrakami" - Nowe Orange Go - część 4

Ponieważ poprzedni wpis znalazł się na stronie głównej na kilka godzin, po czym nagle z niej zniknął (z nieznanych przyczyn), niniejszy nie będzie posiadał standardowego wstępu ani żadnych grafik - ot, taki protest na zjawisko "pojawiam się i znikam" :P

Niniejszy wpis poświęcony jest części czwartej (ostatniej) moich zmagań z firmą Orange odnośnie ich usługi typu Pre-Paid - Nowe Orange Go.

Koniec?

W poprzedniej części zamieściłem cytat z maila, w którym Orange zaakceptowało moje roszczenia. Miało to nastąpić po następnym doładowaniu konta, a wszelkie pieniądze, które mógłbym oszczędzić z pomocą usługi "Minuty za Minuty" miały mi być doliczone do konta.

Gdyby jednak tak się stało, ogólnie byłbym stratny w wyniku tych wszystkich połączeń z Biurem Obsługi Klienta.

Moja "walka z wiatrakami" - Nowe Orange Go - część 3

Przyznam Wam bez bicia, tytuł jest przydługi. Pierwsza jego część to tytuł nowej serii na moim blogu (blagu? :P) opisującej moje zmagania z różnymi firmami. Druga część - o co konkretnie chodziło.

Słowem więc wstępu odnośnie tychże zmagań. Mam pecha, i to sporego. 90% sprzętu, który zakupię, jest fabrycznie uszkodzony lub wadliwy. Praktycznie w ciągu pierwszego miesiąca od zakupu, sporo spośród tych 90% ląduje na reklamacji. Pozostała część to zbyt malutkie "badziewia", żeby się o to martwić.

Co kreuje taki los? Nie mam bladego pojęcia. Po prostu tak jest i tyle. Możliwe, że ja uznaję za wady coś, co inni uznają za zwykłe zużycie lub po prostu umieją przeboleć. U mnie jest zasada: jak coś kupuję, to działa to co najmniej 2 lata bez "uszczerbku na zdrowiu". No i to by było na tyle, nic więcej.

Niniejszy wpis poświęcony jest części trzeciej moich zmagań z firmą Orange odnośnie ich usługi typu Pre-Paid - Nowe Orange Go.

Gorące Zebranie Użytkowników: DobreProgramy, Gamikaze, TechIT

MaXDemage spisał już wrażenia na swoim blogu. Dlaczego więc nie podchwycić tematu, i nie dołączyć się do niego? ;) Zaznaczam: to był mój pierwszy raz ;)

Piątek...

Napięcie sięgało zenitu. Przecież już niedługo miał być HotZlot! Już za chwilę miała być wielka zabawa i wszechobecna "informatyczność"! Najlepsze urodziny w życiu!

Sobota...

Coraz więcej ciekawych informacji na "Relacji na Żywo". Fantastycznie. I pogoda zapowiada się coraz lepiej - a co najmniej nie-deszczowo.

Niedziela...

Auto gotowe. Nie to, co miało być początkowo - koniec końców, jest w serwisie. TheUsh umówiony na odpowiednią godzinę. Torba spakowana na cały tydzień - po HZ czekał mnie jeszcze drugi wyjazd, na którym jestem w tym momencie. A więc czas na...

Poniedziałek...

Wow. Tyle mam tylko do powiedzenia.

Moja "walka z wiatrakami" - Nowe Orange Go - część 2

Przyznam Wam bez bicia, tytuł jest przydługi. Pierwsza jego część to tytuł nowej serii na moim blogu (blagu? :P) opisującej moje zmagania z różnymi firmami. Druga część - o co konkretnie chodziło.

Słowem więc wstępu odnośnie tychże zmagań. Mam pecha, i to sporego. 90% sprzętu, który zakupię, jest fabrycznie uszkodzony lub wadliwy. Praktycznie w ciągu pierwszego miesiąca od zakupu, sporo spośród tych 90% ląduje na reklamacji. Pozostała część to zbyt malutkie "badziewia", żeby się o to martwić.

Co kreuje taki los? Nie mam bladego pojęcia. Po prostu tak jest i tyle. Możliwe, że ja uznaję za wady coś, co inni uznają za zwykłe zużycie lub po prostu umieją przeboleć. U mnie jest zasada: jak coś kupuję, to działa to co najmniej 2 lata bez "uszczerbku na zdrowiu". No i to by było na tyle, nic więcej.

Niniejszy wpis poświęcony jest części drugiej moich zmagań z firmą Orange odnośnie ich usługi typu Pre-Paid - Nowe Orange Go.