Google Dokumenty

Dokumenty Google (zwane dalej, zgodnie z nazwą angielską, Google Docs lub po prostu GD) to webaplikacja zawierająca "pełnoprawny" pakiet biurowy oferowany przez firmę Google. Jest to jedna z najbardziej rozbudowanych aplikacji webowych w dzisiejszym Internecie.

Google Docs daje nam dostęp do w pełni funkcjonalnego edytorów: tekstu, arkuszy kalulacyjnych oraz rysunków, a także kreatorow: prezentacji i fomularzy internetowych. Całość, zarządzana z poziomu intuicyjnego menu, sprawia bardzo dobre, hermetyczne wrażenie i jest banalna w obsłudze.

Wartym uwagi jest fakt obecności naprawdę wielu funkcji dostępnych w wersjach "lokalnych" pakietów biurowych, co znacząco zwiększa komfort pracy. Ponadto, dzięki wykorzystaniu Chmury Obliczeniowej, oprogramowanie to zyskuje dodatkowe dwa atuty: dostępność z każdego miejsca z dostępem do Internetu (dotyczy także smartphone'ów z systemem Android) i pracę zbiorową.

W przypadku współpracy w sporej grupie osób, Google Docs oferuje bardzo wiele. Między innymi, blokowanie aktualnie edytowanych fragmentów treści przed innymi użytkownikami oraz wygodny, bardzo prosty chat. Dodatkowo, Google wydało jakiś czas temu dodatek, pozwalający na podobną pracę z wykorzystaniem lokalnych pakietów biurowych - np. Microsoft Office 2007/2010. Podobny dodatek wydał wcześniej Microsoft, przy okazji opracowywania Microsoft Office Web Apps, znanego wówczas jako Microsoft Office Live.

Aktualnie, wśród pakietów darmowych, jedyną konkurencją dla GD jest wspomniany przed chwilą MS Office Web Apps, będący częścią dwóch wielkich serwisów internetowych: Microsoft Live SkyDrive (25 GB pamięci na dysku wirtualnym korzystającym z Chmury Obliczeniowej), oraz Facebook (w domenie docs.com). Niestety dla producenta, nie stoi on zbyt wysoko w kwestii rywalizacji z GD.

Oczywiście, dostępność i "lekkość" pakietu ma też swoje złe strony. Google było zmuszone ograniczyć część funkcjonalności swojego pakietu, celem jego "skompaktowania" do wersji dostępnej w Internecie. Nie znajdziemy w nim więc pewnych funkcji oprogramowania lokalnego. Niemniej, jak do tej pory, ani razu nie zaistniała konieczność ich wykorzystania z mojej strony.

GD boryka się też z jeszcze jednym problemem. Producent nie udostępnia możliwości pobrania i zapisania wszystkich przechowywanych dokumentów na swój komputer - taką operację trzeba wykonać w pełni ręcznie, "jeden po drugim". Na szczęście, usługa kopii zapasowych Google sukcesywnie się rozwija, stąd można mieć nadzieję na rychłe rozwiązanie tego problemu. Niemniej, na pewno nie stanie się to przed aktualizacją Microsoft Live SkyDrive, która taką funkcjonalność do niego wprowadzi.

Ostatnią zauważoną przeze mnie wadą GD jest dość okrojony (charakterystyczny dla produktów Google) manager udostępniania. Udostępniać możemy tylko sobie, osobom znającym linka (z trybem edycji lub bez), oraz innym użytkownikom Google (z konkretnymi uprawnieniami dla każdego z osobna). Nie istnieje możliwość udostępnienia "każdemu posiadaczowi linka, znającemu hasło", czy też podziału na "posiadającym linka z uprawnieniami do edycji" i "posiadającym linka bez uprawnień do edycji". Mam jednak nadzieję, że w w najbliższym czasie ulegnie to zmianie.

Podsumowując, usługa Google Docs (Dokumenty Google) jest aktualnie najlepszym spośród darmowych pakietów biurowych umieszczonych w Chmurze Obliczeniowej. Polecam go wszystkim, którzy sporo podróżują, lub potrzebują możliwości pracy grupowej na jednym dokumencie.

Google Tłumacz

Tłumacz Google (zwany przeze mnie dalej, zgodnie z nazwą oryginału, Google Translate) jest z nami od wielu lat. Początkowo dostępny wyłącznie w wersji angielskiej, dziś dostępne jest niemal w każdej lokalnej wersji wyszukiwarki.

Główną zaletą Google Translate jest łatwość obsługi. Do dyspozycji mamy dwa pola tekstowe, jedno edytowane przez nas, natomiast drugie, automatycznie aktualizowane, zawierające tłumaczenie. Warto zaznaczyć, że każdy przetłumaczony wyraz bądź związek frazeologiczny zawiera opcję wyboru tłumaczenia alternatywnego, lub wprowadzenia własnej, "lepszej" wersji tłumaczenia. Dodatkowo, w przypadku tłumaczenia pojedynczych wyrazów, od razu otrzymujemy jako wynik listę wszystkich tłumaczeń alternatywnych.

Do wyboru mamy 63 języki oraz tryb automatycznego ich wykrywania. Działa on całkiem nieźle, o ile nie stosujemy zbyt wiele słów zapożyczonych z innych niż tłumaczone przez nas języki. Ponadto, w większości z nich dostępna jest opcja odsłuchania tłumaczenia, a także dyktowania treści głosowo. Niestety, próby podyktowania prostego zdania w języku angielskim "I do like Google Translator very much" skończyło się przetłumaczeniem tekstu "I do like google translator family much". Przydadzą się więc drobne poprawki.

Martwi także ogólna jakość tłumaczeń dłuższych tekstów. Nie tylko wyczuwa się sztuczność tłumaczeń, ale często tracone są znaczenia związków frazeologicznych i idiomów. Zważając jednak na szybkość tłumaczenia, wadę tę można pominąć, zwłaszcza, że konkurencja nic lepszego nie oferuje.

Kolejnym problemem są problemy ze stosowaniem Romaji (czyli zapisu fonetycznego z pomocą znaków naszego alfabetu) przy zapisie języków azjatyckich (testy odbyły się dla języków japońskiego i chińskiego). W tej formie, tekstów pisanych w tych językach nie da się przetłumaczyć. Ponadto, tłumaczenia z Hiragany, Katakany (oba to alfabety japońskie) czy Kanji (alfabet stosowany zarówno w Chinach jak i Japonii) bywają niekompletne, pozostawiając część znaków w formie nieprzetłumaczonej.

Najważniejsze jednak, że wszystko to mamy za darmo, szeroko i łatwo dostępne, oraz wciąż rozwijane. Google Translate w wielu domach zastępuje dziś tradycyjne słowniki oraz pozwala każdemu, kto ma dostęp do Internetu, na skorzystanie z usług (elektronicznego, bo elektronicznego) profesjonalnego tłumacza. Usługa Google jest w dniu dzisiejszym bezkonkurencyjna. A ja tylko mam nadzieję, że taka już pozostanie. Jedyne czego jej potrzeba, to stałego rozwoju.