@hejter666 (niezalogowany)
O Boże! A Ty do której "dużej grupy użytkowników, której chodzi o coś czego Maki nie potrafią im zapewnić" się zakwalifikowałeś, że jesteś taki poruszony;)
Teraz Twój cytat: "Z wywyższaniem się nad osoby ubogie przegiąłeś. Myślenie bardziej zamożny = inteligentniejszy, lepszy jest poniżej krytyki i świadczy o twoim, napompowanym przez emejzing Apple, przerośniętym ego i niedojrzałości".
Wogóle tak nie myślę o ludziach ubogich materialnie! - Źle mnie zrozumiałeś! Akurat poznałem więcej osób ubogich, którzy są wspaniałymi ludźmi niż bogatych. Ale istnieją jeszcze ludzie, któży są ubodzy duchem - takie, po prostu inteligentne ale uparte głupie osły, którym ich własne przekonania o ich własnej nieomylności przeszkadzają w osiąganiu sukcesów. Co do tego, co napisałem, to - dokładniej to ujmując - bawiłem się znaczeniami słowa "ubogi" w wielu kontekstach, mając na myśli osoby ubogie duchem zbyt blisko tego we wcześniejszym myślniku poruszyłem problem biedy i - mam nadzieję - oddałem to z należytym szacunkiem.
W ogóle, w tym tekście jest wiele przewrotnych "wstrzyków", więc proszę Cię bardzo uprzejmie - uważaj jak czytasz.
Dziękuję za krytykę i pozdrawiam!
26.01.2012 17:32
@Shaki81
...No to trudno, Shaki81... Widocznie nadajemy na osobnych falach i wiesz co?... Chwała nam za to!... I o to mi właśnie chodziło w tym tekscie! Myślisz - Jak to? Czy nie chodziło mi o to, żeby kogoś przeciągnąć na swoją stronę??? Tak! Zgadza się - o to chodziło! O to zawsze chodzi... Ale w tym przypadku nie za wszelką cenę. Wiesz dlaczego? Bo "ja" uważam, że to dobrze mieć myśleć inaczej. Pomimo, że tekst jest o przekonywaniu do Maca, moim celem wogóle nie było aby ktokolwiek się do Maca przekonał na 100, no powiedzmy 99 procent:)... Dlaczego miałbym być poprawny politycznie i stosować te wszystkie pijarowskie, czy marketingowe wybiegi jak KISS (keep it simple), czy trzymanie się logiki i bycie asertywnym? Kto mi za to zapłaci? Moim celem było PRZEKAZANIE CO "JA" NAPRAWDĘ O TYM WSZYSTKIM MYŚLĘ!! Co czuję! Jakie są w tym względzie moje, konkretnie "MOJE", doświadczenia jako użytkownika komputerów ale i jako konkretnej, niepowtarzalnej osoby. Właśnie po to mi były potrzebne te wszystkie wstępy. Żeby każdy zrozumiał, że cały tekst nie jest "na poważnie"... Owszem, moje doświadczenia są na poważnie! Lecz nie mają one od razu zbawiać świata. Nie mają Ciebie powstrzymywać przed czymś za wszelką cenę. Miały się tylko niejako "przywitać" z doświadczeniami innych, z twoimi doświadczeniami. I zrobiły to. Przy tym nie prosiły nikogo o zrozumienie, nie chciały zostać nagrodzone brawami, czy przyjęte do jakiegoś grona. Ja je po prostu bezwstydnie wypisałem! Twoja negatywna reakcja musiała być więc efektem konfrontacji moich doświadczeń z Twoimi. Czy to dlatego, że są one zbyt różne? A może zbieżne? Nie wiem. Ale widać gołym okiem, że poczułeś dyskomfort, może nawet lęk, gdyż nie otrzymawszy ode mnie rozwiązania, jakiegoś ostatecznego status quo, albo choćby wniosku, do którego mógłbyś się odnieść na plus lub minus na końcu tej... intelektualnej podróży w odchłań, która na domiar złego nadal trwa, zapragnąłeś nagle sam coś z tym zrobić. Zaznaczyć swój sprzeciw. Zabić wszystkie przyzwane przeze mnie "demony", wyśmiać mnie albo chociaż mnie... naprawić. Wziąłeś więc wszystko w jeden wielki nawias i nazwałeś to "gadką fanboya", skwitowałeś, że przestałeś pamiętać na końcu jakie miałem argumenty. W tym momencie twój komentarz miał załatwić wszystko, lecz niczego nie wskórał, bo to nie ja tutaj szukam odpowiedzi - to Ty ich szukasz! Tak samo, jak nie ja tu zadaję pytania - to Ty je zadajesz! Dla Ciebie samo czytanie miało być celem. I było. Wierz mi że było. Wciąż jest. Zawsze będzie. Wtedy jeszcze tego nie rozumiałeś i starałeś się dostrzec w tym wszystkim co pisałem jakąś uniwersalną prawdę, którą miałbym do przekazania, dotrwać jakoś do końca moich wywodów i otrzymać ode mnie do rąk Świętego Graala albo laleczkę Voo Doo, nad którą mógłbyś się pastwić. Ale tak się nie stało. Ja nie miałem żadnych konkretnych argumentów, którymi chciałbym zwyciężyć w tej "bitwie o Twoją duszę" - jak to chyba widzisz. Wogóle ich Tobie nie podawałem do zapamiętania, można by powiedzieć, że celowo je trwoniłem, osłabiałem ich znaczenie. W ogóle zuch z Ciebie, że je "zbierałeś po drodze"... Wkońcu - dobrze, że je wyrzuciłeś!... Ja posłużyłem się nimi tylko, jako formą... Formą!!! Z niej ulepiłem tę opowieść, której celem jest przekazywanie osobistych wrażeń. Ale załóżmy na chwilę, co by było, gdybym miał nawet milion własnych argumentów na poparcie swojej tezy o wyższości Maca? Czy to by coś zmieniło. Nic! Absolutnie nic! Wiesz dla czego? Ok. Wyjaśnię Ci...: Spór o to jaki system operacyjny wybrać dla siebie trwa od zarania dziejów. Czy Ty myślisz, że ja jestem taki głupi i wierzę w rychłe rozwiązanie tego sporu i to jeszcze na korzyść Maca? Nie ma żadnego rozwiązania! To sprawa indywidualna! Każdy musi decydować za siebie! Nawet milion argumentów nie wystarczy, żeby przekonać do siebie osobę, która jest zarozumiała. A kto jest zarozumiały? Każdy! Absolutnie każda osoba, która ma w danej dziedzinie pewne doświadczenie. Tylko dziecko i ktoś, kto jest w czymś "zielony" daje się łatwo przekonać do czegoś i szybko się uczy, czy też indoktrynuje. Będąc zaznajomionym w jakiejś dziedzinie, dopiero własna krzywda lub czasami cudza, nie mniej czyjś sukces, skłania nas do tego, żeby myśleć inaczej i dokonywać rewizji własnych opinii. Ale to dopiero połowa sukcesu. Potem musi to wszystko przejść przez proces zwany zdrowym rozsądkiem, gdzie zazwyczaj większość rozterek jest palona na stosie własnego "ale".
Po przeczytaniu mojego tekstu nazwałeś mnie fanboyem marki Apple. Zrozum, że wielu ludziom wielokrotne małżeństwa z systemami operacyjnymi ze stajni Redmond po prostu wychodzą już bokiem. Moje nie jest doskonałe;)
Pozdrawiam!
26.01.2012 16:42