Prawo "trzech ostrzeżeń" czyli legalizacja piractwa

Ostatnio w wielu krajach jest coraz silniejszy lobbing do wprowadzenia prawa "trzech ostrzeżeń". Polega ono na odcinaniu od Internetu użytkowników notorycznie łamiących prawa autorskie. Ci, co je lansują, najwyraźniej nigdy nie przeczytali żadnej książki o zasadach stosowania prawa (wiadomo, studia nie są po to by czytać książki :)

Oto dwie z tych zasad:
1) Przepis szczególny wyłącza stosowanie przepisu ogólnego.
2) Nie można wielokrotnie karać za jedno przestępstwo.

Przepis o odcinaniu piratów jest przepisem szczególnym, dotyczącym użytkowników Internetu, którzy jednocześnie są piratami. Przepis o piractwie, zarówno programów jak i innych dzieł objętych prawem autorskim, jest wobec powyższego przepisem ogólnym, mówiącym o piractwie w ogólności. Powyższy przepis szczególny go wyłącza, jeśli pirat jest użytkownikiem Internetu.

Wniosek z tego taki, że osoba udostępniająca w świecie rzeczywistym bez zezwolenia twórcy programy (czyli np.

Bezsensowność cenzury Internetu (ocenzurowane)

Po latach nieskrępowanego działania Internetu coraz silniejsze są zakusy polityków dotyczące jego kontroli. Przecież nie może być dziedziny działalności człowieka pozostawionej bez żadnego prawa. Politycy nie rozumieją, czym jest sieć, próbują stosować stare schematy myślenia do nieprzystających warunków.

Dawniej zadaniem prawa była kontrola silniejszych nad słabszymi. Współcześnie w praworządnych krajach jest nieco inaczej. To państwo, nadzorowane przez polityków wybranych w wyborach, posiada monopol na stosowanie środków przymusu, zwalniając obywateli z samodzielnego egzekwowania własnych praw siłą. Zadaniem prawa jest zapewnienie równości ludzi, ochrona słabszych przed zakusami silniejszych.