r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

5 na 5: gry będące pozytywnym oraz negatywnym zaskoczeniem w 2013 roku

Strona główna AktualnościROZRYWKA

Koniec grudnia to zazwyczaj czas podsumowań, zamykania pewnych rozdziałów w życiu, aby już w nowy rok wejść z otwartym umysłem i gotowością do stawienia czoła kolejnym wyzwaniom. Gracze również jak najbardziej wpisują się w ten schemat, spoglądając w przeszłość ku produkcjom, z którymi bawili się dobrze albo właśnie niekoniecznie oraz szykując się już na nadchodzące potencjalne hity. 2013 rok obfitował w wiele projektów wyczekiwanych od dawna, faktycznie jak się okazało cieszących serce, ale też takich jednak nie spełniających pokładanych w nich nadziei. Co umieścilibyście na swojej wspominkowej liście, gdyby ograniczyć na niej liczbę gier do 5 w dwóch kategoriach: pozytywnych zaskoczeń i sporych rozczarowań ostatnich miesięcy? Oto moje propozycje, począwszy od tytułów mym zdaniem zdecydowanie wartych nabycia.

1. Assassin’s Creed IV: Black Flag — Oceny: 4/5 (DP) i 4,5/5 (świat)

Alfabetycznie do sprawy podchodząc, nie lada niespodzianką była niedawno przede wszystkim najnowsza odsłona popularnej serii Assassin’s Creed. Marka, której kolejne części ukazują się już regularnie co roku, zaskoczyła jakością kolejnego wydania, historią może nie do końca zasługującą na IV w nazwie, bowiem bycie zabójcą ustąpiło miejsca zabawie w pirata, lecz cieszącą niezwykle. Dostaliśmy szukanie skarbów, zdobywanie twierdz, polowania na zwierzęta czy nurkowanie po kosztowności, a w końcu ulepszanie własnego okrętu, aby radził on sobie lepiej w starciach z innymi morskimi jednostkami. Zaraz zanim weźmiemy się za ich abordaż… Nawet fragmenty z akcją w czasach współczesnych wciągały, a to dzięki zmyślnie rozwiązanym zagadkom logicznym, licznym nawiązaniom do wydarzeń znanych fanom serii i humorowi. Twórcy puszczali nam choćby oko dając znać, że doskonale zdają sobie sprawę z tego, jak postrzegana jest ich praca, w tym teorii, iż najbardziej zależy im na pieniądzach. Warto też pamiętać, że to ponoć nawoływania nabywców tytułu do odblokowania pewnych jego funkcji przyczyniły się do zrezygnowania z przepustek sieciowych, czyli Uplay Passport.

2. BioShock Infinite — Oceny: 4,5/5 (DP) i 4,5/5 (świat)

Na następne dziecko Irrational Games czekałem od lat, stale mając w pamięci pierwsze pokazy prasowe gry. Ostatecznie pomysły tam pokazywane dość radykalnie przycięto, a część nie weszła do pełnej wersji produktu w ogóle, co o dziwo nie doprowadziło do zbytniego narzekania miłośników strzelanek z serii BioShock. Tytuł zdołał się obronić, szczególnie na wyższych poziomach trudności, gdzie zabawa nabierała rumieńców, oraz oczywiście z uwagi na mocno zakręconą fabułę, przedstawiającą dzieje pięknej Elizabeth. Można się było doszukiwać dziur i nieścisłości w całym wątku, ale po pierwszym przejściu Infinite oczarowanie tym, co przeżyliśmy, musiało wziąć górę. Poza dziewczyną, osobnym bohaterem projektu było oczywiście szczegółowo ukazane latające miasto Columbia, podzielone na różnorodne dzielnice, których atmosferę się zwyczajnie chłonęło. Wszystko podkreślała świetna ścieżka muzyczna, złożona z niby znanych hitów, ale przetworzonych na dawną modłę. Naturalnie nie należy zapominać o zahaczeniu akcją o podwodne Rapture, co skłoniło do zastanawiania się, w jakie jeszcze zakątki nieskończoności byliby w stanie zabrać nas deweloperzy. Coś z System Shock?

r   e   k   l   a   m   a

3. DmC — Oceny: 4/5 (DP) i 4,5/5 (świat)

Spośród dwóch zrestartowanych w tym roku niezwykle głośno marek, swój głos oddaję niepokornemu Dantemu z DmC, chociaż niewątpliwie odświeżonej Larze Croft uroku nie zabrakło. Mając jednak na względzie korzenie serii to Ninja Theory wyszło według mnie z zadania lepiej. Nowy Devil May Cry reprezentuje pod kątem mechaniki rozgrywki dalej stare dobre siekanie poczwar, a przy tym możliwości technologii Unreal Engine 3 pięknie rozciągnięto na dwa światy – nasz oraz Limbo, mroczne jego odbicie. Jeśli ktoś wiedział, co robi, walki w grze wypadały efektownie, jak niegdyś, zaś zmieniające się na bieżąco lokacje odciskały się w głowie mocnym kopniakiem. Tak, projektanci miejscówek popisali się nie lada fantazją, chociażby rzucając bohatera na ulice chcącego go zabić… miasta. Dynamiczne utwory przygrywające w tle wspaniale komponowały się z zabawą, zwłaszcza wtedy, gdy stawaliśmy naprzeciw któregoś z odrażających bossów, których zaserwowano nam kilku. Nie zapominajmy przy tym jednak, że chodzi o produkt przeznaczony dla graczy pełnoletnich. Elementy platformowe nie irytowały i w sumie zabrakło tylko konkretniejszego kombinowania, żeby lepiej oddać hołd pierwowzorowi.

4. Grand Theft Auto V — Oceny: 4,5/5 (DP) i 5/5 (świat)

Do ukazania rozległego otwartego świata, a do tego podzielenia historii między trzech bohaterów, między którymi mogliśmy się niemal dowolnie przełączać, Rockstar nie potrzebował wcale konsol nowej generacji, ani nawet potężnych PC. GTA V na Xboksie 360 oraz PlayStation 3 pokazało, że dla chcącego nic trudnego, zabierając graczy w doskonale im znane rejony przestępczego życia. Wrażenie robiły przede wszystkim pełne drobnych szczegółów lokacje, miasta może graficznie już nie takie najpiękniejsze, lecz i tak pozwalające się dobrze wczuć w klimat. Przygody podstarzałego Michaela, ambitnego Franklina oraz Trevora psychopaty trzymały w napięciu, po raz pierwszy w historii serii zmuszając też do planowania większych skoków. Może zabrakło naprawdę fascynujących misji fabularnych, chociaż oczywiście wiele niewątpliwie robiło wrażenie, jednak twórcy i tak wykonali kawał dobrej roboty. Na trybie dla samotników nie poprzestali, dorzucając GTA Online, czyli opcję wieloosobowej rozwałki, pozwalając rozmarzyć się o prawdziwie gangsterskim MMO kiedyś w przyszłości. Co prawda nie obyło się bez zgrzytów na starcie, ale przelewy na pół miliona je graczom wynagrodziły.

5. The Last of Us — Oceny: 4,5/5 (DP) i 5/5 (świat)

Jedno z ostatnich wielkich dzieł na PS3 warto było nabyć nie dlatego, że takim sloganem je promowano, lecz po prostu z tego względu, że ojcowie Uncharted zaprezentowali przejmujący obraz trudnej przyjaźni, dla której różnica wieku czy stanięcie ludzkości na skraju wyginięcia nie stanowiła zagrożenia. W gruncie rzeczy zwykła gra akcji, strzelanka podszyta lekko survival horrorem, bo walczyliśmy między innymi z ekologiczną odmianą zombiaków (z grzybem w głowie), zadziwiała ilością emocji przekazywanych w pięknie wyreżyserowanych scenkach przerywnikowych, ale także tych fragmentach rozgrywki, kiedy nagle diametralnie zmieniały się jej założenia. Pamiętacie Ellie polującą na jelenia dla Joela? Wizja świata, który zaczęła odbierać nam natura, pozbawiona była co prawda pierwiastka seksualności, bo w rzeczywistości zdominowanej przez mężczyzn na główną bohaterkę rzucano się w najgorszym wypadku po to, aby ją zjeść, ale wszechobecną brutalność wytłumaczono dobrze pierwotnym instynktem przetrwania. Należy docenić przy tym wszystkim profesjonalną polską wersję produktu, bo różnie z tym bywało w przypadku wielkich gier pod banderą Sony. Muzyka Gustavo Santaolalla hipnotyzowała i pozostaje jedną z mych ulubionych.

1 2 następna
© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.