Klipper - zastosowania praktyczne

Uwaga: Jeżeli nie korzystasz z Klippera, to go uruchom.
Uwaga2: Jeżeli nie możesz uruchomić Klippera, to go zainstaluj

Ponieważ komputery ciągle powielają informacje, a można nawet powiedzieć, że na tym opierają swoje działanie, a w dodatku większość czynności wykonywanych czynności dałoby się opisać słownie, przez co interfejsy tekstowe nie odeszły w niepamięć, postanowiłem polepszyć jakość swojej pracy przez wywoływanie poleceń na znalezionym w tekście. Oznacza to, że znajduję w materiałach szkoleniowych odnośnik do strony lub polecenia do wykonania, a ja chcę zrealizować zadaną mi pracę możliwie najszybciej.

Z tym problemem do tej pory poradzono sobie w następujący sposób. Niezależnie czy w dokumencie znajduje się informacja o tym, że dany tekst jest odnośnikiem czy nie, to nasze aplikacje pozwalają nam np. otworzyć odnośnik kliknięciem - poprzez rozpoznanie danej frazy. Jest to niekiedy kłopotliwe, bo np. chcielibyśmy skopiować tekst lub go przenieść, a nie otwierać stronę - zrobienie czegoś myszką wydaje się być trudne.

Śledzenie zmian na stronach (#!/bin/bash).

Z uwagi na pojawianie się ostatnimi czasy wpisów użytkownika webnull na temat wykorzystania konsoli Uniksowej postanowiłem nieco dodać.

Skrypt jedynie testowałem na #!/bin/bash . Taki ze mnie specjalista, jak żaden - nawet nie mam pojęcia czy na standardowej powłoce(w systemie pozbawionym Basha) skrypt dałoby się uruchomić.

Co chcemy zrobić?

Chcemy śledzić w przyjemny i prosty sposób blogi użytkowników dobrych programów(by nam żaden wpis nie uciekł). Zauważyłem, że DobreProgramy (wcześniej: nie generują plików potrzebnych; powinno być przekreślone) generują pliki potrzebne do poprawnej pracy czytnikom/odbiorcom newsów.

Ponieważ lubię proste rozwiązania, a dodatkowo nie chcę nikogo zrazić, to skrypt będzie wykonywać podstawową czynność - sprawdzał, czy już była jakaś aktualizacja.
Do pracy
Najpierw musimy wiedzieć, co chcemy osiągnąć. Chcemy jedynie sprawdzić czy strona się zmieniła. Wymaga to (standardowo) pobrania jej na nasz dysk twardy.

Linux: Administrator dziś i kiedyś.

Na wortalu dobreprogramy.pl w wielu komentarzach osoby zamieszczają sugestię, że to właściwie root jest administratorem w Linuksie i porównują go do administratora w Windows. Nie pokuszę się nawet o przytoczenie tego definicji tego terminu, gdyż za wikipedią właśnie root jest administratorem.

Ponieważ jednak muszę się na czymś oprzeć, to napiszmy, że administrator jest użytkownikiem, który może uruchamiać dowolne programy - również te, które ingerują w system. Nie jest przy tym powiedziane, jak taka procedura miałaby wyglądać: jeżeli ktoś uzyskałby taką możliwość w nieautoryzowany sposób, to nie będzie administratorem.

Oczywistym jest, że root ma prawo do ingerencji wszędzie w domyślnych ustawieniach wielu dystrybucji(na pewno nie tych do celów wojskowych). Jeżeli komuś to nie odpowiada, to może użyć SeLinux.
Możliwe jest więc ograniczenie praw root-a, pewne systemy są projektowane w ten sposób, jednak większość desktopów nie.

W przeciwieństwie do wielu Uniksów, to w Linuksie(prócz Ubuntu i może paru innych systemów) root ma prawo się zalogować. Jest to jeden z powodów nie zrozumienia zagadnienia.

Kolejne przemyślenia o własności w zdigitalizowanym świecie.

Na ten wpis nakłoniły mnie ostatnie wydarzenia zafundowane przez Sony. Koncern postanowił zdalnie zablokować ludziom możliwość wykorzystania pewnych reklamowanych mechanizmów ich sprzętu/oprogramowania na nim zainstalowanego. Chodzi konkretniej o możliwość uruchamiania Linuksa.

Warto podkreślić, że chyba nikt nie zmusza nikogo do akceptacji aktualizacji. Już teraz jednak nie można korzystać z Playstation Network bez aktualizacji. Pewnie sprawa nabierze większego obrotu przy kolejnych aktualizacjach, które będą wprowadzać coś nowego. Użytkownik będzie mieć coraz więcej argumentów za aktualizacją.

Wszystko kręci się wokół jakiś śmierdzących zapisów, którymi Sony warunkuje użytkowanie ich(bo trudno określić, kto ma większe prawa do tej zabawki) sprzętu. Sony zagwarantowała sobie taką właśnie możliwość, czyli prawo do wyłączenia niektórych mechanizmów ich sprzętu zdalnie.

Główne pytanie brzmi: Czy przypadkiem nie należy tego rozpatrywać już, jako czegoś w rodzaju komunizmu?
W jednym z wariantów komunizmu, czyli ustroju, w jakim przyszło żyć niektórym społeczeństwom, własność jest zarządzana centralnie.

KDE i gesty

W środowisku KDE istnieje możliwość posługiwania się programami/aplikacjami za pomocą gestów myszy. Wpis ten oparłem na KDE4.4, choć ten mechanizm istniał też w KDE z serii 3.x. Sposób konfiguracji był niemal identyczny (w KDE4 usunięto - nie wiem w jakim celu sprawdzanie czy gest nam odpowiada przez konieczność trzykrotnego powtórzenia).

Przejdźmy do konfiguracji. Konieczne jest wybranie jednego klawisza, który będzie aktywować wprowadzanie gestu (rysunek 1). Klawisz musi być wciśnięty cały czas w momencie wprowadzania gestu. Ja wybrałem klawisz prawy, bo przeważnie służy on tylko do otwierania menu kontekstowego. Tutaj nadmienię o czymś niezwykle ważnym. Jeżeli nie określimy inaczej, to gesty będą globalne, czyli będą działać też nad oknem gry.

Teraz musimy utworzyć nową grupę (edycja > nowa grupa), by następnie utworzyć w niej nową akcję. Mamy do wyboru trzy rodzaje aktywatorów: skrót globalny, działanie okna, działanie gestu.

Komuno wróć!

Coraz częściej spotykam się z opiniami wielu osób, że wolny rynek nie jest tym, do czego powinnyśmy dążyć, a ktoś powinien roztaczać opiekę nad społeczeństwem, a w szczególności odebrać mu prawa do posiadania, by własność była lepiej wykorzystana.

Dzieje się tak w szczególności wśród osób chorobliwie uważających, że świat komputerów jest zły lub nie poradziłby sobie bez odbierania praw użytkownikom/konsumentom.

Takie przekonanie jest błędne!

Spotykam wiele osób, które uważają, że istnieje coś takiego, jak własność intelektualna, czyli połączenie różnych aspektów prawa, tak naprawdę całkiem od siebie różnych. Do własności intelektualnej miałyby wchodzić prawa autorskie, patentowe, znaki handlowe, itd. Zdaniem tych osób, własność intelektualna obowiązuje we wszystkich krajach(niektóre osoby uważają, że jest pewnym zapiskiem prawnym), a w każdym z tych państw przybiera identyczną formę. Co ciekawe jest to sprzeczne w samym przekonaniu, bo np. prawo patentowe w wielu krajach pozwala na patentowanie wielu różnych rzeczy, a patenty jednych krajów nie obowiązują w innych.