Gmail

Na temat Gmaila można byłoby pisać chyba cala książkę, postaram się wiec przedstawić tylko te aspekty, które dla mnie odgrywają najważniejszą rolę.

Przede wszystkim, nie jest to tylko poczta, ale i całkiem niezły organizer kontaktów, a także kalendarz. Jest to i tak uproszczenie, bo przecież tworząc konto w Google, w zasadzie wchodzimy w cały ekosystem zbudowany przez tą firmę oferujący najróżniejsze usługi. Google stworzyło bardzo wygodny i intuicyjny webmail, co jest jednak również jego największym przekleństwem - trudno szukać klienta, który pozwoli nam cieszyć się wszystkimi funkcjami w trybie offline, albo chociaż niektórymi z nich. Chrome to natomiast przeglądarka i nawet z dodatkiem Gmail offline stanowi jedynie namiastkę prawdziwego klienta poczty. Poza tym, dodatek jest dostępny tylko dla tej przeglądarki i zrezygnowano z rozwijania Gears, za co należy się ogromny minus. Nawet jeżeli zdecydujemy się używać konta tylko z poziomu webmaila, szybko zauważymy braku np. wspomniany kalendarz jest tylko jeden, można więc zapomnieć o wygodzie z konta Live czy Outlooka. Z drugiej strony, większość śmiertelników nie potrzebuje ich wcale więcej.

Gdy używamy samego webmaila, trudno się do czegoś przyczepić. Działa on bardzo szybko, zaś dzięki używaniu technologii AJAX nie musimy co chwila czekać na przeładowywanie strony. Co prawda pewne problemy występowały do niedawna na Operze, jednakże teraz się już z nimi nie spotykam. Wyróżnia również wygląd, bo ten jest prosty, ale bardzo czytelny. Cały interfejs jest pomyślany tak, abyśmy nie musieli szukać, zaś ikonki na przyciskach jednoznacznie sugerują, od czego one są. Jeżeli to dla nas za mało, możemy wybrać jeden z kilku dostępnych motywów.
Wygodę powiększają "podstawowe" funkcje, takie jak filtry czy etykiety, dzięki którym możemy zautomatyzować zarządzanie naszą pocztą, a także odpowiednio ją segregować na wzór folderów (o tym będzie jeszcze za chwilę, chociaż w nieco mniej korzystnym dla Gmaila podejściu). Razem z pocztą zintegrowany jest również czat, chociaż moim zdaniem nie należy on do najwygodniejszych. O pomstę do nieba wołają natomiast niektóre domyślne opcje np. ta, która automatycznie dodaje do kontaktów osoby które do nas piszą, lub do których mi piszemy. Efekt jest prosty do odgadnięcia - po pierwszej mojej synchronizacji z kontem Google na Androidzie nagle z około 50 osób zrobiło się ponad 600... czyszczenie zajęło mi dwa dni, ale od tego czasu zmieniłem ustawienie i teraz sam dodaję kontakty. Nie będę jednak na to tylko narzekał, bo gdy posiadamy konto w ramach usługi Aplikacje Google z własną domeną, to mamy szybki dostęp do kontaktów z tej samej organizacji, a to już bardzo wygodne rozwiązanie.

Gmail przoduje również w przeróżnych dodatkach do webmaila. Najpierw do dyspozycji było samo Laboratorium, w którym obecnie znajduje się kilkadziesiąt dodatków, które w mniejszym lub większym stopniu mogą rozbudować jego funkcjonalność, np. dodatkowa trzecia kolumna zawierająca wybrane przez nas elementy. Niektóre z nich po czasie stają się integralną częścią gmaila, o ile dobrze pamiętam było tak z kolorami etykiet. Inna sprawa to sama organizacja skrzynki, w zasadzie niespotykana u konkurencji. Flagi czy gwiazdki - to było, jest nadal, ale prawdziwego zamieszania narobiły tzw. priorytety tj. automatyczne oznaczanie ważnych wiadomości. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że to naprawdę działa - Google ma o nas tyle informacji, że naprawdę jest w stanie stwierdzić, co jest dla nas ważne, a co nie :)
Oczywiście nie brakuje ani protokołu POP, ani IMAP, więc możemy z Gmaila korzystać na telefonach czy innych klientach pocztowych. Pod względem bezpieczeństwa cieszy szyfrowanie wszystkich połączeń, a także wprowadzona jakiś czas temu dwuetapowa weryfikacja, pozwalająca na bardzo restrykcyjną kontrolę co do tego, kto i kiedy ma dostęp do naszej skrzynki. Gdyby się jednak zdarzyło, że dostęp uzyska ktoś niepowołany, Gmail poinformuje nas o tym i pozwoli dowiedzieć się, z jakiego adresu IP i jakiego regionu świata logował się podejrzany osobnik.

Spam... kiedyś faktycznie to pojęcie było problemowe, jednakże od czasu gdy zacząłem używać Gmaila jakoś o nim zapomniałem. Automatyczne filtrowanie poczty pod tym względem działa bardzo dobrze i nawet jeżeli "zaserwujemy sobie" wiele subskrypcji, to szybko wiadomości z niechcianych serwisów mogą lecieć do spamu. Fałszywe kwalifikowanie zdarza się stosunkowo rzadko, na pewno rzadziej niż w Hotmailu (chociaż tego używam nieco krótko, może nie jest "wyrobiony"). Cieszy również możliwość szybkiego tworzenia aliasów do naszego podstawowego adresu, przez co możemy ich używać na serwisach, gdzie nie chcemy podawać faktycznego konta. Mam jednak wrażenie, że mechanizmy wyszukujące adresy i dopisujące ich do baz spamerów doskonale zdają sobie sprawę z ich konstrukcji i ochrona jest tylko symboliczna.
Do tego muszę przyznać, że Gmail najbardziej ze wszystkich usług Google uczy naprawdę niezbyt dobrych nawyków. Są wspomniane etykiety, jedna wiadomość może być oznaczona wieloma, ale jak to przedstawimy w kliencie poczty? Mamy problem, bo przecież wiadomość nie może być wrzucona do kilku folderów jednocześnie bez jej kopiowania. Możemy łączyć skrzynki, pobierać z innych, czy też z innych wysyłać, ale niczego takiego nie wykonamy w kliencie pocztowym, będziemy zmuszeni do ręcznego logowania na innego konto i robienia sobie tylko bałaganu.

Ogólnie mówiąc, skrzynka z Gmaila oferuje ogrom, ale jest to środowisko nieco zamknięte. Jak dla mnie zbyt zamknięte i zbyt mało ustandaryzowane, bo co mi po kalendarzu czy dodatkowych skrzynkach, skoro na innych urządzeniach i oprogramowaniu i tak nie będę w stanie z nich skorzystać? Gdy nasze potrzeby nie wykraczają poza 1 skrzynkę, lub nie potrzebujemy żadnego łączenia / nie wrzucamy go sobie na siłę, Gmail jest naprawdę wygodny i przyjemny. Dobrze spisuje się do obsługi wyłącznie przez webmaila, jeżeli chcemy używać klienta poczty z organizerem, lepiej zdecydować się na coś innego (Hotmail, Exchange). Tak jak napisałem powyższy opis to i tak tylko najważniejsze (dla mnie) aspekty, Gmail oferuje jeszcze więcej.

SpyShelter

Producent co prawda udostępnia podstawową wersję za darmo, ale nie było mi dane móc jej używać: niestety nie funkcjonuje ona z Windowsem w wersji 64-bitowej. Program podziałał więc chwilę na trybie XP, a później zdecydowałem się na zakup wersji Premium, która już chroni również środowisko x64. Czym tak w ogóle jest ten SpyShelter? Jego podstawowe zadanie to funkcja antiloggera, czyli zabezpieczanie nas, przed oprogramowaniem zapisującym to, co my wystukujemy na klawiaturze (a więc nie tylko rozmowy na komunikatorach i emaile, ale również hasła podawane podczas logowania). Nie jest to jednak jedyna funkcja wersji Premium. Zabezpiecza on nas również przed podobnym wykradaniem danych ze schowka systemowego, przed robieniem niechcianych zrzutów ekranów, nagrywaniem dźwięku bez naszej wiedzy (!), czy też zapisywaniem danych przechwyconych przez kamerkę internetową (np. włamywacz przejmuje nad nią kontrolę i może zobaczyć co wpisujemy, podobnie jak ma to miejsce w wypadku ataku na klientów jakiegoś bankomatu).
To jednak jeszcze nie wszystkie zabezpieczenia jakie oferuje ten niewielki, bo ważący mniej niż 10 MB programik. Dodatkowo chroniony jest kernel systemowy, choć to ma miejsce tylko w wypadku systemów 32-bitowych, ponieważ moduł ten jest w Windowsach x64 blokowany przez wbudowany mechanizm Kernel Patch Protection. Ostatnia funkcja to ochrona połączeń internetowych np. wykonywanych przy użyciu szyfrowanych połączeń.

Aplikacja nie jest w pełni automatyczna i pracuje w zasadzie jako HIPS, a więc program, który monitoruje inne oprogramowanie uruchamiane na naszym komputerze i tworzy dla niego politykę zezwoleń oraz blokad. Nie jest tak upierdliwe jak znany z pakietu Comodo moduł Defense+, wszystko zależy poza tym od ustawień czułości: domyślnie producent zaleca najwyższy stopień ochrony posiadający elementy automatyzacji, ale dostępne są również dwa niższe poziomy, w których odpowiednio uprawnienia mają aplikacje Microsoftu, oraz wszystkie zachowujące się normalnie i podpisane cyfrowo programy. Naprawdę dobre w SpyShelterze jest to, że posiada on polską wersję językową i wyświetlane komunikaty na czerwono opisują najważniejsze zagadnienie np. fakt, że program próbuje przechwycić dane z klawiatury. Dzięki temu rosną szansę na to, że my podejmiemy właściwą decyzję i nie będziemy się zastanawiali, co też może oznaczać zupełnie nic nie mówiący komunikat.
Jeżeli chodzi o skuteczność, to właśnie dużo zależy od naszych decyzji i utworzonych reguł, przynajmniej gdy wybierzemy wysoki poziom ochrony. Gdy nie mamy pewności co do danej aplikacji, możemy z poziomu monitu aplikacji wysłać ją do przebadania w serwisie virustotal (zbiór kilkudziesięciu skanerów antywirusowych), oczywiście wtedy, gdy jesteśmy online. Postanowiłem mimo wszystko sprawdzić go przy użyciu dostępnych za darmo narzędzi – kilku testów firmy Zemana, oraz aplikacji Comodo Leak Test. W pierwszym wypadku wszystkie próby przechwycenia danych zostały pomyślnie zablokowane, nawet przy ustawieniu najniższego poziomu ochrony. W CLT już tak różowo nie było, ale po prawdzie to nawet Comodo obecnie go nie przechodzi.

Na zakończenie przydałoby się coś wspomnieć o wydajności: komputer z nim pracuje równie szybko jak i bez niego, zaś ilość zajmowanej pamięci to u mnie ok. 10-15 MB, a więc również bardzo niewiele. SpyShelter może pracować obok zwykłego antywirusa i programy nie powinny ze sobą kolidować. Jeżeli Wasz system to 32-bitowy Windows, polecam użycie darmowej wersji Personal. W przeciwnym wypadku pozostaje niestety tylko zakup. Program godny polecenia.

VMware Player

Moim zdaniem bardzo niedoceniany program. Wiele osób korzysta z VirtualPC do wirtualizacji systemów Windows, a VMWare Player zapewnia nam taki sam stopień integracji, a o sporo wyższą wydajność wirtualizowanych maszyn. Co prawda mogę to oceniać jedynie subiektywnie, jednakże w moim wypadku nawet taki właśnie darmowy VMWare Player pozwalał na znacznie bardziej komfortową pracę w wirtualizowanym Windows XP, czy też Windows 7 aniżeli podobne maszyny uruchamiane w VirtualPC lub VirtualBox.

Jak dla mnie niewątpliwą zaletą jest kreator instalacyjny. Gdy stawiamy nową maszyną wirtualną to po zamontowaniu obrazu ISO lub fizycznego nośnika w napędzie program jest w stanie wykryć dosyć szeroką gammę systemów od Microsoftu oraz różnych dystrybucji Linuksa. W efekcie możemy przejść przez łatwy kreator, w którym podajemy tylko podstawowe dane takie jak login, hasło, klucz produktu, a cała maszyna jest instalowana automatycznie, włącznie z składnikami integracyjnymi. Jedyny problem jaki napotkałem dotyczył 64-bitowej wersji OpenSUSE 12.1 - system nie został wykryty i musiałem instalować go ręcznie.

Wcześniej wspomniałem o tworzeniu własnych maszyn - no właśnie. Od którejś z wersji Player pozwala nie tylko na uruchamianie maszyn już istniejących, ale i tworzenie własnych. Możemy ustalić ilość dostępnej pamięci, rdzeni procesora czy też włączyć sprzętowe wspomaganie. Domyślnie dostępny jest też USB 2.0, a nawet Bluetooth. Dodać możemy natomiast stację dyskietek, porty szeregowe i równoległe, a nawet drukarki. Oczywiście nie ma żadnego problemu z dźwiękiem czy grafiką, w tym również akceleracją 3D. Co ciekawe, bez żadnych tricków na Playerze działa Aero z Windows Vista czy Windows 7 (wystarczy włączyć wspomniane 3D). Nieco brakuje detali np. ilość pamięci dla karty grafiki.

Kolejna zaleta to automatyczne zarządzanie siecią i znacznie łatwiejsze niż w VirtualBoxie tworzenie sieci pomiędzy maszynami wirtualnymi. Tutaj na wstępnie podobnie jak w VB włączony jest NAT dający dostęp do internetu, lecz bardzo szybko możemy dodać sieć wewnętrzną, dzięki czemu mamy do dyspozycji wirtualny LAN, w którym dostępny jest również nasz komputer-matka. Podobne rozwiązanie istnieje i w VirtualBoxie, jednakże zawsze miałem z nim problemy i o ile dobrze pamiętam, w tamtym wypadku sami musimy zorganizować i ustalić adresy, tutaj wszystko następuje w pełni automatycznie.

Do samej integracji nie ma się w zasadzie co przyczepić. Mamy do dyspozycji integrację kursora, zmianę rozmiaru okna, tryb pełnoekranowy. Brakuje natomiast trybu integrującego wirtualizowaną maszynę z matką tj. praca bez jawnego przełączania się pomiędzy nimi. Pewną rekompensatą jest natomiast możliwość szybkiego kopiowania / przenoszenia plików z i do maszyny, po prostu przez skróty klawiszowe cy przeciąganie do okna. Zbędne jest więc jakiekolwiek udostępnianie katalogów jak ma to miejsce w wypadku VirtualBoxa.

Większe wady? Takie też się niestety trafią. Przede wszystkim, Playera obcięto z możliwości tworzenia migawek. Możemy więc zapomnieć np. o szybkim testowaniu oprogramowania antywirusowego na tej platformie bez konieczności ręcznego kopiowania całej maszyny za każdym razem. Druga wada to koszmarnie długi start samej aplikacji do obsługi maszyn. Nie musimy włączać żadnej maszyny, po prostu start interfejsu z ich wyborem trwa bardzo długo i tworzy wrażenie, że aplikacja się zawiesiła. Jest to niezależne od sprawdzania aktualizacji przy starcie i nieco dla mnie niewytłumaczalne.

VMWare Player jest multiplatformowy, co robi z niego naprawdę "niezły kąsek". Szybkością i wygodą użytkowania rekompensuje swoje nieliczne wady i dla zastosowania prywatnego do jakiego jest przewidziany moim zdaniem nadaje się bardzo dobrze.

Windows Live Essentials

Pierwszy raz o pakiecie Live Essentials usłyszałem w zasadzie przypadkowo i chyba tylko w odniesieniu do jednego programu z całego tego pakietu. Kiedyś spróbowałem i teraz instaluję go u siebie niemal zawsze, bo naprawdę warto, tym bardziej, że pakiet jest zupełnie darmowy.
W jego skład wchodzi kilka produktów, nie mamy obowiązku instalacji wszystkich jednocześnie, możemy to robić wybiórczo.

Live Messenger - komunikator działający w oparciu o konto Live, znany jako MSN. Od jakiegoś czasu jest on też zgodny z jabberem. Program jednak mocno się zmienił, bo jeżeli zintegrujemy konto Live z np. Facebookiem, będzie tam pokazywał wiadomości z tablic naszych znajomych. Można by go nazwać nawet klientem Facebooka, bardzo przejrzystym i wygodnym.

Live Mail - bardzo prosty w obsłudze, a zarazem dający spore możliwości klient poczty. Za jego wygodą przemawia chociażby fakt, że ekspresowo można dodać do niego skrzynkę Live (MAPI) czy też GMaila (IMAP lub POP3) - wystarczy podanie danych konta, reszta "ustawi się sama". Aplikacja zawiera listę kontaktów, wyświetlanie w formie wątków, kalendarz, oraz przeglądanie źródeł RSS. Jedyne co mi nie pasuje, to brak zadań i rozpoznawania emaili z terminami kalendarza, tak jak robi to Outlook.

Live Gallery - program do katalogowania, organizacji i podstawowej edycji zdjęć. Przypomina nieco Picassę od Google. Również w tym wypadku mamy integrację z kilkoma usługami, można z jego poziomu szybko wgrać zdjęcia na SkyDrive, są dostępne podstawowe filtry. Brakuje natomiast synchronizacji z chmurą od MSa.

Live Movie Marker - trudno nie znać tej aplikacji, bo przecież cała masa prostych, jednocześnie czasami naprawdę przyjemnych filmików jakie znajdujemy na Youtube powstała z użyciem właśnie tego "malucha". W zasadzie ciężko mówić o maluchu, bo program przeszedł ogromne zmiany w porównaniu do tego, co prezentował w Windows XP. Można w nim obecnie szybko stworzyć naprawdę ładne filmy z niezłymi efektami przejść, podkładem itd. Na plus zasługuje możliwość wysyłania filmu na YT z poziomu aplikacji, naprawdę wygodne.

Live Writer - długo nie wiedziałem do czego to jest, ale gdy już odkryłem jego moc, stał się jednym z podstawowych programów. Writer pozwala nam na szybkie pisanie... bloga, ale i nie tylko. Pozwala na integrację z np. kontem Blogger, Wordpress.com, czy też samodzielnie zainstalowanym WP na naszym serwerze. Pobiera nawet dane skórki, przez co możemy widzieć podgląd tego, jak będzie wyglądał wpis już na stronie. Nieco leży dodawanie obrazków.

Live Mesh - ta aplikacja to z kolei coś, co może przypominać Dropboxa. Pozwala nam podobnie jak wspomniany program na synchronizację plików. Szybko okazuje się, że ma jednak większe możliwości. Możemy synchronizować do 5 GB w chmurze MS bez ograniczenia wielkości plików, ale nie ma żadnego limitu na synchronizację różnych katalogów na różnych urządzeniach. Dokumenty mają być na 3 komputerach, a muzyka na dwóch zupełnie innych? Nie ma żadnego problemu! Dodatkowo można synchronizować np. ulubione z Internet Explorera.

Live Family Safety - paczka wspomagająca kontrolę rodzicielską. Daje możliwość np. włączenia bezpiecznego wyszukiwania w popularnych wyszykiwarkach, filtrowanie stron internetowych, blokadę trybu InPrivate w IE, tworzenie list kontaktów dozwolonych czy też zabronionych.

Bing Bar - toolbar dla Internet Explorera, mający na celu połączenie go z naszym kontem Live tj. informowanie o nowej poczcie, komunikaty podczas przeglądania poleconej przez znajomego strony, pogoda, szybki dostęp do innych aplikacji. Jeżeli używamy IE i innych usług Live, bywa bardzo przydatne.

Office Outlook Connector - trudno to nazwać aplikacją. Jest to niewielki dodatek do Outlooka, pozwalający nam na dodanie do niego konta Hotmail, oraz szybkie pobieranie informacji z naszego konta Live, w tym kontaktów.


Sporo tego, nie da się zaprzeczyć. Pakiet sam w sobie jest naprawdę niezły, ale jeżeli używamy sieci społecznościowej Facebook, dopiero wtedy widzimy jego potęgę - wszystko jest zintegrowane, wszystkie informacje o znajomych pod ręką, ekspresowe dzielenie się informacjami czy plikami. Warto, polecam z czystym sumieniem.

Safari

Praktycznie nie interesowałem się Safari, aż do ostatniego czasu, gdy dokładniej rzuciłem okiem na wszystkie popularne przeglądarki. Grzechem byłoby nie wypróbowanie również produktu Apple'a, więc zainstalowałem Safari.

Program działał na moim komputerze tylko kilka dni, ale przez ten czas zdążył pokazać wszystkie swoje zalety i wady. Do tych pierwszych zaliczyć mogę dosyć prosty interfejs, interesujący mechanizm Top Sites, oraz możliwość instalacji rozszerzeń. Głównie aplikacja pokazała się jednak od złej strony: nie wszystkie dodatki funkcjonują prawidłowo, część opcji (np. import / eksport zakładek) jest rozmieszczona w idiotyczny sposób, zaś opcje konfiguracyjne ograniczają się właściwie do minimum.

Wszystko to można byłoby wybaczyć, gdyby prostota przeglądarki szła w parze z małymi wymaganiami i bezproblemowym przeglądaniem, a tego o Safari powiedzieć niestety nie mogę: wielokrotnie musiałem odświeżać przeglądane witryny z powodu problemów z wyświetlaniem (głównie niepoprawne stylowanie), zaś użycie zasobów komputera jest znacznie wyższe niż na Firefoxie obciążonym wieloma specjalistycznymi dodatkami, który używam jako narzędzia pracy - dotyczy to zarówno pamięci (i jej wycieków), jak i czasu procesora. Responsywność przeglądarki spada z każdą otwartą kartą, co nie jest niczym uzasadnione.

W wersji na PC nie mogę polecić nikomu Apple Safari - niektóre znacznie prostsze przeglądarki takie jak Midori czy K-Meleon oferują nam znacznie więcej, za "mniejszą cenę", nie ma natomiast sensu porównywać ten program do światowej czołówki tego typu aplikacji.

phpBB

Ze skryptu phpBB korzystam od dawien dawna. To właśnie na nim, dokładniej na wersji phpBB 2 powstało moje pierwsze forum. Przez dosyć spory czas korzystałem z polskiej modyfikacji "phpBB by Przemo", aby następnie przejść ostatecznie właśnie na phpBB3. Decyzji tej nie żałuję w żadnym stopniu, ponieważ jest to moim zdaniem najlepszy z darmowych skryptów do budowania forum internetowego. Co więcej, może on śmiało konkurować z Invision Power Board, vBulletinem, czy też Burning Board, w niektórych dziedzinach zupełnie je deklasować.

Przede wszystkim, phpBB3 to skrypt otwarty, posiadający ogromną społeczność i bardzo dynamicznie się rozwijający. Developerzy nie śpią i cały czas poprawiają wszelkie napotkane błędy. Co więcej, zdarzają się również naprawdę spore aktualizacje, np. taką właśnie była wersja 3.0.6, która wprowadza nowe mechanizmy buforowania (wsparcie dla min. APC, eAcceleratora, XCache), czy też możliwość wyszukiwania nieprzeczytanych postów (co ciekawe sam mechanizm był zaimplementowany i gotowy do użycia już znacznie wcześniej).

Dzięki takiemu licencjonowaniu dostępna jest bardzo duża ilość zupełnie darmowych zasobów: style, poczynając od najprostszych aż do naprawdę rozbudowanych, czy też modyfikacje mogące zamienić nasze forum w prawdziwy kombajn. Istnieje nawet specjalna wstępnie zmodyfikowana wersja tego skryptu nazwana phpBB SEO. Jak sama nazwa wskazuje, zawiera ona w sobie modyfikacje pozwalające na przyśpieszenie procesu indeksowania forum w wyszukiwarkach internetowych, oraz wzmocnić nas w walce o pozycję w ich rankingach. Autorzy skryptu stworzyli na własne potrzeby standard tworzenia instrukcji modyfikacji, dzięki czemu są one jednolite i bardzo czytelne. Oferują ponadto cały zestaw dodatkowych narzędzi (STK), dzięki którym możemy naprawić forum w wypadku nieprzewidzianej awarii, czy też wykonać prace wymagające bardziej zaawansowanych narzędzi, niedostępnych standardowo ze względów bezpieczeństwa.

Osoba, której przyjdzie zarządzać forum działającym pod kontrolą phpBB3 nie będzie miała powodów do narzekań dzięki sporej liczbie opcji - skonfigurować da się prawie wszystko. Na uwagę zasługuje bardzo rozbudowany system zezwoleń, w którym możemy tworzyć zestawy uprawnień, nakładać zezwolenia na poszczególne grupy / użytkowników, czy też sterować uprawieniami na poziomach globalnych i lokalnych. Ten element może być prawdziwym utrapieniem dla początkującego administratora, ale gdy już się go "ogarnie", stanowi bardzo potężne narzędzie. Dostępne są oczywiście podstawowe narzędzia takie jak:
- cenzor słów
- możliwość dodawania własnych pól w profilach (co ciekawe, jest to opcja wielojęzykowa)
- kilka opcji do ochrony przed robotami spamowymi (w tym min. reCaptcha, captcha 3D, pytania)
- obsługa załączników, z podziałem na ich grupy
- avatary, zarówno lokalne, podawane przez link jak i forumowa galeria avatarów
- kanały rss, z możliwością ustalenia wykluczonych kategorii / for
- komunikacja i notyfikacje poprzez emaile, oraz jabbera
- rozbudowana wyszukiwarka forum (bazująca na autorskim mechanizmie lub też indeksach FULLTEXT, do wyboru)
- panel użytkownika, w którym oprócz podstawowych opcji może dodawać np. przyjaciół i wrogów
- panel moderatora, kolejka moderacji
- panel administratora, z którego możemy kierować najważniejszymi mechanizmami forum, a także zarządzać modułami wszystkich wymienionych paneli (nic nie stoi na przeszkodzie, aby przebudować administrację pod własne widzi-mi-się).
- logi czynności, począwszy od logów błędów, poprzez logi operacji moderatorskich, a kończąc na logach administracyjncyh

Skrypt zachęca również te osoby, które potrafią i lubią tworzyć ładne, unikalne style. Pod tym względem phpBB3 oferuje nam separację logiki od prezentacji (kod styli jest oddzielny), a poza tym ta druga warstwa posiada własne struktury sterujące: w szablonach możemy sterować tym, co i kiedy ma być wyświetlane, dostępne są nie tylko operatory warunkowe, ale również pętle, możliwość dołączania innych plików, a nawet możliwość umieszczenia czystego kodu php (acz ze względów bezpieczeństwa jest to domyślnie wyłączone).

Jeżeli mówimy o małym forum, nie ma żadnego problemu oprócz jego uruchomienia. Jeżeli jednak szybko się ono rozwija, lub też po konwersji stanowi spory byt, w grę wchodzić zaczyna wydajność i generowane przez skrypt obciążenie. W tej kwestii phpBB3 wyprzedza zarówno najnowsze odsłony IPB, jak i vB. Jedynie znajdujące się cały czas na etapie rozwojowym SMF2 potrafi dotrzymać mu kroku (a czasami wyprzedzić). Wszystko to dzięki może niezbyt pięknemu i czytelnemu, ale z pewnością bardzo wydajnemu kodowi i odpowiednim mechanizmom: dostępnych jest kilka wariantów buforowania danych, autorzy używają przy konstrukcji forum drzew nested set, zaś treść postów, sygnaturek itp. jest parsowana w takich sposób, aby podczas wyświetlania (operacji znacznie częstszej niż dodawanie/edycja) zminimalizować użycie wyrażeń regularnych. Również wszystkie szablony są kompilowane podobnie jak w wyspecjalizowanych skryptach takich jak Smarty czy też Open Power Template, właśnie w celu jak najszybszego generowania efektów żądań.

Wady? Tak, takie oczywiście również istnieją. Jak dla mnie największą bolączką phpBB w ogóle jako takiego jest nieco konserwatywne podejście do pewnych dodatków poprawiających ergonomię i funkcjonalność. Brakuje chociażby użycia technologii Ajax, która byłaby bardzo przydatna np. podczas dodawania wiadomości z pola szybkiej odpowiedzi, czy też szybkiej edycji. Część tych opcji możemy dodać poprzez wspomniane dodatki, no ale wtedy tracimy na kompatybilności. O konserwatywności autorów świadczy chociażby to, że dopiero niedawno postanowili dodać... szybką odpowiedź :)

O phpBB można by jeszcze sporo napisać, ale wytrwały będzie i tak ten, kto dotrwał do końca tej mini-recenzji. Na koniec jeszcze powiem, że z niecierpliwością czekam na czwartą osłonę phpBB, która będzie bazować na frameworku Symfony i ma znacznie uprościć dodawanie wszelkich modyfikacji.

Immunet Protect

Immunet to antywirus, który wzbudził we mnie kompletnie mieszane uczucia. Z jednej strony, nigdy nie widziałem tak lekkiego AV, jeżeli oczywiście mówimy o wersji darmowej. Jest on dla procesora i dysku tak lekki, że ciężko dostrzec jego działanie nawet podczas wypakowywania paczki z malware - zagrożenia są usuwane praktycznie na bieżąco, czego nie można powiedzieć o innych antywirusach. Dzięki działaniu w chmurze i wysyłaniu plików do analizy jego skuteczność stoi na bardzo wysokim poziomie. Oczywiście zdarzają się potknięcia na paczkach 0-day, lecz w żadnym wypadku nie mogę się zgodzić z wynikami testów przeprowadzonych przez Dobreprogramy, bo sam na co dzień badam paczki i widziałem jak Immunet się spisuje. Kolejną jego zaletą jest to, że to AV niemalże bezkonfliktowy. Można go używać jako dodatkowego zabezpieczenia dzięki chmurze z innymi, tradycyjnymi rozwiązaniami. Trudno również nie wspomnieć o tym, że tak dobry produkt jest oferowany zupełnie za darmo.

Niestety bańka pękła, gdy spróbowałem wersji płatnej. Jest ona wyposażona w tradycyjny silnik skanujący (TETRA) korzystający z sygnatur pobieranych na nasz dysk. Co prawda jesteśmy chronieni gdy nie mamy połączenia z siecią, ale cena za to jest naprawdę wysoka, bo silnik ten nie jest równie wydajny co dwa darmowe i odczuwalne staje się spowolnienie wszystkich operacji na komputerze. To dałoby się jednak przeboleć ręcznie wyłączając TETRĘ gdyby nie brak... mechanizmu auto-ochrony - możemy otworzyć menadżer zadań i najzwyczajniej w życiu "ubić" procesy Immuneta! Czy na coś takiego powinien w ogóle pozwolić konkretny antywirus? Wydaje mi się, że nie bardzo. Wada ta występuje zarówno w wersji płatnej jak i darmowej, nie tylko ona zresztą. Podczas ponad miesięcznego użytkowania wielokrotnie otrzymywałem komunikaty o rzekomym problemie z połączeniem do sieci. Połączenie internetowe było w porządku, lecz połączenie do sieci Immuneta dającej nam to bezpieczeństwo i mechanizmy ochrony już niestety często siadało. Podobnie wyglądała sprawa z aktualizacjami baz wirusów w wersji płatnej, proszące się o pomstę do niebios.

Ogólnie mówiąc: Immunet nie jest złym antywirusem, ale nie powinien stanowić naszej jedynej ochrony, bo po prostu jeszcze do takiego stadium nie dorósł. Jeżeli programiści pracujący nad tym programem zachowają aktualną skuteczność, poprawią irytujące a w niektórych wypadkach wręcz skandaliczne błędy i nieco przerobią interfejs (obecnie sprawia on wrażenie jakby program powstawał "na kolanie" i dla zwykłego usera nie jest zbyt.. ufny?) może to być naprawdę dobry produkt wart swojej ceny w wersji płatnej.

PSPad

PSPada zacząłem używać od kiedy tylko zabrałem się za naukę HTML, CSS, javascript oraz PHP. Zostałem już z aplikacją na dobre i nie jestem w stanie zamienić jej na nic innego w kategorii "edytor podręczny".

Najbardziej podoba mi się w nim... domyślne kolorowanie, które jest bardzo czytelne i umożliwia szybsze rozeznanie się w kodzie. Poza tym, to właśnie kolorowanie możemy niemal całkowicie dopasować do własnych potrzeb, lub też dodać gotowe schematy. Nie bez znaczenia jest dostępność podpowiedzi po naciśnięciu kombinacji CTRL + Spacja. W przeciwieństwie do wielu innych podobnych aplikacji, tutaj podpowiedzi nie ograniczają się do samych słów, ale np. w wypadku PHP podają nam zastosowanie danych funkcji, informują o argumentach i ich typach. Istną bajką jest mini-ściąga gdy używamy wyrażeń regularnych, bardzo często przydatna podczas wykonywania masowych zmian na zbiorach plików, jakie to PSPad nam umożliwia.

Dla lubiących AllInOne grtką będzie wbudowany co prawda prosty, lecz pozwalający min. na zabezpieczenie haseł klient FTP. W aplikację wbudowano również cały ogrom dodatkowych modułów: np. TiDy, dzięki któremu nieco posprzątamy w naszym kodzie, generatory tabel, zasobnik kolorów, generator hashy, a nawet podręczny generator tekstu Lorem Ipsum, niezastąpiony dla webmasterów. Możliwość używania drzewa projektu oraz eksploratora kodu pozwala na pracę nawet z nieco większymi plikami czy zespołami skryptów.

Wadą aplikacji jest jej dosyć powolny rozwój - stabilna wersja została wydana ponad 1,5 roku temu. Co jakiś czas pojawia się co prawda wersja beta, no ale brakuje jakichś większych kroków. Z drugiej strony, aplikacja jest darmowa, a więc chyba nie można narzekać, tym bardziej, że nawet pod najnowszą odsłoną Windowsa spisuje się ona znakomicie.