r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

7 Grzechów Głównych: Slashery

Strona główna AktualnościROZRYWKA

Radocha z cięcia, gniecenia, mordowania i zalewania ekranu kolejnymi galonami zero-jedynkowej posoki. Radocha z nabijania licznika zadanych ciosów oraz napisów informujących, jak to stylowo odrąbaliśmy kolejne dziesiątki głów. Przy tym – niejednokrotnie dzika furia, kończąca się rozbiciem pada o ścianę. Czasem też znużenie i myśli w stylu: „gdyby tylko ten jeden element lepiej dopracowali, grze dałbym dychę, a twórcom wystawił ołtarzyk i codziennie składał na nim krwawą ofiarę”...

Jeśli lubujecie się w tak zwanych slasherach, to pewnie nieraz taka refleksja przeszła Wam przez głowę. Gry z gatunku „idź i tnij” prawie zawsze oznaczają sporo dobrej zabawy (a także satysfakcji z pokonywania kolejnych poziomów) – człowiek nie wymyślił wielu lepszych rozrywek od wcielenia się w zabójczego ninjasa, dobycia katany i rozpoczęcia niczym nieskrępowanej jatki. Ninja Gaiden na przykład. Choć używanie wyrażenia „nieskrępowana jatka” w kontekście tej pozycji to spore nadużycie. Bo jak można się nie krępować, kiedy wyrzynka jest piekielnie trudna, a fatalna kamera niekiedy wręcz uniemożliwia normalne granie? Oj, nieładnie zachowało się Team Ninja nie dopieszczając niegdyś swojego największego dzieła. Zresztą, inni producenci slasherów też mają sporo na sumieniu - a to źle wyważony poziom trudności, a to zbyt dużo elementów platformowych, a to nieprzemyślany system walki... Niestety, gry z tego gatunku potrafią niezmiernie cieszyć, lecz już jedno niedociągnięcie może wyssać połowę przyjemności, której powinny dostarczać. Taki to specyficzny gatunek. Oto siedem grzechów głównych jego flagowych przedstawicieli.

Grzech I: Kamera

[image source="Galerie/Inne/7_Grzechow_Glownych_Slashery:19503" mode="custom" width="440" height="240"]

r   e   k   l   a   m   a

Nie, nie i jeszcze raz nie. Do diaska, kamera nie może się gubić. Nie w grze, w której chodzi o precyzyjne ścinanie głów kolejnych wrogów. Sytuację, kiedy pijany kamerzysta włazi gdzieś do kąta i kompletnie uniemożliwia nam połapanie się na polu bitwy, można porównać do szybkiej jazdy po autostradzie z zasłoniętą szybą. Panicznie wykonujemy jakieś manewry, jakoś próbujemy się bronić, jakoś ujść z życiem, a to i tak na marne. Na szczęście w grze da się wybrać magiczną opcję „continue”, ale co, kiedy nie wrogowie, a kamera wpędza bohatera do grobu „enty” raz z rzędu? Można się autentycznie pochorować. W tym miejscu posyłamy buziaki autorom wspomnianej serii Ninja Gaiden. Panowie, kto nam zwróci pieniądze za zniszczone pady i płyty z grą wyrzucone za okno? Wy? Nie, mam lepszy pomysł. Po prostu do trzeciej części cyklu bardziej się przyłóżcie. Zróbcie tak, żeby ta przeklęta kamera nie żyła swoim życiem i samowolnie nie zaglądała w jakieś dziwne miejsca. Niech elegancko trzyma się pleców bohatera, niech pokazuje wszystko to, co pokazywać powinna. I nie mam tu na myśli ogromnego biustu Rachel.

1 2 3 4 następna
© dobreprogramy

Komentarze

Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.