Efekt sufitowy, gra pozorów i lepienie bałwana

Czytam tak sobie w różnych miejscach (także na blogach i forach DP) wypowiedzi użytkowników takich czy innych programów, którzy zwiedzeni, rozczarowani, wściekli, upokorzeni, zdumieni, sfrustrowani, zadają wszystkim w koło pytanie: „dlaczego mój ukochany Winmp, Nero, GG czy jeszcze jakiś tam inny, rozrósł się do monstrualnych rozmiarów i poza swoją podstawową funkcją próbuje być nagle kombajnem do wszystkiego?”. Dokładnie to samo zjawisko można obserwować ostatnio na Allegro, ale przecież Allegro to też oprogramowanie.

Dawno, dawno temu firma Y wypuściła program X w wersji, na przykład, 5. Program Xv.5 długo i dobrze służył użytkownikom. Po kilku latach firma Y wydała program X w wersji 5.5, a po paru następnych – Xv.6. I wszyscy byli zadowoleni.
A jak to wygląda teraz? Te przykłady są już jak najbardziej autentyczne: Cobian Backup 10.0.2.683, R-Studio 5.2 build 130695, IncrediMail 2 6.0.7 Build 4537.

Windows 7, czyli... pewne rozczarowanie

Miałem na swoich kolejnych maszynach Windows 95, Windows 98, Windows Me, Windows XP (Home i Prof.), Windows Vista Business i wreszcie Windows 7 Home Premium 64 bit. Eksperymentów z kilkoma Linuksami nie wspominam, bo to zawsze było grube nieporozumienie. W okolicach Windows Me, czyli mniej więcej dziewięć lat temu, nauczyłem się konsultować ze swoim sklepem/serwisem sprawę podzespołów, z których składamy (oni, lub ja, albo pół na pół) moje kolejne komputery. Ja wprawdzie zwykle dokładnie wiem, o co mi chodzi i czego potrzebuję, ale oni mają jednak zdecydowanie więcej doświadczenia.

Kiedy szykowałem się do przesiadki na Vistę, co oczywiście wiązało się z nowym komputerem, zjawiłem się w sklepie z kartką, na której wypisałem elementy, z których ma zostać zbudowana nowa maszyna. Dodałem też głośno i wyraźnie, że komputer będzie pracował pod kontrolą systemu Windows Vista, więc żeby wzięli to pod uwagę. Wzięli.