Szanowni Linuksowcy!
Po pierwsze - nie atakujcie mnie (od razu :) ).
Po drugie - wytłumaczcie i pomóżcie - zadokowałem laptopa (IBM T42) do stacji dokującej, włączyłem linuksa (Kubuntu 9.10). Chciałem go oddokować, więc uśpiłem komputer i wcisnąłem przycisk oddokowujący. W tym momencie komputer wybudził się (chociaż nie powinien), nic nie pojawiło się na ekranie, tylko czarny ekran. Twardy restart - znowu to samo, nie pojawia się nawet logo ibm (od biosu). Już myślałem, że jest po komputerze... Rozkręciłem całego laptopa, wyjąłem baterię, włożyłem - gra i buczy, tylko linux nie działa (GRUB i owszem). Dlaczego to się stało? Co się stało? Dlaczego teraz linux się nie uruchamia?
Jeszcze taka kwestia - udowodnijcie mi, że linuks nie jest daleko za win 98, skoro podłączenie drugiego monitora zajęło mi dwa tygodnie (należało utworzyć plik Xorg.conf, tam dodać wpisy Virtual, potem można poszerzyć ekran. Jeśli wejdę do panelu sterowania - znowu mam klonowanie zamiast poszerzenie...) a i tak przy każdym uruchomieniu trzeba wpisywać komendę, żeby ekran był poszerzony a nie klonowany.
08.04.2010 1:16