Cześć.
Kontynuując szaloną serię, dzisiaj przedkładam wam ten oto tekst traktujący o tym na jakie jaja możecie trafić wybierając zawód szeroko pojętego informatyka.
Awaria. Tego staramy się unikać za wszelką cenę. Robimy przeglądy, obserwujemy i czekamy gdzie pojawi się chociaż minimalny sygnał, że coś może być nie tak i zaraz idziemy to zdusić w zarodku. Ale zdarza się, że coś umknie lub się schowa. Czasem zaatakuje w najmniej odpowiednim momencie.
Pierwsza zasada i historia na przestrogę.
Pierwsza i podstawowa zasada w razie awarii to zachować zimną krew i nie panikować. Mało jej nie złamałem kiedy pewnego pięknego dnia testowaliśmy DHCP ze switcha (tak ze switcha, z pominięciem serwera, który chcę odciążyć ze zbędnych usług, które mogą być przejęte przez inny sprzęt), ja przy jednej ze stacji roboczych z komórką na uchu, kolega w centrali.
- Dobra... odpalamy?
- Odpalaj.
*Chwila ciszy*
- Dobra, działa, jak u ciebie?
- Ładnie śmiga, poczekamy chwilę i zobaczę jeszcze inne PC...