r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Amazon w Polsce jest dokładnie tam, gdzie chce i gdzie powinien być

Strona główna AktualnościBIZNES

Z pewną taką nieśmiałością przyglądałem się ekscytacji wyrażanej przez niektórych redaktorów polskich serwisów IT w związku z dzisiejszą konferencją Amazonu. Miał oto ten „gigant rynku e-commerce” i czego tam jeszcze wejść na nasz skromny środkowoeuropejski rynek i jednym ruchem wszystko zmienić (wszystko, tzn. handel internetowy, rynek e-booków itp.). Z tym większym rozbawieniem wczytywałem się w głosy zawodu, gdy okazało się, że hm, no jednak Amazon nigdzie nie wchodzi – bo już przecież wszedł, i utrzymuje w Polsce taką pozycję, jaka firmie odpowiada.

Dobrze, że mieszkając we Wrocławiu nie musiałem brać udziału w tej imprezie dla Warszawy, po której uważający się za geeków dziennikarze IT załamią ręce nad „ignorowaniem” polskiego rynku, a potem zachwycą się, że pokazano im starodruki w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego. Czego można było innego oczekiwać? Może w stolicy tego nie widać, ale na polskim rynku już są giganci, lepsi, tańsi i… skośnoocy. Czy naprawdę nasz rynek jest zubożony tym, że nie zobaczymy u nas w oficjalnej dystrybucji zniewolonego przez DRM czytnika Kindle, skoro chińscy producenci oferują wcale nie gorsze czytniki w cenie o połowę niższej? Czy naprawdę potrzebne są nam kiepskie dziś w porównaniu do produktów konkurencji tablety Kindle Fire czy telewizyjne przystawki Fire TV? Pomijając przyspawane do nich usługi Amazona, nie ma w nich niczego, czym mogłyby dziś rywalizować z produktami z Dalekiego Wschodu.

A teraz zastanówmy się, czy faktycznie potrzeba nam amerykańskich serwisów streamingowych? Czyżby bez nich do tej pory ktokolwiek nie widział swoich ulubionych seriali? Słowem-kluczem ma tu być „convenience”, wygoda korzystania, bo przecież konsument Kowalski niespecjalnie zastanawia się nad prawami licencyjnymi, nie bardzo też boli go ubóstwo gwiazd Hollywood i producentów filmowych – chce sobie jedynie wygodnie w domowym zaciszu obejrzeć serial czy posłuchać muzyki. Gdyby jeszcze te usługi amerykańskich „gigantów” były takie wygodne i przyjemne – tyle że nie są, przynajmniej w porównaniu do tego, co może zaoferować zainstalowany na chińskiej telewizyjnej przystawce z Androidem za 50 dolarów Kodi z kompletem wtyczek. Jak to jest, że rosyjskie serwisy streamingowe oferują amerykańskie filmy i seriale szybciej i w lepszej jakości niż Amazon?

r   e   k   l   a   m   a

To zaś co naprawdę wartościowego Amazon ma w swojej ofercie przecież mamy, na wyciągnięcie ręki. Każdy Polak może skorzystać z instancji w chmurze EC2 czy innych usług Amazon Web Services. Ba, teraz nie musimy się już łączyć z Irlandią, na wyciągnięcie ręki mamy region AWS we Frankfurcie, drugą europejską strefę dostępności. A jakoś tak się stało, że w chmurach obliczeniowych Amazon wciąż gra pierwsze skrzypce, mimo licznej konkurencji (w tym i polskiej).

Po co więc Amazon zaprosił dziś warszawskich dziennikarzy zajmujących się tematyką internetową? By pokazać im coś, co już widzieli, i co w wypadku niektórych otaczają wręcz kultem? By opowiedzieć o „filozofii” firmy? A czemu by nie, to nie było jakoś szczególnie kosztowne spotkanie, drobny podpunkt w manifeście wydatków firmy działającej na taką skalę. Dla amerykańskiej firmy jesteśmy przede wszystkim tanim w utrzymaniu magazynem, a jako że tanim, to i nie dość bogatym, by warto było tu wprowadzać swoją ofertę. Warto polskim fanom firmy przypomnieć, że w Hiszpanii Amazon.es ruszył dopiero cztery lata temu, a przecież PKB tego porównywalnego rozmiarami kraju jest trzykrotnie większy od naszego.

Tymczasem oferta Chińczyków adresowana jest przede wszystkim na rynki z mniej zamożnym konsumentem – z Rosji, Kazachstanu, Iranu, Indii Brazylii, Południowej Afryki, tych wszystkich krajów, które nie należą do Pierwszego Świata – i raczej nigdy należeć do niego nie będą. Koresponduję ostatnio z chińskimi producentami by pozyskać od nich sprzęt do testów, i nie tylko dobrze wiedzą, gdzie leży Polska, ale też zapewniają, że nasz kraj jest dla nich bardzo ważnym rynkiem. Nic w tym dziwnego, Niemiec nie będzie przeglądał AliExpressu pod kątem tanich smartfonów niewymawialnej dla niego marki, tylko pójdzie do Apple Store kupi iPhone'a 6. Polak – już niekoniecznie. Dlatego nie narzekajmy na nasze miejsce w świecie (zawsze mogłoby być gorzej), ani na znikome zainteresowanie amerykańskich „gigantów” polskim rynkiem. Może bowiem nie wszystko złoto, co się świeci, i te ich cudowne produkty i usługi wcale nie są nam tak bardzo potrzebne?

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.