r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Amerykański senator proponuje wyłączanie Internetu

Strona główna Aktualności

Amerykański senator proponuje, aby przekazać prezydentowi USA władzę nad Internetem. Mógłby on wyłączać spore części Sieci podczas cybernetycznej wojny. Krytycy alarmują, że to już o krok za daleko.

Senator Joe Lieberman próbuje przekonać opinię publiczną do ustawy, którą dwa tygodnie temu przedłożył Senatowi. Dokument o nazwie Ochrona cyberprzestrzeni jako dobra narodowego (plik PDF) zakłada, że prezydent USA mógłby zmusić krajowych dostawców Internetu do odcinania połączeń w wypadku zagrożenia bezpieczeństwa. Prezydent miałby prawo do zawieszania części Sieci lub jej całości na czas nieokreślony. Dlaczego Lieberman chce udzielić takich zezwoleń głowie państwa? Pierwsza odpowiedź to wojna. Jeśli Stany Zjednoczone zostaną zaatakowane przez wrogów, prezydent musi mieć prawo do ochrony swoich obywateli, argumentuje senator. Powód drugi - Chiny. Zdaniem Liebermana chiński rząd obecnie posiada możliwość odcięcia części Internetu na wypadek działań wojennych. My również musimy mieć coś takiego - argumentuje.

Ustawa zaproponowana przez senatora może być bardzo niebezpieczna - Stany Zjednoczone już są w pewnym sensie szeryfem światowego Internetu, a z pozoru niezależne organizacje takie jak chociażby ICANN podlegają właśnie rządowi USA. Tymczasem wyłączenie Internetu albo nawet jego części mogłoby być fatalne w skutkach dla całego świata. To właśnie tam znajduje się większość najważniejszych elementów infrastruktury globalnej sieci. Skutki wdrożenia pomysłu Liebermana mogłyby być więc niebezpieczne dla światowego Internetu. Projekt ustawy rodzi też kontrowersje jeśli chodzi o wolność słowa w USA. Daje ona bowiem możliwość nie tylko wyłączenia Sieci przez operatorów, ale również blokowania prywatnych stron internetowych.

r   e   k   l   a   m   a

Nic dziwnego, że Lieberman oskarżany jest o chęć wprowadzenia cenzury. Prezydent miałby nieograniczoną władzę nad Internetem - twierdzą krytycy ustawy. Nie ma mowy, to nieporozumienie - odpowiedział senator w wywiadzie dla CNN. Podkreślił też, że takie prawo obowiązywałoby jedynie podczas cyberataku na USA. Jeśli jednak ustawa zostanie przyjęta przez amerykański senat, mogą podążyć za nią także inne państwa na świecie. Pytanie tylko, jaką w porównaniu do prezydenta USA władzę nad światowym Internetem miałyby głowy innych państw?

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.