r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Android jako system desktopowy. Sprawdzamy, co potrafi Light Biz OS

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Jedną z ciekawszych rzeczy, na jakie można natrafić testując Geekboksa – osobliwą hybrydę odtwarzacza mediów i płytki deweloperskiej – jest przygotowany dla niego przez producenta alternatywny system operacyjny, oferowany na stronie produktu pod nazwą Biz OS ROM. W rzeczywistości jest to normalny Android Lollipop, zmodyfikowany przez chińską firmę Rockchip tak, by nadawał się do zastosowań desktopowych. Próba pogodzenia ognia z wodą? Wydawałoby się, że to jakiś absurd, że oczekiwania względem systemu dla urządzeń mobilnych są kompletnie odmienne od oczekiwań względem systemu na desktopy. Chińczycy jednak coś takiego spróbowali zrobić. Sprawdziliśmy, na ile im to wyszło.

W listopadzie zeszłego roku Internet obiegło wideo, prezentujące działanie systemu Light Biz OS Rockchipa. „Launcher zoptymalizowany pod kątem produktywności, multitaskingu, dla androidowych laptopów, desktopów i projektorów, dla wszelkich urządzeń wykorzystywanych w pracy” – tak reklamował go producent. Niestety dopiero w lutym udało się nam ten ciekawy projekt zobaczyć na własne oczy, po tym, jak zainstalowaliśmy go na komputerku Geekbox, wykorzystującym procesor Rockchip RK3368.

Instalacja nie była trudna. Z GitHuba trzeba pobrać narzędzia do flashowania firmware Geekboksa, ze strony producenta odtwarzacza ważące ok. 300 MB archiwum z systemem (po rozpakowaniu ok. 700 MB), potem podłączyć komputerek do peceta kablem USB i uruchomić go z wciśniętym przyciskiem Update. Wgranie nowego systemu sprowadza się do wydania polecenia sudo ./upgrade_tool uf update.img. Gdyby tak na wszystkich androidowych smartfonach zmiana systemu była równie łatwa… Po restarcie zobaczymy jeszcze na wyświetlaczu podpiętym do Geekboksa kilka komunikatów o czyszczeniu partycji systemowych – i to wszystko. Urządzenie się restartuje – i po chwili widzimy ekran startowy, czyli zupełnie normalny pulpit Androida 5.1. Gdzie podziały się te wszystkie wodotryski?

r   e   k   l   a   m   a

Trzeba je po prostu włączyć. W androidowych Ustawieniach | Wyświetlacz znajdziemy przełącznik o nazwie Multi Window. To wszystko – za jego przestawieniem włączany jest nowy launcher, działający w połączeniu ze zmodyfikowanym przez Rockchipa menedżerem wyświetlania Androida. Nowy pulpit niewiele różni się od klasycznego, ot na pasku w lewym dolnym rogu dostajemy nowy przycisk (czyżby Start?), pozwalający wyświetlić menu-listę zainstalowanych aplikacji, wraz z wbudowaną wyszukiwarką. Zgodnie z tym, co możemy zobaczyć podczas wpisywania pierwszych liter frazy powinna ona pozwalać także na wyszukiwanie w Google, ale to nie działa – możemy wykorzystać ją jedynie jako filtr na listę wyświetlanych tu aplikacji.

Na pasku dolnym oprócz tego znajdują się dwa ze standardowego zestawu przycisków Androida (wstecz i home), oraz przycisk do schowania paska (by go przywrócić, przeciągamy myszką od dołu ekranu w górę). A co z listą aplikacji? Cóż, zamiast niej aplikacje wyświetlane są w trybie paska zadań, tak jak np. w Windowsach czy KDE.

Innych zmian nie zauważymy: górny pasek jest toczka w toczkę taki sam jak na standardowym Androidzie 5.x. By zobaczyć coś więcej, trzeba uruchomić jakąś aplikację. Zamiast wyświetlić się na pełnym ekranie, jak to zwykle jest w systemie Google'a, dostajemy okienko z aplikacją, wyświetlane na pulpicie, z trzema przyciskami po prawej stronie swojej górnej belki – minimalizacji do paska zadań, skalowania i zamknięcia. Rewelacja, prawda?

Niestety niekoniecznie. Szybko przekonacie się, że jest to prymitywniejsze rozwiązanie niż w pierwszym Macintoshu czy Amidze. Samych okien płynnie skalować się nie da, a przycisk skalowania na belce okna jedyne co robi, to przełącza pomiędzy trzema prekonfigurowanymi rozmiarami okienka. Nie ma też kafelkowania, czy możliwości zestawienia okienek obok siebie. Pokazywane na wideo Rockchipa zestawione obok siebie okna pakietu Office zostały po prostu ręcznie tak ustawione. Wygląda to może i fajnie… ale jakakolwiek realna praca dla człowieka przyzwyczajonego do realnych pulpitów jest praktycznie niemożliwa.

Innych zmian poza tymi nie udało się w Biz OS-ie znaleźć. Można jedynie powiedzieć, że działa on nieco szybciej, niż standardowy preinstalowany Android 5.1, zarówno pod względem responsywności interfejsu jak i wyników benchkarków. Geekbench 3 zwrócił dla jednego rdzenia 649 punktów, dla wszystkich rdzeni 2313 pkt, odpowiednio więcej o 14 i 95 punktów więcej, niż na standardowym Androidzie. Wyniki testów OpenGL praktycznie nic się tu nie różniły.

O co więc chodzi z tym chińskim wynalazkiem? Wygląda to jak niedopracowany prototyp, jednak sam Rockchip chwali się nim śmiało, udostępniając obrazy wszystkim producentom sprzętu z jego czipami. Wartość praktyczna niewielka, być może chodzi o efekt „wow” do celów marketingowych – a może jednak o coś więcej?

Odpowiedzią mogą być chromebooki. W zeszłym roku opublikowano dla potrzeb amerykańskiego szkolnictwa raport poświęcony wykorzystaniu tych lekkich komputerków w edukacji, w szczególności kwestii wyboru właściwego modelu. Zestawione ze sobą zostały dwa modele: Dell Chromebook 11 z procesorem Intel Celeron N2840 oraz ASUS Chromebook Flip, z procesorem… Rockchip RK3288. Choć trudno w to uwierzyć, w praktycznie wszystkich testach wydajności i energooszczędności chromebook z chińskim procesorem okazał się lepszy od intelowego konkurenta. Można więc powiedzieć, że Rockchip już dziś dysponuje układami SoC, które są dość dobre, by sprawdzić się na desktopie.

Z chromebookami jest jednak pewien problem. Ich system jest bardzo zamknięty, nie ma w nim miejsca na nic spoza „ekosystemu” Google'a – chyba że znamy się trochę na uniksowych OS-ach i potrafimy połączyć je z normalnym Linuksem w trybie deweloperskim. Poza tym aplikacje webowe są jakie są, ich ograniczenia potrafią dać się we znaki nawet, jeśli zestawimy je z aplikacjami mobilnymi (a co dopiero desktopowymi). Gdyby tymczasem Rockchip mógł zaoferować jako system na tanie laptopy przerobionego Androida, kompatybilnego z milionem aplikacji, pozwalającego jednak na wygodne korzystanie z nich w trybie okienkowym – to wielu nawet nie chciałoby spojrzeć na Chrome OS-a.

Biz OS-a traktować naszym zdaniem należy więc jako eksperyment, mający sprawdzić stan kompatybilności androidowego oprogramowania z przerobionym serwerem grafiki tego systemu. Jeśli kolejne jego wersje przyniosą wygodne skalowanie i kafelkowanie okienek, lepszy system kopiowania i wklejania, ujednolicone okna dialogowe plików i większe możliwości konfiguracyjne, to tanie laptopy z takim systemem mogłyby stać się fajną alternatywą dla Chrome OS-a, tym bardziej, że kto zabroni nam zainstalować na nich przeglądarkę Chrome czy Chromium?

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.