r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

App Store dla Maków ostoją najlepszych aplikacji? Bzdura, śmieci jest tam mnóstwo

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Oficjalne sklepy z aplikacjami przeznaczonymi na systemy operacyjne Apple uchodzą w związku z surowymi wymogami Apple wobec deweloperów za najbezpieczniejsze i najbardziej uporządkowane. Przeglądając listy proponowanych aplikacji i rankingi, można odnieść wrażenie, że rzeczywiście aplikacji-śmieci, jest tam w porównaniu do Google Play czy Windows Store niewiele.

Ale czy wspomniane listy i rankingi mogą być wymierne w ocenianiu rzeczywistej zawartości Mac App Store? Okazuje się, że niekoniecznie. Jedną rzeczą są precyzyjnie wyselekcjonowane przez Apple perełki, jednak zupełnie inaczej sytuacja przedstawia się, kiedy korzysta się z wyszukiwarki. A nietrudno wyobrazić sobie, że dla mniej zaawansowanych użytkowników jest to scenariusz najpopularniejszy. Uwagę na to zwraca serwis How To Geek, choć przede wszystkim w zakresie składników pakietu Office. Problem jest jednak znacznie poważniejszy.

Przyjmijmy na moment optykę osoby, która właśnie po raz pierwszy uruchomiła swojego Maka. Po pobieżnym zapoznaniu się z listą zainstalowanych aplikacji, uruchamia Mac App Store, by zainstalować przeglądarkę, bo z jakichś powodów nie przekonuje jej Safari. Następnie wyszukuje frazę przeglądarka i... nie otrzymuje żadnej propozycji. Wiedziona jednak intuicją, decyduje się wyszukać frazę browser lub web browser.

r   e   k   l   a   m   a

To właśnie w podobnych sytuacjach Mac App Store pokazuje swoją prawdziwą twarz: w sklepie znajduje się mnóstwo programów, które za niemałe pieniądze czynią doświadczenie z Internetem bezpieczniejszym, czystszym i szybszym. Ponadto pierwszym wynikiem po wyszukaniu frazy web browser jest Maxthon, wobec którego można wysunąć wiele zarzutów związanych z prywatnością.

Za pośrednictwem Mac App Store niełatwa jest także instalacja Photoshopa. W odpowiedzi na frazę z nazwą programu zostaniemy bowiem zasypani takimi propozycjami, jak samouczek obsługi PS za 6 euro, czy szablon CV za 8 euro. Dominują wszelkiej maści zasoby, w cenach sięgających kilkuset złotych, jednak samego Photoshopa ze świecą szukać. Sytuacja poprawia się po wyszukaniu frazy Adobe: wówczas dopiero w drugiej linii wyników zauważyć można żądane Adobe Photoshop Elements 15. Ale tylko można, bo wśród wielu podobnych do oryginalnej ikon, które mają przede wszystkim wprowadzać błąd, nie jest to łatwe.

Problem powtarza się w zasadzie w przypadku każdego popularnego programu, także pakietu Office. Mac App Store nie jest zatem w niczym lepszy, niż choćby Windows Store. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że dla mało doświadczonych użytkowników zagrożenie jest większe: mogą oni na przykład zainwestować w materiały do wykorzystania w Wordzie nawet kilkaset złotych. A ich twórcy robią całkiem sporo, by przekonywać, że właśnie płaci się za najnowszą wersję programów Microsoftu czy Adobe.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.