r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Apple dostał po łapkach od Motoroli, f-Internet i pingwin w samochodzie

Strona główna Aktualności

Idzie zima, idą zmiany, idzie nowe. A moje poniedziałkowe narzekania trafiają do szuflady z etykietką „Felietony”, czyli tam, gdzie ich miejsce.

Na początek coś z drugiej półkuli. W samą porę na świąteczne zakupy Sąd Najwyższy w Australii zniósł zakaz sprzedaży Samsunga Galaxy Tab 10.1, który został nałożony oczywiście na wniosek firmy Apple w lipcu. Samsung i Apple walczą obecnie w kilkunastu krajach z różnymi efektami. Wygrane Samsunga należą raczej do mniejszości, choć ostatnie dwie były wyjątkowo spektakularne. W samym szczycie sezonu na prezenty urządzenia Samsunga zyskały prawo do obecności na półkach sklepowych w Australii i nie stracą tego miejsca w Stanach Zjednoczonych. Apple dostał po łapkach również od Motoroli, która u naszych zachodnich sąsiadów wywalczyła zakaz sprzedaży iPhone'a (poza 4S) i iPada. Jak tak dalej pójdzie, na zakupy trzeba będzie jeździć z mapą dostępności danych urządzeń w różnych krajach świata. A może już jest to tego Appka?

Ledwo przyzwyczaiłam się do terminów ukutych na potrzeby odróżnienia aktywności „w realu” od internetowej, jak handel i e-handel, a już wciska się mi kolejną literkę alfabetu, i to na fioletowym tle! Okazuje się, że już trzeba odróżnić aktywność w Internecie od działań w pewnym hermetycznym ekosystemie, jakim jest Facebook. A dowiedziałam się o tym przy okazji powstania platformy f-commerce (tak, f-commerce!) Kupuje.to, która ma służyć do handlu na Facebooku. Aplikacja Facebookowa ma wykorzystywać „lajki” i „szery” f-znajomych do poszerzenia zasięgu f-sprzedaży, ma automatycznie lokalizować f-produkty dla wygody f-klientów, a nawet umożliwiać wyszukiwanie głosowe w Chrome. Dla nałogowych Facebookowiczów, czy też f-użytkowników, to pewnie niezłe udogodnienie, bo nie będą musieli opuszczać f-strony żeby kupić świąteczne prezenty na allegro. Jeszcze trochę, a powstanie jakiś f-Internet.

r   e   k   l   a   m   a

Często słyszymy, że Linux przecież jest popularny, i że jest wszędzie. Pingwinek siedzi w mikrofalówce, w domowym routerze, oraz w samochodzie. Zresztą w świecie motoryzacji wije sobie wygodne, ciepłe gniazdko. The Linux Foundation ogłosiła nawet specjalny program patronujący Linuksowi w motoryzacji, a na końcu listopada w Jokohamie odbyła się pierwsza branżowa konferencja Automotive Linux Summit. Według dyrektora wykonawczego The Linux Foundation, Jima Zemlina, ludzie chcą, aby ich samochody robiły to samo, co ich smartfony. Podczas prezentacji otwierającej konferencję zaznaczył, że samochód przestaje być wyspą. A ponieważ Linux jest z założenia darmowy, elastyczny i doskonale nadaje się do wdrażania w takich sytuacjach, zyskał sobie sympatię liderów tej gałęzi przemysłu, czego najlepszym przykładem jest przystąpienie Toyoty do Fundacji.

Ostatnio odnoszę wrażenie, że projektanci aut chwilowo wyczerpali pomysły na ulepszanie zawieszenia, układu napędowego i bezpieczeństwa, a jako że nie ma widoków na seryjną produkcję silników na alternatywne paliwo, eksperymentują z niebanalnymi bryłami karoserii i podłączaniem aut do Internetu. A ja coraz bardziej tęsknię za samochodem, którego zestaw naprawczy składa się z młotka i taśmy izolacyjnej. Ciekawe, co by na to wszystko powiedział pan Karl Benz.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.