r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Apple kocha programistów, o ile nie piszą na Maki

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Od strony użytkownika Mac App Store, czyli sklep z programami dla Maków, nie jest szczególnie atrakcyjny – brakuje tam wielu przydatnych narzędzi, nie można przetestować programów przed kupnem, a i ze stabilnością bywa różnie. Deweloperzy też mają sporo powodów do narzekania. O ile ci piszący dla systemu iOS są w stanie zarobić całkiem sporo sprzedając swoje aplikacje przez platformę Apple'a, ci piszący dla Maków mają sporo problemów.

O tym, jak trudne jest życie deweloperów programów dla Maków pisze Craig Hackenberry, autor między innymi programu Twitterrific. Wyjawił on, że każdy twórca oprogramowania dla komputerów z jabłkiem ma pewien sekret – nie testuje pracy swojego programu z iCloud, bo nie ma jak. Apple na to nie pozwala. W efekcie do Mac App Store trafiają programy, które mogą stwarzać problemy.

W dużo lepszej sytuacji są tworzący aplikacje dla iOS-a, którzy mogą skompilowany produkt wysłać do TestFlight i sprawdzić, czy wszystko działa należycie z produkcyjną wersją usług w iCloud. Mają dostęp do tych narzędzi zanim wyślą aplikację do oceny przed umieszczeniem jej w sklepie. Taką możliwość mają od wydania systemu iOS 8, czyli od 2014 roku. Od początku tego roku mogą zaprosić do tysiąca testerów, którzy mają konto w iTunes, jeśli tylko podadzą ich adresy e-mail.

r   e   k   l   a   m   a

TestFlight dla programujących dla OS X został zapowiedziany i pojawi się „niebawem”, przy czym to „niebawem” wcale nie oznacza, że nie będą czekać jeszcze rok. Do tego czasu zarówno deweloperzy, jak i kupujący ich aplikacje, grają w rosyjską ruletkę, w której stawką są dane wysyłane do iCloud. Takich funkcji, które mają pojawić się „niebawem”, jest dużo więcej. Etykietkę coming soon dostały na przykład narzędzia analityczne – tworzący aplikacje mobilne mogą z nich korzystać do woli, ale dla makowej części sklepu są niedostępne i nie wiadomo kiedy zostaną włączone. Podobnie wygląda sprawa z pakietami aplikacji i podglądem wideo na stronach prezentujących programy.

Czarę goryczy w rękach Hackenberry'ego przelało wyłączenie możliwości recenzowania aplikacji z systemów w wersji beta, by zapobiec zafałszowaniu oceny produktu przez potencjalne błędy w testowej wersji systemu operacyjnego. Ta możliwość również działa tylko w App Store i tylko w odniesieniu do aplikacji mobilnych. Jeśli więc Twitterrific wywinie spektakularny błąd z powodu błędu w testowym OS X El Capitan, będzie mógł krytykować program do woli. Rozgoryczony programista założył odpowiednie zgłoszenie błędu.

Wydawać by się mogło, że pisząc aplikacje mobilne i programy dla urządzeń firmy Apple wszyscy korzystają z tego samego sklepu i tych samych narzędzi deweloperskich, płacą taki sam procent dochodów od sprzedaży swoich produktów sklepowi i mają takie same przywileje. Nie wszystko jest prawdą. O ile rzeczywiście po obu stronach świata z jabłkiem programiści płacą 30% od każdej sprzedanej kopii programu czy aplikacji, w zamian dostają skrajnie różne usługi. Nierówność pogłębia się z każdą aktualizacją platformy.

Oczywiście nie można oczekiwać nawet od takiej firmy jak Apple, że wszystko będzie działać od początku do końca bezbłędnie. Niemniej jednak sytuacja, w jakiej stawiani są twórcy programów na Maki jest bardzo kiepska i nic dziwnego, że nie kwapią się do umieszczania w sklepie Apple'a swoich programów. Jeśli Apple nie zabierze się za platformę, skończy ona jako miejsce dystrybucji nowych wersji systemu OS X i kilku programów, które firma sama wydaje dla swoich komputerów.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.