r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Apple przymyka oko na piractwo: pełne aktualizacje iLife, iWorks i Aperture dla każdego

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Towarzysząca wydaniu systemu OS X 10.9 Mavericks zmiana w polityce cenowej Apple'a wywołała spore poruszenie nie tylko wśród użytkowników komputerów z Jabłuszkiem, ale też wśród konkurencji. Nic dziwnego – system operacyjny za darmo, a do tego darmowy pakiet oprogramowania biurowego i „artystycznego” do nowych komputerów to coś, co odczuwalnie zwiększa wartość Maców dla użytkowników. Cupertino jednak na tym nie skończyło. Wygląda na to, że firma przymyka oko na software'owe piractwo wśród swoich klientów.

Wraz z wydaniem Mavericksa, Apple obiecało dotychczasowym nabywcom pakietów iWorks i iLife, a także narzędzia dla fotografów Aperture, darmowe aktualizacje do ich najnowszych wersji, dostępnych poprzez sklep z aplikacjami Mac App Store. Cała operacja odbywa się automatycznie – klient sklepu skanuje dysk, wyszukując zainstalowane już oprogramowanie i proponuje powiązanie go z identyfikatorem Apple ID, a następnie rozpoczyna proces pobierania i instalacji nowych wersji.

Jak na razie nic w tym specjalnie dziwnego nie ma. Okazuje się jednak, że proces pobierania i instalacji nowych wersji aktywowany jest również wtedy, kiedy Mac App Store wykryje testowe, 30-dniowe wersje aplikacji, jak również wersje pirackie, pobrane np. przez BitTorrenta. W ten sposób posiadacze takich wersji w jednej chwili zostają „zalegalizowani”, otrzymując za darmo ważne licencje dla nowych wersji znalezionego podczas skanowania dysku oprogramowania.

Jednocześnie Apple porzuciło wydawanie wersji testowych – zniknęły z jego witryny strony, z których kiedyś można było pobrać 30-dniowe wersje testowe. Aktualizacje dla tego oprogramowania przestały być też dostępne poprzez mechanizm Software Update w Mac App Store.

Pierwsi komentatorzy nie byli za bardzo w stanie uwierzyć w celowość takiego posunięcia Apple'a – Mike Beasley z 9to5Mac pisał, że to prawdopodobnie wynik błędu ze strony firmy, zaś Aaron Souppouris z The Verge rozpaczał, że posiadacze pirackich kopii otrzymują w zamian wersje legalne, ze wszystkimi nowymi funkcjonalnościami. O tym, jak było naprawdę, dowiedzieliśmy się dopiero od Glenna Künzlera z MacTrast, który otrzymał wyjaśnienia od swoich kontaktów z Cupertino.

Apple zdecydowało się otóż całkowicie porzucić swoje dotychczasowe mechanizmy aktualizacji oprogramowania. Mavericks po odkryciu przestarzałych wersji oznacza je jako zakup w Mac App Store, oznaczony przez Apple ID. Następnie pojawia się on w historii zakupów sklepu, tak jakby użytkownik zakupił wersję aplikacji bezpośrednio ze sklepu z oprogramowaniem. W ten sposób Apple oszczędza sporo czasu, wysiłku i ruchu sieciowego – wyjawił jeden z deweloperów pracujących nad nowym systemem aktualizacji.

Z jego słów wynika, że Apple jest świadome, że umożliwia to piracenie aplikacji – ale też nie jest to dla Cupertino specjalnie istotna sprawa. Wierzymy, że nasi użytkownicy są uczciwi, nawet jeśli jest to daremna wiara – stwierdził informator Glenna Künzlera.

W czasach, gdy inni producenci własnościowego oprogramowania robią co mogą, by utrudnić życie legalnym użytkownikom rozmaitymi mechanizmami kodów i zdalnych aktywacji, podejście bazujące na zaufaniu może zaskakiwać. Na dłuższą metę jednak Apple może na tym tylko PR-owo zyskać, umacniając swój wizerunek jako dostawcy rozwiązań, które podobają się ludziom.

r   e   k   l   a   m   a
© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.