Ogrzej mi dłonie

Ten wpis będzie bardzo krótki, napisałem go pod wpływem chwili. Z publikacją musiałem poczekać do godz. 00:00, bo... o tym niżej.

Dzisiaj polska premiera nowego iPada. Od kilku dni w sklepie dzwoni telefon i co chwilę słyszę te same pytania: czy będziecie mieli na premierę? czy można zarezerwować? ile będzie kosztować? Aż nie chce się odbierać, bo mamy odgórny “przykaz” od Apple Polska żeby nie udzielać żadnych informacji, nawet o tym, czy będzie dostępny w dniu premiery. Ale właśnie nastał ten dzień, wiec już mogę.

O co ten cały szum? Przecież ten sprzęt prawie niczym nie różni się od poprzednika. Jedyna faktycznie odczuwalna różnica w porównaniu do poprzedniej wersji to lepsza matryca - widać to od razu. Jest też lepszy aparat, ale zdjęcia ciągle wyglądają koszmarnie na tle konkurencji. Bardzo fajnie też grzeje dłonie.

W zamierzchłych czasach...

Kiedyś granie było prostsze i nie chodzi mi tutaj o stopień trudności gry, ale o ilość wykonywanych czynności podczas jej uruchomienia.

W zamierzchłych czasach po prostu szło się do sklepu, kupowało grę, otwierało pudełko (najprzyjemniejszy moment, poza graniem oczywiście), wkładało płytę do napędu, instalowało grę i klikało w ikonkę która pojawiała się na pulpicie. Gra się odpalała i znikaliśmy ze świata realnego na kilka/naście/dziesiąt godzin. Jedynym utrudnieniem była potrzeba wpisania klucza w odpowiednie okienka. Później przyszły czasy Securom’ów, StarForce’ów i innych “zabezpieczeń”, które tak naprawdę utrudniały życie tylko legalnym użytkownikom. Sam tego doświadczyłem pewnego razu, kiedy podczas próby odpalenia kupionej legalnie gry zostałem poinformowany, żeby włożyć do napędu oryginalną płytę i nie pomogły żadne czary, zaklinania, voodoo. Próba kontaktu z pomocą techniczną skończyła się na... próbie (pozdrawiam pomoc techniczną Cenegi która nigdy nie odpowiedziała mi na żadnego maila). Pomogła wymiana napędu, chociaż stary był sprawny.