Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Android i Kaspersky w najnowszym tomie Millennium

David Lagercrantz w swojej wersji Millennium wielokrotnie porusza temat badań w zakresie najnowszych zagadnień IT i podaje przykład Google na równi z amerykańską agencją rządową NSA. Na granicy prania mózgu pojawia się również rekomendacja urządzenia z Androidem, jako jedynego bezpiecznego do telefonowania. Trudno jest oprzeć się wrażeniu, że ma tu miejsce jakaś forma sponsorowania. Przemawia za tym dodatkowo fakt, że zamieszczone zostało to w jednej z najlepiej sprzedających się książek na świecie, a kulminacja tego sukcesu miała miejsce już po śmierci autora, gdy właścicielami praw do niej stali się spadkobiercy, których interesują jedynie zyski z tego tytułu.

Nie jestem jednak przekonany, że jest to lokowanie marki. Bardziej logiczne wydaje się, że chodzi o zintegrowanie się z panującą „na mieście” opinią. Wydawca liczył się z krytyką czytelników za zastąpienie zmarłego Stiga Larssona i nachalna reklama była zbyt ryzykowna. Lagercrantz podąża za autorem oryginału, który promował w swojej powieści komputery Apple. Larsson chciał uwiarygodnić tą marką profesjonalizm postaci, bo „na mieście” było przekonanie, że mając drogi komputer z logo nadgryzionego jabłka jest się najlepszym ekspertem. Takie uwiarygodnienie było potrzebne autorowi, bo głównej bohaterce stworzył bardzo skomplikowaną psychikę. Najbardziej ekstremalne promowanie Apple ma przez to miejsce, gdy bohaterka chce kupić laptop tylko tej marki i w związku z tym nie ucieka przed zgwałceniem. Ogólne przekonanie o wyższości marki Apple było tak bardzo skutecznie umacniane na potrzeby sprzedaży ich markowych gadżetów, że Stig Larsson mógł we wszystkich tomach powieści swobodnie korzystać z tego wsparcia. W czwartym tomie dalsze opieranie się na tej „referencji profesjonalizmu” już nie wystarczało.

Nowy autor Millenium dziękując za pomoc Davidowi Jacoby z Kaspersky Lab wyraźnie wskazał, gdzie znalazł wsparcie dla merytorycznego umacnienia w treść swojej książki profesjonalnego wizerunku bohaterki. Nie eksponuje jednak z tego powodu tej firmy w tekście, ale nie jest wykluczone, że pojawi się to w kolejnych tomach powieści, bo ich rozwiązania z nowym systemem operacyjnym wydają się dobrze przemyślane. Z drugiej strony w dobrze sprzedającej się książce gloryfikowanie rozwiązań rosyjskich nie jest korzystne. Jest tak nie tylko w kontekście szeroko rozumianego bezpieczeństwa, które jest tematem powieści. W jeszcze większym stopniu dotyczy powszechnego odbioru, bo trudno jest u przeciętnego człowieka uzyskać nawet tak niewinną akceptację, że rosyjskie programy zapewniają lepszą jakość odtwarzania muzyki z PC.

Zastanowiłem się przy tej okazji, na ile rozwiązania Kasperski Lab mogą być istotne dla domowego serwera muzyki na PC do podłączenie z tradycyjnym zestawem audio. Aktualnie Windows zapewnia najlepszy wybór sterowników i oprogramowania, a zagrożenia z Internetu w domowym serwerze muzyki bardzo skutecznie eliminuje całkowita rezygnacją w nim z dostępu do sieci. Skopiowanie legalnie zakupionej płyty CD na twardy dysk nie wiąże się jeszcze z ryzykiem zainfekowania komputera, a winylowe będą zawsze całkowicie bezpieczne, o ile tylko zainstalowane na potrzeby tego programy nie były wcześniej zainfekowane. Problem pojawia się, gdy chcemy słuchać najnowszych nagrań, które są dostępne jedynie w Internecie. Rozwiązaniem jest tu pobieranie nagrań z muzyką na inne urządzenie, gdzie na spokojne można sprawdzić, czy nie zwierają jakiegoś niebezpiecznego kodu. W tym celu świetnie mogą się sprawdzać urządzenia pracujące z systemem operacyjnym Kaspersky Lab.

Szukając najlepszej możliwej jakości odtwarzania muzyki warto jest korzystać z otwartej struktury PC, ale największe bezpieczeństwo pobierania nagrań mogą zapewnić urządzenia, gdzie świadomie wykorzystane zostaną ograniczenia systemów wbudowanych. Wczesne modele pamięci "podłączanej przez USB" miały wbudowane drivery i teraz na podobnej zasadzie można stworzyć niewielkie urządzenie, które będzie służyło do bezpiecznego pobierania z Internetu plików z muzyką i ich transferu do PC. Kaspersky Lab może z pewnością zaoferować ciekawe rozwiązania, gdzie duży moduł z pamięcią będzie zintegrowany z procesorem do obsługi szyfrowanego połączenie internetowego, a potem efektywnego przeskanowania zawartość plików z muzyką. Akceptacja wyłącznie muzyki w plikach umożliwia bardzo efektywne skanowanie. Takie urządzenie dostawcy muzyki mogą oferować użytkownikom na podobnej zasadzie, jak modemy w usługach telekomunikacyjnych.

Problemem dla takiego urządzenia z Kaspersky Lab jest ponownie specyfika rosyjskiego rynku i związane z tym możliwości właściwej kooperacji z firmami oferującymi muzykę. Takie urządzenie mogą z pewnością przygotować również informatycy w Indiach na bazie Linuksa, ale wówczas trudno jest wymagać podobnego bezpieczeństwa, bo kod do tego będzie z założenia bardziej dostępny. Technicznie zrealizowanie tego na bazie Androida wchodzi także w rachubę, ale kto odważy się zaufać Google, gdzie są tak monopolistyczne zakusy, a efekty ich wścibskości są towarem na sprzedaż. Szansę na szersze zaakceptowanie ma chyba tylko produkt na bazie systemu operacyjnego dla urządzeń pomocniczych, gdzie punktem wyjścia będą porzucone prace z Windows Mobile, a oprogramowanie dostarczą niezależne firmy. Microsoft stawia na stworzenie spójnego systemu dla różnych urządzeń komputerowych z otwartą strukturą, ale potrzebne są również wąsko wyspecjalizowane urządzenia peryferyjne, które będą samodzielne, a ich obsługa będzie dla użytkowników jak na innych maszynach.

 

inne

Komentarze

0 nowych
  #1 25.11.2016 19:00

A ogólnie to o czym jest ten wpis, bo jak zwykle dla mnie twoje wpisy wyglądają na sieczkę (bełkot)

Berion   13 #2 25.11.2016 20:44

Pozycjonowania ciąg dalszy. ;)

macminik   15 #3 26.11.2016 10:34

O co chodzi ?

takijeden.ninja   5 #4 26.11.2016 11:41

@AudiofilPC: Dawno takiej chały nie widziałem. Ja rozumiem, że gdzieś tam z własnego wpisu chcesz umieścić odbój do siebie z płatnym rozwiązaniem, które być może składasz "tymi ręcami", no ale trzymaj jakiś poziom. To nie powinien być ordynarny link.
Kolejna sprawa to cały tekst... Rzuciłem na niego pobieżnie okiem i widzę wytwór zwany "preclem". No i wszystko opada, nawet katana :-(