Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Zakupy grupowe od środka

Witam,

Zakupy grupowe to stosunkowo nowe w naszym kraju zjawisko. W skrócie są to serwisy internetowe oferujące kupony zniżkowe. O ile wszystko idzie jak trzeba, zyskują wszyscy - klienci oszczędzają, serwis zarabia na siebie a partner (realizujący ofertę) ma reklamę i pewny ruch. W tym roku miałem okazję przepracować 4 miesiące w jednej z takich firm (obok głównego zajęcia), więc pomyślałem że podzielę się z Wami jak to wygląda od kuchni.

Na początku był chaos

Trafiłem do nowo otwieranego oddziału istniejącej w innym kraju marki w Warszawie. Budynek podzielono bardzo prosto, kilka pomieszczeń dla szefostwa oraz księgowości i jedno duże dla reszty. Owo duże pomieszczenie wyglądało mniej więcej tak, jak na amerykańskich filmach - brakowało tylko ścianek oddzielających poszczególne stanowiska.

Jako że zakupy grupowe działają w Sieci, jedynym narzędziem pracy na każdym stanowisku był komputer, plus na kilku drukarka. Cały sprzęt to stacjonarki od HP oraz Della. Parametry może nie wybitne, ale też po co coś więcej niż C2D i 2 giga RAMu. Z oprogramowania prawie wszystkie komputery pracowały pod poczciwym Windowsem XP. Wyjąwszy jeden, jedyny z Vistą, o którym jeszcze wspomnę. Internet dostarczała Telekomunikacja Polska, a wszyscy używali przeglądarki Mozilli.

Komputery z drukarkami obsługiwali handlowcy, czyli osoby odpowiedzialne za załatwianie partnerów. Support i obsługa CMSa mieli same maszyny. Moim zadaniem było pomagać z urządzaniem gdzie trzeba. Najpierw podłączanie kompów, potem trochę obsługi CMSa zanim przyszły oddelegowane do tego osoby. Plus różne duperele.

What goes around...

Powiedzmy sobie szczerze - wklepywanie haseł reklamowych do CMSa to nie jest dobrze płatna praca spełniająca marzenia wykwalifikowanych ludzi. Stąd też znajomość obsługi komputera wśród pracowników była dość mizerna, a efekty tego - opłakane.

Pierwsza rzecz - prace grupowe. Mamy chmurowe pakiety biurowe i specjalistyczne oprogramowanie do pracy grupowej. Tymczasem handlowcy najpierw robili listy potencjalnych partnerów w zwykłym pliku doc/docx/rtf/pdf, a potem wysyłali wszystkim innym jako załączniki na maila. Efekt - 12 dokumentów, każdy w innym formacie i z opłakanym formatowaniem. A trzeba to wszystko połączyć w całość, co oczywiście robili ręcznie przez kilka godzin (trzeba choćby usunąć duplikaty z listy kilkuset partnerów). W końcu udało mi się przekonać ich do Google Docs. Niestety szefostwa już nie.

Tak przygotowana lista była drukowana i zanoszona do szefostwa (kilkuosobowego). Tam nanoszono poprawki długopisem i odnoszono handlowcom, którzy przepisywali z naniesionymi poprawkami ręcznie do komputera, znowu drukowali i znowu zanosili szefom. Paranoja. W dodatku zarówno szefostwo, jak i handlowcy sadzili kosmiczne byki. Zjadanie literek i ortografy były praktycznie co słowo.

Potem następowała faza kontaktu z potencjalnymi partnerami - telefony, maile. Ci, którzy się zgodzili dostawali wskazówki co muszą/powinni wysłać aby można było ofertę dać na stronę główną.

Oczywiście żaden przedsiębiorca się nie stosował, nawet po kilku przypomnieniach. W większości opis oferty przesyłany przez nich nie przekraczał stu znaków (z błędami na dokładkę), o zdjęciach nawet nie mówiąc. W efekcie osoby odpowiedzialne za obsługę CMSa (bo tutaj zaczyna się ich praca) musiały same wymyślać opisy oraz szukać zdjęć. Kopiowanych z Sieci bez żadnego patrzenia na prawa autorskie.

Tutaj pragnę stanąć nieco w obronie tych osób. Czasami na serwisach typu Wykop natykam się na zabawę z niektórych opisów ofert. Oczywiście fajnie jest się pośmiać, ale też trzeba wziąć poprawkę na to, że czasami wygląda to tak iż przedstawiciel płci męskiej musi w kwadrans ułożyć minimum 300 słów o jakimś nieznanym mu zabiegu kosmetycznym. Wbrew pozorom terminy są dość napięte, bo:

a) Partnerzy wszystko robią na ostatnią chwilę
b) Oferty muszą być codziennie, nie ma zmiłuj

Kolejna sprawa rodem z Wykopu - jeżeli oferta w promocji jest gorsza niż bez niej, to nie jest to oszustwo z premedytacją ze strony serwisu. Takie super promocje wysyłają przedsiębiorcy i to oni chcą oszukać ludzi. Za mojej kadencji było kilka takich prób, ale wszystkie zostały odkryte i ofert nie puszczono na stronę. Jedyną winą serwisu w takim przypadku może być niedopatrzenie.

Powstawanie oferty kończyło zrobienie jej bannera, czym zajmuje się grafik. Oddalony od siedziby mojego oddziału o ponad 1200 kilometrów i pół-na-pół rozumiejący po polsku. Jego prace oceniałem dość nisko, ale znowuż - płacono mu niewielkie kwoty od bannera, terminy miał też "na wczoraj" a tematyka niektórych ofert....cóż, spróbujcie stworzyć dzieło sztuki z laserowej depilacji włosów łonowych albo zniżki na odkurzacze. Sam byłem dwa razy zmuszony do zrobienia na szybko bannera (termin za godzinę mijał, a grafik wpadł w tryb AFK).

Ponarzekać muszę też na obieg CV kandydatów na stanowiska. Wydrukowane zanoszono szefostwu, które....zostawiało je bez ochrony gdzie popadnie. Bodaj każdy pracownik znał życiorysy tych, którzy dopiero przychodzili...

CMS

W tym przypadku CMS to najważniejsza rzecz. Robiono go i hostowano także daleko za granicami kraju, od zera. Edytorem WYSIWYG był, ku mojej uciesze, TinyMCE, znany mi bardzo dobrze z Joomli. Całość działała dość sprawnie i nawet nieźle prezentowała się wizualnie. Oczywiście było kilka problemów.

Najpierw mapy dojazdu z Google Maps pokazywały inne miejsca niż wklepywano - do naprawienia buga kazano nam....obok adresu wpisywać współrzędne geograficzne :D

Potem były kłopoty z ceną minimalną. Dla marketingu szefostwo kazało dorzucić jakieś akcje charytatywne, gdzie nie było zniżki - kto chciał, to wpłacał. Okazało się, że wpisanie w pole zniżka 0 pln dawało...cenę nie co łaska, a 150 pln :D

Tym niemniej, CMSa oceniam dość dobrze. Support również, zwykle odpowiedź była po kilku godzinach a często od razu.

Viśta wio!

Tak, wracamy do nieszczęsnego komputera z Vistą. Najpierw były problemy z przekonaniem kogokolwiek do pracy na nim. Ludzie tak się o Viście nasłuchali, że dosłownie musieliśmy losować kto będzie skazany na ów mroczny pomiot szatana.

Stanowisko z Vistą działało bardzo sprawnie, zwłaszcza że zaaplikowałem wszystkie możliwe poprawki. Rzecz w tym, że to co dla mnie działa sprawnie, dla użytkownika już niekoniecznie. Każdy duperel od CMSa, przeglądarki, webmaila był zwalany na Vistę. W sytuacji, gdy dany problem występował też na innych komputerach zaczynały krążyć mity, że.....Vista przez sieć rozprzestrzenia errory. Oczywiście nikt nie zatrudnił żadnego informatyka (!), więc takie opowieści swobodnie się rozchodziły i tylko ja je dementowałem.

Wizytacja

Oddział zatrudnił też dwie osoby z zewnątrz. Pierwsza to specjalista od ergonomii pracy i BHP. Przyszedł, zrobił obchód, pogadał z pracownikami, wziął zapłatę i poszedł. Całkowicie jednorazowo. Ewidentnie był do swojej roli przygotowany, kilka rzeczy było dość ciekawych - choćby że co jakiś czas warto wyjrzeć za okno, bo wtedy oczy patrzą w dal i odpoczywają od wgapywania się w ekran.

Drugi specjalista wzbudził we mnie spore rozbawienie. Tytułował się Social Media PR Managerem (prawie jak Key Account Manager Bralczyk...) i, za przeproszeniem, wygadywał głupoty. Raczej nie zaglądał na profil firmy na FB, bo mimo że siedziała tam ankieta.....pół godziny namawiał do zrobienia ankiety. Oto kilka jego złotych myśli:

a) Niech pracownicy spamują swoim znajomym
b) Dużo kolorów = dużo "lajków"
c) Flashowe "Koło Fortuny" to innowacja!
d) W konkursach nie trzeba nikogo nagradzać

Ostatnia myśl była powodem mojego odejścia. Najpierw roztrąbiono wszędzie konkurs z atrakcyjnymi nagrodami (kampania reklamowa za 100,000 pln!) - sprzęt elektroniczny z bardzo wysokiej półki cenowej (choćby produkty Apple), a potem.....nie dano ich dosłownie nikomu! Pod płaszczem anonimowości w Sieci ("Kto się zorientuje?") jawnie i przy pracownikach wymyślono imiona i nazwiska zwycięzców, a samych nagród nikt nawet nie kupił! To jest oszustwo, zgłosiłem to już gdzie trzeba - jak dotąd bez odpowiedzi.

To już jest koniec, nie ma już nic

Jesteście wolni, możecie iść. Mam nadzieję, że ciekawie się czytało i że dowiedzieliście się co nieco jak to wygląda od środka. Jeżeli macie jakieś pytania, to zapraszam do Komentarzy :) 

Komentarze

0 nowych
michoo_05   7 #1 10.08.2011 17:23

ciekawa historyja :)

PLI52KA   4 #2 10.08.2011 17:36

Co do tego konkursu to niejedni tak postępują i niestety mało kto się interesuje sprawdzaniem "poprawnego przebiegu konkursu" ...

  #3 10.08.2011 18:26

Dokladnie tak jest z tymi konkursami. Nazwiska z sufitu a nagrody dla zarzádu/kierownictwa i wszystko gra ! :/

skrzypek   12 #4 10.08.2011 19:09

To dlatego nic nie wygrywam w tych konkursach śmiesznych >.<

command-dos   17 #5 10.08.2011 20:51

faktycznie chaos ;) co do konkursu, to sprawa mogłaby być pomocna do rozwalenia naszego totalizatora :)

djfoxer   17 #6 10.08.2011 22:21

Ciekawe :) Czy to prawda ze takie "groupery" pobieraj marżę w wysokości nawet 50-60% wartości oferty?

Wolfgar   7 #7 10.08.2011 23:21

djfoxer - Wychodzi na to, że czasami więcej. Była sprawa z pewnym fryzjerem który sprzedał ponad 1000 kuponów. Każdy za 30zł on z tego dostawał tylko 10zł...

Druedain   13 #8 11.08.2011 06:35

Wpis ciekawy? Dla mnie nawet bardzo! Gratuluję :)

Jedno mam tylko pytanie. Czemu ten koleś wyglądający jakby robił „facepalma” wciera sobie w twarz trawę?

  #9 11.08.2011 09:29

Nie wciera. W tle jest plama i dlatego. To takie złudzenie.

Spectator   8 #10 11.08.2011 10:32

W burdelu jest większy porządek pracy niż tam gdzie pracowałeś. Nie dziwię się, że odszedłeś, choć ja pracując w lokalnym sklepie miałem podobne doświadczenia, np. 4 osoby pisały jedną ofertę w tym samym pliku i każda poprawiała ją na swój, nikomu nie znany sposób.

djfoxer   17 #11 11.08.2011 10:43

@Wolfgar
A tak słyszałem o tym, nieszczęsnym fryzjerze ;) Pełna niekompetencja i ignoranctwo ze strony firmy, która się zajmowała ofertą.

Ave5   8 #12 11.08.2011 12:14

Marże rzędu 50% jak najbardziej się zdarzają.

W tej sprawie z fryzjerem problemem była liczba kuponów - jakoś tak wyszło, że zamiast 200 czy 300 jak on chciał dali limit 1000 i nie wyrabiał. Aczkolwiek tego już nie wiem z pierwszej ręki, ja od konkurencji :)

Wolfgar   7 #13 11.08.2011 12:26

@djfoxer - Z tym, że to była jedna z większych firm w tym biznesie. Tam wszystko od początku do końca jest bardziej profesjonalne. Szkoda, że priorytetem jest nabicie "kabzy" a nie zadowolenie wszystkich stron. Dzisiaj jak tak spojrzałem to tych firm jest chyba z 20...

djfoxer   17 #14 11.08.2011 13:16

@Ave5
Podobno on dzwonił do nich, żeby zmniejszyli limit, ale firma odpowiedziała, iż nie ma sensu bo i tak tylu nikt nie kupi ;)

  #15 11.08.2011 14:32

...dlatego nie warto kupować od nowych firm na rynku, lepiej skupić się na liderach. co do nagród to bardzo dobrze zrobiłeś że to zgłosiłeś, inaczej zarząd czułby się bezkarny. nie zmienia to faktu że nie ma co psioczyć na cały rynek - ostatnio wygrałem mp3 w konkursie grupera i gram dalej o wycieczkę
groupon ma ciągle afery, ostatnio wspomniany fryzjer. dlatego też mają taki agresywny marketing

  #16 11.08.2011 16:31

myślę, że takie funkcjonowanie portali nie jest normą, bo inaczej wszystkie szlag by trafił. Można co prawda prowadzić agresywny marketing, o którym wspomina , ale kiedy działanie firmy będzie wyglądało w taki sposób, jaki jest tutaj przedstawiony, biznes się po prostu posypie, co będzie tylko kwestią czasu

  #17 12.08.2011 10:30

@Druedain

To Vegeta z Dragon Ball. Jak można nie znać Vegety.
Wstydził byś się!

Fafrocel   8 #18 12.08.2011 13:41

@MCXS
"To Vegeta z Dragon Ball. Jak można nie znać Vegety.
Wstydził byś się!"

Nie wszyscy oglądają te azjatyckie pokemony :)

  #19 13.08.2011 20:02

Co do tego "odpoczywania oczu" to była bardzo, bardzo trafna uwaga. Okuliści mogą to potwierdzić.

GioWDS   13 #20 14.08.2011 11:37

Także na szkoleniu BHP mieliśmy kwestię wytężania wzroku - zalecane przez okulistów jak kolega wyżej wspomniał, a i sam po takiej czynności czuję trochę mniejsze 'zmęczenie' oczu.

WODZU   16 #21 15.08.2011 18:04

Sam dokładnie znam sytuacje gdy z dużymi firmami współpracuje się na zasadzie otrzymywania tekstu z błędami i poprawek na skanie białej kartki papieru mazanej jakimś jasnym flamastrem (korekcja gamma w programach graficznych jest na szczęście zbawienna). Co do konkursów to ciekawi mnie jak wyglądało losowanie w ostatnim konkursie Cyfra+ gdy do wygrania było blisko 300 nagród.

  #22 15.08.2011 21:28

Audyt, audyt jeszcze raz audyt.
A z resztą szkoda moich słów.

tores1977   8 #23 16.08.2011 12:48

Bardzo fajny, i lekko napisany tekst, prawie popadłem w tryb AFK :D Szkoda tylko że historia niezbyt pocieszająca. Udało Ci się przekazać smutną wiadomość na wesoło. Czekam na więcej wpisów

  #24 21.08.2011 21:28

Swietny wpis, po raz kolejny przekonac sie mozna, ze cale to wielkie szefostwo to buraki, ktorzy by chcieli zbijac kase dyrygujac innymi z brakiem kompetencji.

I druga wazna kwestia, nie wiem na jakie stanowisko byles zatrudniony, ale wykorzystywali Cie doslownie do wszystkiego :) czyli znalezli "jelenia", ktory chce sie wykazac swoimi umiejetnosciami - czysta oszczednosc.

Wybacz mi jezeli moim komentarzem poczules sie obrazony, gdyz nie bylo to moim zamiarem.

Exil12   1 #25 28.08.2011 21:14

Hej :) mam kilka pytań co do firmy w której pracowałeś. jakbyś mógł się odezwać na maila: exil12 at gmail.com byłoby super :)