r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Brexit stał się faktem: co to oznacza dla całej branży nowych technologii?

Strona główna AktualnościBIZNES

Jenny Watson, przewodnicząca Komisji Wyborczej Wielkiej Brytanii, poinformowała, że za pozostaniem w Unii Europejskie oddano 16,1 mln głosów. Za opuszczeniem Unii Europejskiej głosowało 17,4 mln obywateli. Brexit stał się politycznym faktem. Co będzie oznaczał dla całej branży komputerowej, czy też szerzej – całej branży nowych technologii? Już teraz widzimy panikę na rynkach, pikowanie w dół kursu funta (uwaga, zakupy w brytyjskich sklepach nagle stały się atrakcyjniejsze), czy nawet podanie się do dymisji brytyjskiego premiera – ale przecież na tym się skończy.

Większość przedstawicieli brytyjskiego sektora „tech” nie ukrywała, że Brexit będzie dla nich katastrofą. Konfederacja Brytyjskiego Przemysłu otwarcie ostrzegała, że cały kraj czeka „ekonomiczny szok” w razie głosowania za opuszczeniem Unii Europejskiej. Spółki technologiczne i startupy niemal jednogłośnie przyłączyły się do przeciwników Brexitu. Sondaż przeprowadzony przez grupę London Tech Advocates pokazał, że 87% jego członków uważa, że obecność w Unii Europejskiej korzystnie wpływa na brytyjską gospodarkę, a wyjście z tej wspólnoty oznaczać będzie poważne straty dla ich biznesów.

Brak ludzi i brak pieniędzy to brak innowacji

Jednym z podstawowych problemów będzie kwestia rynku pracy, przede wszystkim dostępu do utalentowanych pracowników, których w Wielkiej Brytanii bardzo brakuje. W opublikowanym w 2016 roku raporcie Tech Nation podkreślano, że już teraz jednym z największych wyzwań dla brytyjskich firm związanych z technologią, w szczególności informatyką, jest brak rąk do pracy, związany z ograniczoną „podażą talentów”. Były dwa powody, dla którego Londynowi udawało się do tej pory być europejską stolicą startupów: upowszechnienie języka angielskiego oraz stały napływ inżynierów z krajów UE. Teraz zostanie tylko język angielski, a to może nie wystarczyć, tym bardziej, że inne państwa anglofonii też chętnie by przygarnęły wykwalifikowanych inżynierów.

r   e   k   l   a   m   a

Oczywiście możliwe jest, że po wyjściu z Unii Wielka Brytania przyjmie nowe prawa, skrojone pod potrzeby krajowej gospodarki i pozwalające przyciągnąć talenty z krajów UE, ale zanim do tego dojdzie, i zanim kwestie wizowe zostaną rozstrzygnięte, minie trochę czasu. A startupom właśnie czasu najbardziej brakuje, i tak muszą konkurować o pracowników z wielkimi korporacjami.

Drugim problemem będzie dostęp do wspólnego europejskiego rynku. Nagle 500 mln konsumentów za kanałem La Manche stanie się znacznie trudniej dostępna, oddzielona barierami celnymi i fiskalnymi, podlegająca niekompatybilnemu systemowi prawnemu. Utrata dostępu do tego ogromnego, bogatego rynku oznaczać będzie, że ten londyński tygiel działających na skalę globalną inwestorów, konsultantów i doradców z krajów UE nagle zamieni się w kubek nudnej angielskiej herbaty, w najlepszym razie przyciągający obywateli Brytyjskiej Wspólnoty Narodów.

Z perspektywy London Tech Advocates ciosem może być znaczący spadek atrakcyjności Wielkiej Brytanii jako miejsca, do którego udawały się startupy i nowe spółki po pieniądze. Londyn postrzegany był jako akcelerator dla firm nowej technologii, łączący ogromny kapitał przepływający przez City z międzynarodowym środowiskiem technokratów, nie bardzo pamiętających już, czym są granice państwowe. Inwestorzy z chęcią wykładali środki nie tyle na pomysły czy firmy, co na zespoły ludzkie, które to wszystko napędzały do przodu. Znikną pieniądze z Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego (EIF), będącego dziś jednym z głównych udziałowców europejskich i brytyjskich funduszy typu Venture Capital. Pozbawiony internacjonalnego aspektu Londyn przestanie przyciągać inwestorów z USA, Chin czy Rosji, z czasem utraci pozycję międzynarodowego hubu na rzecz innych miast?

Co jak nie Londyn?

Pozbawiony swojej przewagi konkurencyjnej Londyn może stać się po prostu zbyt drogi dla startupów, niezdolnych do konkurowania z wielkimi korporacjami, które będą musiały sobie teraz poradzić w warunkach jeszcze większego niedoboru rąk do pracy. Być może pomoże to, że amerykańskie korporacje z branży IT, takie jak Microsoft, Facebook, Google czy Amazon, dla których Londyn był od samego początku ich centrum na Europę (w końcu nikt nie oczekuje od Amerykanów, że będą w stanie nauczyć się języka obcego, a Queen’s English wciąż przecież obcy dla nich nie jest), będą musiały ograniczyć swoją skalę działania w Wielkiej Brytanii. To jednak będzie miało efekt uboczny: zmniejszy atrakcyjność brytyjskiego rynku dla potencjalnych pracowników.

W efekcie choć londyńska scena startupowa wciąż wierzy, że nikt w Europie nie jest w stanie jej zastąpić, szybko może się to zmienić. Najbardziej obiecująco wygląda tu Berlin, miasto w samym środku Starego Kontynentu, ze świetną tradycją akademicką i bujną sceną artystyczną, niczym nieustępującą tej londyńskiej. Już dziś Berlin stał się startupowym centrum Europy Środkowo-Wschodniej, przynajmniej pod względem technicznym, bo pieniędzy tam za wiele nie ma. Jednak to z Brexitem może się zmienić, gdzieś te pieniądze globalnych inwestorów popłynąć muszą.

Inne miasta, które również zainteresowane byłyby przejęciem pałeczki po Londynie, mają znacznie trudniejszą pozycję, czy to ze względu na skromny potencjał akademicko-intelektualny (Dublin), czy skomplikowaną sytuację polityczną (Barcelona) czy niepewną sytuację wewnętrzną i nieprzyjazne dla biznesu regulacje (Sztokholm).

Tak więc jak to zawsze bywa – strata jednych może być szansą dla innych. Naszym zdaniem w obecnej sytuacji warto pomyśleć o nauce języka niemieckiego.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.