r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

CETA, czyli tylne wejście dla ACTA, przetestuje obietnicę premiera

Strona główna Aktualności

O ACTA już trochę zapomnieliśmy, ale w powietrzu nadal wiszą projekty wprowadzające w równym stopniu drakońskie sposoby na egzekwowanie praw autorskich poprzez zaglądanie nam przez ramię w monitor. Bliskie ACTA są na przykład wspomniany wcześniej CETA, TPP, a także nasz rodzimy projekt „Czysty Internet”. Takie pomysły niestety będą wracać tak długo, jak długo mamy do czynienia w ogóle z prawami autorskimi i pieniędzmi. Pozostaje mieć nadzieję, że rządy państw będą je konsekwentnie odrzucać.

W lutym tego roku wyciekł projekt umowy między UE i Kanadą i wtedy dowiedzieliśmy się, że porozumienie CETA, o którym pisałam w lipcu, jest podobne do ACTA pod wieloma względami, na przykład w zapisach o sankcjach karnych. To jeden z punktów ACTA, który, obok ingerencji w prywatność użytkowników, budził największe kontrowersje. Temat powrócił w październiku za sprawą między innymi fundacji Panoptykon.

Fundacja, wraz z kilkoma innymi organizacjami (Centrum Cyfrowe, Internet Society Poland, Projekt: Polska, Fundacja Nowoczesna Polska, FWiOO) zajmującymi się ochroną praw obywateli w cyfrowym świecie, pod koniec października wysłała list otwarty do ministra gospodarki oraz ministra kultury i dziedzictwa narodowego. W liście (PDF) organizacje apelują do rządu, by w czasie trwających właśnie negocjacji (oczywiście ściśle tajnych) polski rząd sprzeciwił się tym zapisom, które zagrażają wolnościom obywateli i kontynuują represyjną politykę egzekwowania praw na dobrach niematerialnych. Ponadto Panoptykon słusznie zaznaczył, że międzynarodowa umowa handlowa to nie miejsce dla zapisów o charakterze karnym.

r   e   k   l   a   m   a

Komisarz UE ds. Handlu, Karel de Gucht (ten sam, który zapowiedział powrót ACTA), twierdzi, że negocjacje mogą zakończyć się jeszcze w tym roku, więc wcale nie mamy dużo czasu. Dodatkowo można odnieść wrażenie, że UE robi wszystko, aby internauci byli przekonani, że CETA i ACTA są bardzo odmienne. A jednak chyba czeka nas powtórka z ubiegłej zimy. Oba porozumienia powstawały za zamkniętymi drzwiami (CETA jest ciut starsze), oba proponują surowe kary za naruszanie praw autorskich i oba „zachęcają” do „dobrowolnego” działania na rzecz ich właścicieli. Premier przyznał, że w sprawie ACTA nie miał racji, a po upadku porozumienia obiecywał reformę prawa autorskiego, aby można je było zastosować również do dóbr w postaci cyfrowej bez krzywdy dla żadnej ze stron. Zobaczymy ile takie obietnice są warte. Jeśli więc ktoś jeszcze ma transparent z protestów z zeszłej zimy, może warto go na wszelki wypadek wyczyścić i podmienić literki…

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.