Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

CeBIT chaos — czyli Max na tropie

Choas – zorganizowany, ale jakże w porywach piękny. Taki jest właśnie CeBIT, nie ukrywam, że całość jest ogromniejsza niż myślałem. Samo przejście się po jednej hali pozwala zrozumieć, że ilość stanowisk, prezentacji i rzeczy do zobaczenia przerasta możliwości każdego człowieka.

Pierwsze moje przejście po halach zaowocowało zgubieniem się i łzami rozpaczy. Gdyby nie miłe panie pomagające pewnie nigdy nie odnalazł bym reszty ekipy.
Ale to co widziałem przez te krótkie chwile, warte było zagubienia się gdzieś między stoiskami prosto z Chin, Tajwanu i Korei.

Na samym początku miałem przyjemność polatać, no prawie polatać, volocopterem, co rymuje się z velicelaptorem i wygląda równie niesamowicie. Ponoć udźwignie dorosłego mężczyznę, ale wolałem nie sprawdzać.

Potem, o mało co nie dałem się namówić aby podłożyć swojego Samsunga Galaxy Taba pod machinę wyżerającą ekran. Chłopaki z iShieldz obiecywali, że nic mu się nie stanie, ale wolałem sprawdzić to nie na swoim sprzęcie. Swoją droga – całkiem fajna zabawka z tej niszczącej machiny, a stojący tam jegomość czerpał dziwną satysfakcję z włączania jej co chwilę.

Widziałem też parę hologramów – acz z hologramami niewiele miało to do czynienia. Nawet wrażenia na mnie nie zrobiło.

Dużo większe wrażenie zrobiły na mnie natomiast stoiska z drukarkami 3D, które można było zobaczyć w akacji. Proces nakładania kolejnych warstw plastiku jest jakiś taki – hipnotyzujący. Można by oglądać i o oglądać i oglądać.

Na szczęście z letargu wyrwało mnie poruszenie na stoisku obok, gdzie pokazywano nowatorską technologię nakładania termo druku na obudowy iPada. No dobra, ani to nowatorskie, ani fajne… ooo… ale w sumie jak się przyjrzeć z blisko, to równie urzekające co drukowanie 3D, gdzie widać naocznie i naręcznie wręcz, jak takie rzeczy powstają. Coś, co nie zdarza się zbyt często.

Na koniec tego wpisu zamierzam pokazać wam najlepszy wynalazek ludzkości od czasów krojonego chleba z nutellą. Nie jest to nowość, bo miałem już przyjemność oglądać te krzesła w Internecie, ale oglądanie… panowie i panie, to trzeba w tym usiąść i puścić na maksa jakąs muzykę, by zakochać się natychmiastowo (polecam ich stronę gdzie dowiecie się więcej- http://www.sonicchair.de/) .

Niestety nie chciano mi, mimo wielu próśb, udostępnić pełnej ceny urządzonka, ale muszę je mieć. Nieważne nawet, że mi się nie zmieści w domu...

... a i gdybyście się zastanawiali, czemu nie ma więcej moich wpisów. Siedzę w SonicChairze ;)

 

sprzęt hobby

Komentarze

0 nowych
MeHowG   5 #1 05.03.2013 19:49

Chłopaki co to takiego jest "velicelaptor"? :) Czy chodziło może o welociraptora?

Shaki81 MODERATOR BLOGA  37 #2 05.03.2013 22:07

"Ponoć udźwignie dorosłego mężczyznę" - ciekawe czy mnie to też dotyczy:)

" a stojący tam jegomość czerpał dziwną satysfakcję z włączania jej" - a Ty byś takiej satysfakcji nie miał?

strzałeczka   5 #3 05.03.2013 22:23

Nie no ja czekam na więcej, przestań słuchać tej muzyki :)

okokok   12 #4 06.03.2013 00:39

"Potem, o mało co nie dałem się namówić aby podłożyć swojego Samsunga Galaxy Taba pod machinę wyżerającą ekran. Chłopaki z iShieldz obiecywali, że nic mu się nie stanie, ale wolałem sprawdzić to nie na swoim sprzęcie. Swoją droga – całkiem fajna zabawka z tej niszczącej machiny, a stojący tam jegomość czerpał dziwną satysfakcję z włączania jej co chwilę."

Maksiu, mógłbyś mi łopatologicznie wytłumaczyć co to robi? Szlifierka do tableta czy jak?

W_tym_temaciE   5 #5 06.03.2013 17:18

@okok
Chyba chodzi o chwilową dezaktywację części wyświetlacza.

MaXDemage   17 #6 06.03.2013 18:00

To coś rysowało ekran wyświetlacza... po prostu go rysowało... a potem chłopaki z iShieldz ściągali z ekranu folię ochronną i ekran był jak nowy. Szok!