GG: Sukces czy porażka?

Nowe GG udostępnione, oficjalna premiera za nami. Gdybym chciał zbić punkty wśród czytelników mógłbym zrobić to łatwo, tytułując niniejszy wpis choćby tak: Nowe GG: Miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle… Trudniej bronić GG – choć pomidor przez Internet nie doleci to mogłoby być ciężko, a do tego będzie, że mnie kupili. Fakt, na oficjalnej premierze bety byliśmy, choć nas tam nie kupili to kilka słów streszczenia z tego spotkania Wam się należy. O refleksjach tak tych pozytywnych jak i negatywnych za moment.

Prezentację poświęconą GG 11, wizji przyszłości, a także błędom i wypaczeniom poprowadził Tomasz Jażdżyński, prezes GG Network. Opowiadał o zwrocie w polityce związanej z komunikatorem po zakupie Gadu-Gadu przez spółkę Naspers. Wówczas to pojawiła się presja na „rozwój” co rozumiane było jako wrzucenie do garnka wszystkiego co możliwe.

ACTA: ciemny lud protestuje, a światły popiera?

Temat wprawdzie staje się już mocno oklepany, ale co tam... Nie jestem śliniącym się z wściekłości wrogiem ACTA, czytałem i nie chcę żeby była ratyfikowana. Zaznaczam jednak, że nie uzurpuję sobie prawa do sensownej interpretacji.

Umowy międzynarodowe interpretuje się laikom bardzo trudno. Zwykle mają one charakter dość ogólny i tak jest w dużej mierze z ACTA. Wyznacza ona pewne kierunki, również te niebezpieczne. Wiele tak naprawdę moim zdaniem po wejściu w życie takiej umowy zależałoby w przyszłości od aktów prawnych uszczegóławiających różne zagadnienia, a także od orzecznictwa i metod działania organów ścigania itd. Nie uważam, że ACTA musiałaby spowodować w naszym kraju fatalne następstwa, nie jestem jednak w stanie tego wykluczyć. Geneza ACTA, prace nad nią czy wyciekające naciski, wpływ przemysłu amerykańskiego przy braku jakiegokolwiek udziału europejskiego, dziwactwa związane z działaniami typu "tajne/poufne" w przypadku gdy nie negocjowano sytemu obrony przeciwrakietowej zniechęca samo w sobie. To wszystko jednak oklepane prawdy (bądź nieprawdy), naszła mnie jednak pewna refleksja.

Patenty patentami, a zegar tyka...

News na temat wojen patentowych Google'a i Apple'a wywołał burzę komentarzy, krytykowana była autorka – Ania i cała redakcja za stronnicze podejście, ślepą miłość do ogryzka itd… News ten, a może bardziej komentarze, skłoniły mnie do kilku refleksji. Jak to jest z tymi strasznymi patentami? Czy są złe? Czy źli są Ci którzy patentują i wojują? Może źli są Ci, którzy naruszają patenty?

W świetle polskiego prawa (zainteresowanych odsyłam do Dz. U. z 2003 r. Nr 119, poz. 1117 z późn. zm.), które nie odbiega w tym zakresie specjalnie od innych, patenty udzielane są na wynalazki, które są nowe, posiadają „poziom wynalazczy” i nadają się do przemysłowego stosowania. Wynalazek jest nowy jeśli nie jest on częścią stanu techniki. Przez stan techniki natomiast rozumie się wszystko to co przed datą, wg której ustala się pierwszeństwo do uzyskania patentu, zostało udostępnione do wiadomości powszechnej w formie pisemnego lub ustnego opisu, przez stosowanie lub ujawnienie w inny sposób.