r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Circadia 1.0: początek ery komputerów wszywalnych?

Strona główna AktualnościSPRZĘT

Urządzenia mobilne to już codzienność, w której kolejne innowacje sprowadzają się do dodawania kolejnych rdzeni procesora, skanera linii papilarnych czy zakrzywionego wyświetlacza. Hitem wśród awangardowych geeków stają się urządzenia noszone, wearables, od zegarkopodobnych smartwatchy po futurystyczne Google Glasses i im podobne okulary AR innych producentów. Na horyzoncie widać już jednak pierwsze zwiastuny kolejnej generacji sprzętu komputerowego, który stać się ma integralną częścią naszych mięsnych ciał.

Projekty tego typu podejmowano od lat – słynny brytyjski cybernetyk, prof. Kevin Warwick, posunął się nawet do wszczepienia sobie i swojej żonie interfejsów, umożliwiających bezpośrednie przesyłanie sygnałów pomiędzy ich systemami nerwowymi, zaś australijski artysta Stelarc, przekonany że ludzkie ciało jest przestarzałe, wszczepiał w mięśnie elektryczne stymulatory podłączone do zewnętrznego kontrolera (by odegrać rolę sterowanej przez Internet marionetki), a nawet zamontował sobie trzecią rękę.

To wszystko to wciąż tylko eksperymenty z pogranicza nauki, sztuki i techniki. Czy możliwe jest, by kiedykolwiek taka łączona z ciałem elektronika trafiła na rynek w inny sposób, niż jako implanty dla inwalidów? Niemiecki haker Tim Cannon, szef założonej w zeszłym roku firmy Grindhouse Wetware, przekonany jest, że czas na to jest już bliski. Stojąc na czele zespołu, który postawił sobie za cel wspomaganie ludzkości za pomocą bezpiecznej, przystępnej, opensource'owej technologii, przygotowuje sprzęt i oprogramowanie, które już dziś może zostać wykorzystane przez hobbystów do ulepszenia siebie.

Transhumaniści mówią o takich ulepszeniach od lat, przekonani że umożliwią je w dalszej przyszłości przełomy w dziedzinie nanotechnologii czy syntetycznej biologii, tymczasem ludzie Cannona pokazują, że konkretne rezultaty można osiągnąć już teraz, dzięki wiedzy z zakresu anatomii, elektrotechniki i programowania. Ich pierwszy produkt to Circadia 1.0, podskórny implant, który na razie służy do gromadzenia rozmaitych danych biometrycznych i przekazywania ich na żywo przez Bluetooth do pracujących pod kontrolą Androida urządzeń. Całe oprogramowanie udostępnione jest na wolnej licencji, a użytkownicy mogą dowolnie wykorzystywać pozyskane informacje.

Circadia wciąż wygląda dość ekstremalnie – obiekt rozmiarów małej paczki papierosów slim, z trzema diodami LED informującymi o statusie pracy urządzenia, ze zintegrowaną baterią ładowaną bezprzewodowo adresowany jest raczej do członków sceny body modification, niż zwykłego Kowalskiego. W większości krajów świata nie znajdziemy zresztą nawet zbyt łatwo chirurga, który by Circadię wszczepił w ciało (prawo zakazuje implantacji urządzeń, które nie zostały certyfikowane przez odpowiednie urzędy). Tak więc Cannon, aby zostać świnką morską dla własnych eksperymentów, sięgnął po pomoc innego pioniera w dziedzinie modyfikacji ciała, Steve'a Hawortha. Artysta ten, korzystając z samodzielnie zrobionych narzędzi, bez znieczulenia, umieścił implant pod skórą przedramienia Cannona.

Przygotowanie działającej wersji Circadii zająć miało półtora roku, a jeszcze przed końcem 2013 pojawić się ma wersja do masowej produkcji. Zapowiadana cena nie jest niska – około 500 dolarów, do tego trzeba doliczyć koszt procedury implantacji (około 200 dolarów), ale sądząc po reakcjach sympatyków transhumanizmu, trochę chętnych na wszczepienie sobie Circadii powinno się znaleźć.

W takim hakowaniu ciała za pomocą dziś dostępnych technologii, Cannon widzi sposób nie tylko na zwiększenie wydajności, ale też ostatecznie przekroczenie ograniczeń biologii, wyzwolenie się z genetycznego dziedzictwa, a w przyszłości także wyjście spod kontroli instytucji, powołanych do kontroli tego ciała. Widać że haker zapoznał się z pismami francuskiego filozofa Michela Foucaulta, który przecież już w latach 70 mówił o śmierci człowieka i kontroli, jaką poprzez biopolitykę władza sprawować ma nad ciałem, regulując to, co można, i czego nie można z nim robić. Przekonany jest on bowiem, że jeśli już teraz niezależni hakerzy nie zaczną eksperymentów w tej dziedzinie, to w przyszłości, gdy zarówno ciała jak i cyberimplanty znajdą się w w obszarze zainteresowań korporacji, będzie już na to za późno – jakikolwiek niezależny rozwój zostanie zablokowany przez system patentowy, tak jak jest to dziś w branży mobilnej.

r   e   k   l   a   m   a
© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.