r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Coraz mniej filmów i seriali na Netfliksie. Konkurencja zaszkodziła konsumentom?

Strona główna AktualnościINTERNET

Największe zagrożenie dla Netfliksa to wcale nie piractwo. Opublikowana przez serwis Allflicks analiza filmoteki tego najpopularniejszego legalnie działającego streamingu na świecie sugeruje, że największe zagrożenie stanowią dotychczasowi partnerzy, stara gwardia producentów treści. Coraz częściej wycofują oni z Netfliksa swoje filmy i seriale, coraz rzadziej chcą dostarczać nowe. Czy przyjdzie czas, że Netfliksowi pozostanie polegać tylko na własnych produkcjach – i czy to wystarczy?

Wygodny dostęp do wszystkiego co w menu, bez jakiegokolwiek ryzyka prawnego, za stałą opłatą z góry, musiał się spodobać klientom. Przełom, jaki internetowe usługi wideo stanowiły wobec kablówek i kanałów satelitarnych, oferujących jedynie ograniczony do wybranych stacji zbiór programów, filmów i seriali, miał doprowadzić do konsolidacji rynku. Netflix jako uniwersalna platforma streamingowa miał zaoferować miejsce dla produkcji z całego świata, na czele oczywiście z wielkimi studiami z Hollywood. Jednak wiele wskazuje na to, że powtórzy się sytuacja z rynku cyfrowych platform satelitarnych. Jedyną uniwersalną platformą pozostanie BitTorrent i pirackie streamingi.

Z przedstawionych przez AllFlicks.com danych wynika, że w ciągu nieco ponad dwóch lat, oferowany w USA katalog Netfliksa (czyli najbardziej rozbudowany względem tego, co serwis oferuje w innych krajach), skurczył się o niemal jedną trzecią. W styczniu 2014 roku znaleźć w nim można było 6494 filmy i 1609 seriali. 23 marca 2016 roku zostało już tylko 4335 filmów i 1197 seriali.

r   e   k   l   a   m   a

Powód jest prosty – konkurencyjne platformy, na czele z Amazon Prime i Hulu, walczą o prawa do wyłączności na streaming poszczególnych tytułów, nie zamierzają też dzielić się z konkurentami swoimi oryginalnymi produkcjami. Doprowadzić ma to do wzrostu cen praw do streamingu, które mogą przełożyć się na wzrost cen dla klientów, a także skazanie wielu z nich na konieczność subskrybowania dwóch i więcej usług. Netflix ma przecież swoje Orange is the New Black czy House of Cards, ale Amazon ma The Man in the High Castle, za chwilę na platformie Jeffa Bezosa pojawi się nowy show motoryzacyjny z samym Jeremym Clarksonem – i możecie być pewni, że na Netfliksie nigdy go nie zobaczycie.

W tej sytuacji można być pewnym, że rynek legalnie działających VoD-ów będzie zamieniał się w izolowane getta – serwisy będą stawiały coraz bardziej na własne produkcje na wyłączność, licząc na to, że uwiążą nimi do siebie klientów, rezygnując nawet z treści, które są powszechnie dostępne. W zeszłym roku Netflix zrezygnował z praw do streamingu znakomitego Wilka z Wall Street, filmu dostępnego na większości innych platform cyfrowych – co mu po filmie, który ma też konkurencja? Ta zresztą nie śpi. Gdy Dr Who zniknął z Netfliksa, natychmiast sięgnął po niego Amazon.

Co więcej, na rynek ten zamierzają wchodzić kolejni gracze, w tym tradycyjne telewizje. Niedawno CBS ogłosił, że nowy Star Trek będzie dostępny tylko przez jego usługę CBS All-Access. Miesięczny abonament to jedyne 6 dolarów. HBO też swoje najlepsze produkcje woli zachować dla swojej platformy HBO GO. W ten sposób nieszczęsny fan filmów i seriali, którego ulubione produkcje rozrzucone są po kilku różnych platformach internetowej telewizji, będzie musiał płacić nierzadko i kilkadziesiąt dolarów miesięcznie za przywilej oglądania wszystkiego „legalnie” – albo pomyśli o płatnej w bitcoinach pirackiej konkurencji, która oferuje wygodny dostęp do seriali i filmów za ułamek tej kwoty.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.