r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Cortanagate: fani Windows Phone sfrustrowani planami wydania asystentki Microsoftu na iOS-a i Androida

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Śmiała polityka nowego szefa Microsoftu okazała się najwyraźniej zbyt śmiałą dla wielu fanów giganta z Redmond. Zadeklarowanie przez Marcusa Asha, menedżera projektu Cortana – cyfrowej asystentki dla urządzeń mobilnych – planów udostępnienia jej także na systemach konkurencji, Androidzie i iOS-ie, wywołało oburzenie w społeczności niszowego wciąż Windows Phone.

Do tej pory nie było słychać większych głosów sprzeciwu wobec zadeklarowanej po objęciu władzy w Microsofcie przez Satyę Nadellę polityki po pierwsze chmura, po pierwsze urządzenia mobilne. Wydanie pakietu Office na iPada okazało się wielkim sukcesem, mimo że przecież w ostatnich miesiącach panowania Steve'a Ballmera Microsoft wyszydzał tablety Apple'a jako zabawki – gdyż nie można było na nich pracować (a przez pracę rozumiano korzystanie z Microsoft Office). Nadella, człowiek, który stał od początku za chmurowymi usługami Microsoftu, dał się w ten sposób poznać jako przywódca relatywnie neutralny technicznie, zainteresowany przywróceniem roli swojej firmy jako producenta oprogramowania, z którego korzysta możliwie największa grupa użytkowników.

Gdy jednak Marcus Ash zadeklarował możliwość przeniesienia cyfrowej asystentki Cortana z Windows Phone na iOS-a i Androida, gdzie miałaby konkurować z Siri i Google Now, reakcja użytkowników mobilnego systemu Microsoftu na jego słowa okazała się niezbyt przychylna. Na łamach forum serwisu WPcentral pojawiły się opinie, w których porównywano udostępnienie Cortany na inne systemy operacyjne do otwarcia puszki Pandory, oceniano ten plan jako wyraz obojętności Microsoftu wobec losów swojego mobilnego systemu, a nawet oskarżano Redmond o próbę popsucia tego wszystkiego, co Nokia zrobiła dla Windows Phone. Emocje sięgnęły takiego poziomu, że ukuto nawet nazwę własną dla tej „afery” – Cortanagate.

r   e   k   l   a   m   a

Frustrację użytkowników Windows Phone tą deklaracją łatwo zrozumieć. O ile na niektórych rynkach (w tym polskim), Windows Phone cieszy się względną popularnością (przynajmniej sądząc po aktywności posiadaczy telefonów z tym systemem na forach dyskusyjnych), to na kluczowym dla Microsoftu rynku amerykańskim Windows Phone praktycznie nie istnieje. Najlepsze dostępne modele telefonów z tym systemem ustępują technicznie flagowcom Apple'a i producentów sprzętu z Androidem, a wybór aplikacji w Windows Store (co nawet przyznają fani systemu komentujący na łamach WPcentral) jest daleko gorszy, niż to, co oferują konkurencyjne platformy. Jeśli teraz Microsoft wprowadziłby na iOS-a i Androida jedno z nielicznych ciekawych rozwiązań software'owych, unikalnych dotąd dla Windows Phone, to czym można by było przechwalać się przed zadowolonymi z siebie posiadaczami iPhone'ów 5S?

Marcus Ash próbował ratować trochę sytuację na Twitterze, ogłaszając, że Cortana na urządzeniach innych niż te działające pod kontrolą Windows Phone to dopiero sprawa przyszłości, i raczej kwestia przemyśleń niż planów, poza tym zaś nawet jeśli do tej przyszłości dojdzie, to Cortana będzie najlepiej działała właśnie na urządzeniach z Windows Phone, ale dysonans pozostał. Bez względu na to, ile razy nie użyje się hashtagu #WindowsPhone w informacjach o pracach nad Cortaną, nie może to przesłonić wiodącego sloganu firmy – który dla fanów mobilnych kafelków nie jest najwyraźniej taki dobry.

Wina tu bowiem spada na sam slogan Satyi Nadelli, równie dźwięczny, co niedorzeczny. Nie można jednocześnie stawiać i chmury usług internetowych i urządzeń mobilnych na pierwszym miejscu. Coś musi przeważać. To tak, jakby w kodeksie drogowym znaleźć informację, że najważniejsze na skrzyżowaniu są znaki i najważniejsza na skrzyżowaniu jest sygnalizacja świetlna. Strategie biznesowe, wiążące usługę z konkretnym sprzętem stoją w jawnej opozycji do strategii rozwoju chmury, która z konieczności jest strukturą heterogeniczną, dostępną dla wszelkiej maści urządzeń, bez względu na to, kto je wyprodukował. Wyobraźmy sobie oto, jak wyglądałyby rynkowe szanse wyszukiwarki Bing, gdyby Microsoft ogłosił, że Bing najlepiej działa w Internet Explorerze, a w innych przeglądarkach działa tak sobie.

Wydaje się, że fani Windows Phone pragnęliby, by Microsoft poszedł drogą Apple, budując zamknięty świat unikalnych usług i aplikacji, „przyszytych” do konkretnego urządzenia. Jak pokazują wyniki finansowe Cupertino, nie jest to zła droga, ale pozostaje pytanie, w jakim stopniu Microsoft potrafiłby być drugim Apple. Nie można bowiem zapomnieć, że jest też inna firma, która długo budowała taki zamknięty świat unikalnych usług i aplikacji – a nazywa się ona BlackBerry, i podobno jej udział na rynku amerykańskim na początku 2014 roku wyniósł zero procent. Ścieżka Google, polegająca na wciskaniu swoich rozwiązań wszędzie tam, gdzie to tylko możliwe, jest może mniej prestiżowa, ale przynajmniej nie grozi, że skończy się jak właśnie BlackBerry.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.