r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Curata Reader już działa, czym jeszcze można zastąpić Google Readera?

Strona główna Aktualności

Koniec Google Readera coraz bliżej. Do listy alternatyw dołączył dziś czytnik Curata, zaprojektowany przez specjalizującą się w prezentacji danych firmę o tej samej nazwie. Do Curata Readera można zalogować się za pomocą konta Google lub osobnego konta w serwisie, dane z Google Readera można przenieść za pomocą mechanizmu Takeout.

Cechą charakterystyczną Curata Readera jest skupienie się na treści strumienia, prezentowanej bez kolorowych dodatków. Dla każdego źródła osobno można ustawić sposób wyświetlania (nagłówek, pierwszy akapit, pełny tekst jeśli dostępny) oraz, co ciekawe, można wyfiltrować materiały zawierające pewne słowa lub zwroty. Curata może również uczyć się na podstawie zachowania każdego użytkownika, ale na razie nie jest jasne, jaki będzie efekt.

Curata Reader niektórym wyda się jednak niepraktyczny, gdyż nie oznacza artykułów jako przeczytane i nie informuje, ile jeszcze nieprzeczytanych zostało. Na razie brak także aplikacji mobilnych.

r   e   k   l   a   m   a

W komentarzach do poprzedniego felietonu kilka osób polecało czytnik InoReader, udostępniony publicznie w kwietniu. Jego twórca mocno inspirował się Google Readerem, ale dodał też sporo własnych udogodnień. InoReader może automatycznie pobrać dane z Google Readera, ponadto można go zintegrować z Facebookiem, Pocketem i Instapaperem oraz skorzystać z dodatku dla Chrome.

Artykuły można oznaczyć do przeczytania później, dodać do nich komentarz oraz udostępnić dalej — serwis ma też element społecznościowy i można na nim stworzyć swój profil oraz własny kanał z wybranymi informacjami. Jeśli znajdziemy tu znajomych, możemy obserwować także ich kanały. Co więcej, InoReader prezentuje też statystyki czytania. Do dyspozycji mamy także wyszukiwarkę i kilka „skórek”. InoReader nie doczekał się aplikacji mobilnej, ale nie powinien sprawiać problemów w przeglądarce na telefonie czy tablecie.

Godnym polecenia produktem jest otwartoźródłowy Commafeed. Jego niewątpliwą zaletą jest polski interfejs, aplikacja zachęca czytelnością i prostotą obsługi. Miłośnicy modyfikacji mogą również stworzyć dla niego własny styl CSS.

Mamy tu do dyspozycji wyszukiwarkę oraz dwa widoki artykułów — tylko nagłówki i rozwinięte — przy czym w tym drugim artykuły przewinięte oznaczane są automatycznie jako przeczytane. Import danych z Google Readera jest automatyczny i przebiega całkowicie bezproblemowo. W profilu znajdziemy możliwość wygenerowania klucza API dla zewnętrznych aplikacji, są więc możliwości dalszej rozbudowy. Artykuły możemy łatwo udostępnić na Facebooku, Twitterze, Google+, zapisać na Pocket oraz Instapaper.

Ostatnim z przetestowanych przeze mnie ostatnio czytników jest czeski Skimr — wynalazek na pierwszy rzut oka dość dziwny, ale praktyczny, jeśli zależy nam na czasie i szybkim przeglądaniu nagłówków. Co ciekawe, nie trzeba logować się do usługi, aby czytać jeden z kilkunastu popularnych serwisów technologicznych. Po założeniu konta dane z dowolnej usługi można zaimportować z pliku OPML, można dodać własne źródło artykułów, strumienie można układać w katalogach, można również zdać się na twórców aplikacji i wybrać coś z wcześniej przygotowanej kolekcji.

Nie znajdziemy tu żadnych udogodnień — jest tylko lista, którą możemy przewijać, i jeśli strumień na to pozwala, możemy włączyć widok załączonych grafik. Artykuł, który zdecydujemy się przeczytać, zostanie otwarty w przeglądarce, a na stronie Skimra wyszarzony. Na tym funkcje czytnika się kończą. W planie są aplikacje dla iOS i Androida.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.