r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Czy zapłacisz, by spojrzeć na życie czyimiś oczami, jeśli nie będzie w tym perwersji?

Strona główna AktualnościINTERNET

Gracze od dawna już zastanawiają się, jak to będzie kiedyś faktycznie wcielić się w jakąś postać z gry, dzięki zaawansowanym systemom odczytywania ruchu i goglom VR. Ale gdyby tak nie czekać i już teraz wesprzeć system umożliwiający przejęcie kontroli nad zdalnie sterowaną postacią? W dodatku nie wirtualną, a najprawdziwszym człowiekiem? Twórcy systemu Omnipresenz wierzą, że przyciągną do niego chcących czynić dobro.

Przedsięwzięcie, szukające obecnie wsparcia finansowego w ramach popularnego crowd fundingu, przedstawiane jest w samych różowych barwach. Ogólnie pomysł polega oto na zachęcaniu ludzi do ruszania w świat z kaskiem wyposażonym w kamerkę, która na żywo przekazuje do sieci obraz z perspektywy pierwszej osoby. Mają oni za zadanie wykonywać misje zlecone przez widzów z Internetu, za co zwyczajnie dostawać będą od nich pieniądze. Teoretycznie chodzi o propagowanie empatii oraz wymierne nagradzanie dobrych uczynków (np. pomaganie żebrakom +10 dolarów), a przy okazji zwiedzanie odległych zakątków globu bez potrzeby udawania się w nie osobiście, czyli tanie, niemal-realne krajoznawstwo. Wiadomo jednak jak to będzie...

Omnipresenz wydaje się zwyczajnie rajem dla podglądaczy, którym nie wystarczą już programy na żywo z wyginającymi się przed kamerkami internetowymi pięknościami, odsłaniającymi wdzięki w zamian za doładowania telefoniczne. Dosłowne wejście do czyjejś głowy, nie tylko z całkowitym wglądem w zastaną sytuację, ale też z dźwiękiem z mikrofonu oraz stałym kontaktem z żywym pionkiem, wykonującym odpłatnie polecenia, pewnie niejednego rozpali. Organizatorzy zbiórki zapewniają, że dbać będą o poziom emitowanych do sieci przeżyć, ale tak naprawdę jeśli projekt wyjdzie poza fazę testową, a więc w początkach wyłącznie z twórcami w roli postaci, po czym trafi szerzej do ludzi, charytatywność zejdzie na dalszy plan. Szczególnie niepokojące jest chowanie platformy do zarabiania (systemu chatów i strumieni live na bazie technologii HTML5) za pięknymi wizerunkami uśmiechniętych ludzi, integrujących się niby ze społeczeństwem. Główne motywatory do wsparcia zbiórki? Kilka darmowych godzin z tak zwanym awatarem, z romantyczną kolacją włącznie. Tylko 100 euro za panią lub pana do towarzystwa...

r   e   k   l   a   m   a

Może twórcy naiwnie (ale chyba tylko w stosunku do mediów) wychodzą z założenia, że uda się projekt przepchnąć jako platformę użyteczności publicznej, ponieważ ostatecznie o tym, czy jakaś czynność zostanie wykonana, decyduje osoba robiąca za bohatera. Nie jest trudno sobie niemniej wyobrazić, że wraz ze wzrostem stawki za dane zachowanie topnieć będzie lód niechęci do niej. Pewnie nikt w GTA na żywo bawić się nie zdecyduje, lecz demonstrowanie ciała za pieniądze? Nawet Amy Holden Jones pewnie nie wyobrażała sobie takich Niemoralnych propozycji, ale czego to ludzie w sieci nie robią... Co chyba jasne, faktyczne zamknięcie się na treści gorszące, czyli cenzurowanie sygnału, automatycznie skaże platformę na śmierć. Zwyczajność się po prostu nie sprzedaje, więc ze strumieniowania swojego prostego, dobrego życia nikt sobie zawodu nie zrobi.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.