r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

DaRMozjady

Strona główna Aktualności

Kto z Państwa słucha muzyki w formacie MP3, proszę podnieść przycisk i nacisnąć rękę. Dziękuję. Kto z Państwa w ostatnim miesiącu kupił płytę CD? Głosowania nie będzie, bo to vortal promujący wyłącznie legalne praktyki.

Nie twierdzę, że Czytelnicy to piraci, hipokryci czy złodzieje, nic z tych rzeczy. Chcę nawet napisać, że część z Państwa rozumiem. Przynajmniej jeśli chodzi o muzykę, bo sam jako klient czuję się oszukany. Z pewnością Czytelnikom bliski jest temat "zabezpieczeń" na płytach Sony-BMG, o którym pisaliśmy kilkukrotnie. Dla tych z Państwa, którzy nie wiedzą lub nie pamiętają - krótkie przypomnienie.

Jesienią ubiegłego roku Mark Russinovich opublikował na swoim blogu informację o oprogramowaniu dostarczanym na niektórych płytach audio Sony. Oprogramowanie to udostępniało szereg mechanizmów ochrony danych przed nielegalnym kopiowaniem. To zabezpieczenie znane jako Digital Rights Management działało na kilku płaszczyznach: pasywnego zabezpieczenia treści (wykorzystującego różnice między działaniem napędów CD w komputerach i stacjonarnych odtwarzaczy) oraz aktywnego zabezpieczenia przy pomocy aplikacji dla systemu Windows. Wszystkie te zabezpieczenia mają w założeniu chronić interesy firmy. Przynajmniej wydaje mi się, że takie było rozumowanie Sony. Specjalne tłoczenie płyty tak, by oszukać komputery to nic nowego.

Samo oprogramowanie jednak to już "perełka". Instalowało się bez wiedzy użytkownika w systemie i kamuflowało tak, by odnalezienie było niezwykle trudne a próby usunięcia obfitowały w niespodzianki takie jak np. znikający napęd CD-ROM. Sprytne oprogramowanie, prawda? Czy takie "aktywne zabezpieczenie" nie przywodzi Państwu na myśl technik znanych ze spyware? Ależ oczywiście! Analiza oprogramowania znanego jako XCP oraz innego, podobnego systemu, którym nie tylko Sony raczyło użytkowników - MediaMax - wykazała, że oprogramowanie to w istocie jest szpiegunem. Oczywiście wbrew oficjalnym komunikatom Sony i producentów oprogramowania "zabezpieczającego" (First4Internet oraz SunnComm).

Dołączone na płycie oprogramowanie instalowało się korzystając z funkcjonalności Autostart systemu Windows. Wbrew prawu obowiązującemu w Stanach Zjednoczonych (gdzie znalazła się większość tak zabezpieczonych płyt) użytkownik "wzbogacał się" o nową aplikację bez wyraźnej zgody lub woli z jego strony. Przeważnie zgodą taką jest zatwierdzenie umowy licencyjnej, EULA. W przypadku aplikacji MediaMax pojawiała się ona, ale dopiero po automatycznej instalacji oprogramowania. Sama umowa oczywiście nawet nie wspomina o szpiegowaniu użytkownika. Brak potwierdzenia umowy nie usuwa aplikacji i dodatkowo owocuje wysunięciem tacki z płytą. Instalowane oprogramowanie uniemożliwia zgranie płyty do MP3 czy dowolnego innego formatu, gdyż monitoruje listę procesów systemu i gdy natrafi na program mogący dokonać zrzutu - reaguje. Do odtwarzania i kompresji audio można wykorzystać wyłącznie załączony program - brzydki i niezbyt przyjazny w użytkowaniu - który pozwala na wykonanie trzech kopii płyty (kopii nie można powielać - są zabezpieczone w analogiczny sposób, tyle że z całkowitym ograniczeniem możliwości duplikowania) a przy zgrywaniu do pliku opatruje muzykę certyfikatem DRM. Gdzie tu miejsce na szpiegowanie? Dołączony odtwarzacz komunikuje się z serwerem (zależnie od oprogramowania connected.sonymusic.com lub license.sunncomm2.com) w celu pobrania reklamy wyświetlanej użytkownikowi. Zapytanie opatrzone jest informacją o płycie i utworze odgrywanym, umożliwia zatem powiązanie adresu IP, utworu i daty odsłuchania w celu stworzenia bazy zachowań użytkownika i dobór reklam.

Ktoś mógłby powiedzieć, że użytkownik Windows sam jest sobie winien, ale to nie jedyny wymierzony przeciw klientowi proceder z którym niestety dane mi było się zetknąć. W Polsce według zapewnień wytwórni nie ma miejsca haniebny (czy też zdaniem wytwórni - niegroźny) proceder instalowania XCP, ale praktykowana jest automatyczna reinstalacja sterowników ACPI po włożeniu do napędu płyty, np. Ciara - Goodies zakupionej przeze mnie całkiem niedawno. Porównałem pliki z dostępnymi oficjalnie binariami i są identyczne, "bezpieczne". Można powiedzieć, że BMG wyświadczyło mi przysługę. Szkoda tylko, że nadpisano mi niestandardowe sterowniki ACPI, które miałem w systemie. Trudno. To co mnie tak naprawdę zastanawia to niewielka tabelka na odwrocie opakowania, z której można wyczytać:

CD Audio Home - Compatible; Others - < 100% Compatible; PC, min. Win 95/64MB RAM, Pentium II 233 - Compatible; Mac - Not Compatible; Others - Not Compatible.

r   e   k   l   a   m   a

Widnieje tam również adres do strony BMG poświęconej piractwu na której stoi napisane:

BMG jest (...) zobligowane do ochrony przyszłych publikacji poprzez wdrażanie systemu przeciwdziałania nielegalnemu kopiowaniu. (...) Jest to kradzież własności intelektualnej muzyków, autorów i kompozytorów. (...) W takiej sytuacji BMG wprowadzi rozwiązania techniczne przeciwdziałające kopiowaniu mediów cyfrowych, podobne do tych, jakie od dłuższego czasu stosuje się np. przy oprogramowaniu, grach video, czy DVD.

Iście dantejski obraz się maluje po tej lekturze. Wreszcie rozumiem, że wydawcom nie zależy na prawach klientów, zależy im wyłącznie na pieniądzach! Nie, nie jestem dziwakiem, który postuluje, by wszystko było za darmo, ale CD-DRM o którym piszę w żaden sposób wydawcom nie pomaga. W ogóle cała ta sytuacja jest chora, bo opisane zabezpieczenie nie chroni przed wypłynięciem muzyki do Internetu. Paczki z MP3 pojawiają się w sieciach P2P z chwilą premiery, czasem i przed nią (przecież pracownicy sklepów muszą mieć dostęp do płyt zanim ktoś je kupi, choćby po to, by ułożyć je na półkach sklepowych). Masowy proceder nielegalnego rozpowszechniania muzyki wcale dzięki zaimplementowanemu systemowi nie ucierpi, straci natomiast klient, który legalnie nabył muzykę i teraz nie może jej odsłuchać w swoim iBooku albo iPodzie. Co więcej - jest to jawne zachęcanie do zakupu muzyki w formie elektronicznej z legalnych źródeł (w tym wypadku ze sklepów online Sony), które ogranicza dochód firm tłoczących płyty. Firm które pewnie nawet nie wiedzą, że powielają muzykę w sposób, który potencjalnie może ich kieszeń uszczuplić.

Jeśli ktoś z Państwa myślał, że to wszystko, muszę niestety rozczarować - takie praktyki są też niezgodne z prawem. W USA obowiązuje zasada Fair Use - możliwość kopiowania muzyki na własny użytek pod kilkoma warunkami. Kopie muszą być sporządzone dla siebie lub osoby bliskiej, w ilościach, które nie zagrażają interesom twórców. Obostrzeń jest jeszcze kilka a każda sprawa o nadużycie, która trafia do sądu jest rozpatrywana indywidualnie. Można jednak swobodnie założyć, że wykonanie kopii płyty CD do samochodu i domku na wsi oraz zgranie do MP3 by posłuchać w czasie przebieżki po parku jest jak najbardziej ok. Podobne prawo funkcjonuje w Polsce, jego wykładnia jest jednak mętna (a co u nas jest jasne?) a świadomość konsumentów na temat jego istnienia znikoma. Kiedyś sądziłem, że nie wolono mi nawet zgrać Cichosza Grzegorza Turnaua do MP3 na komputerze mamy.

A skoro o płycie Grzegorza mowa - kupiłem ostatnio Turnau w "Trójce" i uderzyła mnie pewna rzecz - hologram ZAiKSu znajdował się na folii chroniącej opakowanie a nie na pudełku. Gdybym był właścicielem zakładu fryzjerskiego miałbym poważny problem, czy kupić tą płytę, bo jak udowodnię jej legalne pochodzenie bez hologramu? Zakładam oczywiście, że bycie legalnym interesuje mnie, bo płacę zarówno ZAiKSowi jak i STOARTowi za prawo do słuchania radia i odtwarzania muzyki z CD w celu poprawy jakości usług w moim zakładzie. Bo gdyby Państwo mieli wątpliwości - możliwość słuchania radia w zakładzie fryzjerskim jest nie lada luksusem i wymaga opłacenia abonamentu RTV, składki dla STOARTu chroniącego prawa artystów wykonawców i ZAiKSu, który chroni prawa autorów. Szkoda, że nie płacimy składki na Rzecznika Ochrony Praw Konsumenta, bo może wtedy ktoś zająłby się naszymi prawami.

Ta nalepka to drugi biegun innej radosnej praktyki - oblepiania okładek beznadziejnymi stickerami. Kupiłem przed kilkoma tygodniami płytę The Pussycat Dolls - PCD i muszę się pochwalić, że wymagało to nielada skupienia i wyostrzenia zmysłów technikami przekazywanymi wyłącznie szeptem przez Chucka Norrisa. Łatwiej chyba znaleźć tą płytę po zapachu niż na podstawie okładki, bo ta jest uroczo zasłonięta nalepkami. Czego tam nie ma! Można się dowiedzieć jakie hity znajdują się wewnątrz, że płytę poleca 4Fun.tv, Radio ESKA i że płyta ma ludzką cenę. Oczywiście do tego hologram i cenówka. Niestety nalepka z adresem WWW Universal Music Polska znajduje się na odwrocie, pewien jednak jestem, że to przeoczenie.

Co w tym złego? Cena wcale nie jest ludzka, bo 40zł za płytę z wkładką bez tekstów, na marnej jakości papierze i za opakowanie, które nie było ofoliowane i przez to jest całe porysowane to zdecydowanie za dużo. Pewnie zdaniem producenta to nie cena jest zbyt wysoka, tylko ja za mało zarabiam (halo, redaktorze naczelny!?) - jeśli tak to polecam zejść na ziemię albo nadal błądzić z głową w chmurach i przekwalifikować się. Najlepiej na sprzedawcę bananów w Afryce Równikowej - zbyt wśród szympansów powinien być olbrzymi. Nalepka z logiem radia lub telewizji to kolejna wielka enigma, bo przepraszam, ale nie rozumiem po co ona tam jest. Jeśli ma mnie zachęcić, to odnosi skutek odwrotny do zamierzonego. Ale chyba nie o to chodzi. Żyjemy w czasach, kiedy liczą się pieniądze - co do tego chyba nikt nie ma już wątpliwości. Jeśli logo radia ma na celu zwiększyć atrakcyjność płyty, to chyba czas zmienić ludzi odpowiedzialnych za marketing, którzy płacą za możliwość wykorzystania logotypu rozgłośni. Ceny płyt są dla większości z nas zaporowe, więc jeśli już decyduję sie kupić jakąś, to nie dlatego, że poleca ją ktoś lub coś na pomarańczowej nalepce a dlatego, że słyszałem ją już i zachwyciła mnie lub czytałem skrajnie pozytywną recenzję w wiarygodnym periodyku. Jeśli jednak faktycznie większość dochodów przemysłu fonograficznego w Polsce pochodzi z nieplanowanych, spontanicznych zakupów ("O, Moje Ulubione Radio poleca tą płytę - biorę!"; "Fajna żółta nalepka, biorę trzy") to najwyższa pora zastanowić się, dlaczego rynek w Polsce jest taki chory. Jeśli nie jest tak (w co naprawdę chcę wierzyć) - o zmianie marketerów już pisałem. Istnieje wszak i druga opcja - mamy do czynienia z handlem wymiennym i radio promuje "dobrą" muzykę w zamian za promującą radio nalepkę. O etycznym aspekcie takiego procederu chyba nie muszę pisać, bo dla mnie jest to takie samo kłamstwo jak artykuł sponsorowany, przy którym nie ma wyraźniej informacji o jego charakterze. I pewnie nie przeszkadzałyby mi te nalepki, gdyby nie to, że są przymocowane zjadliwym klejem, który pozostaje na pudełku i to, że hologram nalepiono częściowo na tej paskudnej nalepce informującej o (tfu!) ludzkiej cenie.

Wracając jednak do DRM, wiąże się z tym skrótem wyraz cynizmu stosujących go firm. DRM znaczy mniej więcej tyle co System Zarządzania Prawami do Danych Cyfrowych (Digital Rights Management). Ciężko nie zauważyć, że DRM nie zapewnia nam żadnych praw (choćby i wspomnianego Fair Use) a nakłada na nas malownicze ograniczenia. Czy zastąpienie słowa "prawo" słowem "obostrzenie" (Digital Restrictions Management) nie byłoby bliższe prawdzie? Nie jestem przeciwnikiem DRM, nie jestem anarchistą, który uważa, że każdy powinien mieć prawo do wszystkiego. Ba! Na pewne luksusowe dobra mnie nie będzie nigdy stać i nie zamierzam z tego powodu uciekać się do kradzieży. Tylko czy słuchanie muzyki jest luksusem? DRM powinien być stosowany jako pomoc w egzekwowaniu istniejącego prawa a nie tworzeniu nowego i wymuszaniu żenujących restrykcji, które nie są z prawem zgodne. Jeśli odpowiedzialni za przemysł fonograficzny zastanawiają się dlaczego istnieje proceder nielegalnego kopiowania muzyki, odpowiadam: dlatego, że w równaniu zysków zapomnieliście o kliencie i o jego prawach. To nie my, tłuści panowie w garniturach, jesteśmy DaRMozjadami, tylko Wy! Dbajcie o klienta a nie jego przepuklinę wywołaną zbyt ciężkim portfelem. Ładnie proszę.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.