r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Darling żyje. Wielu by chciało aplikacji z Maka na Linuksie, ale pracować nad tym nie ma komu

Strona główna AktualnościOPROGRAMOWANIE

Po raz pierwszy o projekcie Darling wspominaliśmy cztery lata temu – obietnica uruchamiania aplikacji z macOS-a (a wówczas jeszcze OS-a X) na Linuksie była naprawdę zachęcająca. Na komputery firmy Apple dostępne jest przecież sporo oprogramowania, którego nigdzie indziej nie znajdziemy. Niestety przez te cztery lata niewiele się udało osiągnąć. Po początkowej ekscytacji, zainteresowanie Darlingiem zgasło. To jednak nie koniec warstwy emulacji macOS-a. W 2016 projekt ożył, czy jednak na długo?

Projekt wciąż pozostaje autorskim dziełem czeskiego programisty Luboša Doležela – choć pojawiają się commity innych deweloperów, to ich odsetek jest niewielki. Nie osiągnięto wielkich postępów, nie ma co myśleć o uruchamianiu graficznych aplikacji na Maka. Przez ten czas powstała jednak solidna baza dla środowiska uruchomieniowego, którą bez problemu powinno dać się zbudować na nowych wersjach Debiana i Ubuntu. Zawiera ona m.in. moduł linuksowego kernela, implementujący mechanizm komunikacji międzyprocesowej wykorzystywany w jądrach mach-podobnych (a więc także w jądrze macOS-a).

Dzięki Darlingowi można już uruchamiać większość konsolowych aplikacji dla Maka (x86), zawartych np. w repozytorium Rudix (ruszy więc Midnight Commander) działają też oficjalne narzędzia Apple do budowania aplikacji w ObjectiveC i Swifcie. To oczywiście niewiele. Wciąż nie udało się zaimplementować wszystkich wywołań systemowych macOS-a, ktoś musiałby też stworzyć własną implementację biblioteki kryptograficznej CoreCrypto. Kod udostępniany przez Apple nie jest bowiem wcale otwarty, jest jedynie udostępniany, do celów badawczych i naukowych.

r   e   k   l   a   m   a

Sama aktywność na GitHubie też ogranicza się do spraw czysto deweloperskich – ale trudno by było inaczej. Doležel otwarcie pisze, że z projektu chciałoby skorzystać wiele osób, ale niestety niewiele ma czas, by się przyłączyć do pracy. Nic dziwnego, trudno projekt ten zestawić w tej samej wadze, co Wine, dzięki któremu użytkownicy Linuksa (ale też i macOS-a) mogą uruchomić tysiące aplikacji pisanych na Windows. Na osiągnięcie takich kamieni milowych, jak pełna implementacja dźwięku (CoreAudio), implementacja frameworków CoreVideo i OpenGL, czy wreszcie uruchomienie choćby podstawowych aplikacji z graficznym interfejsem, przyjdzie nam trochę jeszcze poczekać.

Warto jednak zwrócić już teraz uwagę na siostrzany projekt Darlinga, tj. darling-dmg. To narzędzie, dzięki któremu możemy bezproblemowo na Linuksie montować obrazy dysków macOS-a, czyli pliki .dmg. Do tej pory jedynym sposobem by dostać się do ich zawartości był ręczne rozpakowanie i podpięcie systemu plików HFS+ z uprawnieniami roota. Działało to raczej kiepsko, groziło nawet awarią kernela. Tutaj wszystko idzie w warstwie użytkownika przez FUSE, a więc bez żadnego ryzyka ani potrzeby uprawnień administracyjnych.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.