r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Dostawców Internetu zobowiążą do proaktywnej walki z piractwem – na ich własny koszt

Strona główna AktualnościINTERNET

Na Wyspach Brytyjskich trwa właśnie debata nad wymuszeniem na dostawcach Internetu proaktywnego nadzoru nad Siecią, który ma ukrócić piractwo. Rządowi premiera Camerona nie wystarczy już angażowanie do tego państwowych służb – wszystko wskazuje bowiem na to, że w realizowaniu interesów właścicieli praw autorskich władza posłuży się dostawcami Internetu, i to na ich koszt.

Podobne postulaty w ostatnim czasie stały się częstym, żeby nie powiedzieć stałym, elementem obrad brytyjskiego parlamentu. Dzieje się to głównie z inicjatywy Partii Konserwatywnej, tak jest również tym razem. Reprezentujący torysów Mike Wheatherley, znany z pomysłów blokowania przez rząd dostępu do pirackich serwerów, edukowania dzieci w zakresie praw autorskich i proponowania kar więzienia dla osób udostępniających pliki, stwierdził, że moralnie zobowiązani do większego udziału w ochronie praw autorskich są brytyjscy dostawcy Internetu.

Propozycją Wheatherleya jest wymuszenie na nich stosowania nadzoru proaktywnego. Dotychczas dostawcy byli zobowiązany do usuwania pirackiego pliku, który zainicjował wiralne rozprzestrzeniania się łamiącej prawo autorskie treści. Według postulowanych w brytyjskim parlamencie zmian, będą oni musieli usuwać także wszystkie jego kopie, które pojawią się w innych miejscach. Podobną praktykę można zaobserwować w serwisie YouTube, w którym zablokowanie jednego filmiku uniemożliwia dostęp do jego kopii udostępnionych z innych kont.

r   e   k   l   a   m   a

Mike Wheatherley, jak przystało na brytyjskiego parlamentarzystę, nie omieszkał wykazać się imponującą retoryką. Porównał on bowiem dostawców Internetu z właścicielami wynajmowanych mieszkań. Według niego na obie grupy jest nałożony moralny obowiązek poinformowania służb o tym, że w ramach świadczonych przez nich usług dochodzi do nielegalnych praktyk.

Cały proces miałby oczywiście zostać w pełni zautomatyzowany, dzięki czemu interwał pomiędzy usunięciem pierwotnego pliku i jego kopii ma być jak najkrótszy. W takim rozwiązaniu Wheatherley upatruje remedium na błyskawicznie rozprzestrzeniające się pirackie treści, choć trudno oprzeć się wrażeniu analogii do serialu Czarne lustro, w którym szybkość wiralnego rozprzestrzenia się informacji poważnie zaszkodziła rządowi. De facto brytyjskiemu.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.