Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

[Felieton] Chyba się starzeję…

Na komputerze rodziców (512 RAM-u, Celeron 2 GHz i ogólnie te klocki) od kilku lat sobie pracował Windows XP. Nie działał on nigdy wybitnie, ale też zawsze działał tak, że nie było na co specjalnie narzekać. Od pewnego czasu, niestety, przestawał działać tak sprawnie jak wcześniej, mimo że nikt tam nie przeglądał „dziwnych” (czyli tych związanych z pierwszymi czterema literami i trzecią od tyłu literą słowa w cudzysłowie) stron, nikt nie instalował nadmiarowego oprogramowania, nikt nie próbował go nigdy naprawiać po rosyjsku (5-kilogramowym kluczem francuskim).

Komputer nie był nigdy rozbudowywany (grzebanie w sprzęcie nigdy aż tak mnie nie rajcowało, a sam komputer miał status „działającego” i wolałem nie zmieniać tego). Czy więc za jego postępujące zwalnianie ponoszą odpowiedzialność coraz bardziej opasłe programy (Firefox, Thunderbird, Skype, LibreOffice, czyli to co każda gosposia potrzebuje żeby ugotować zupę dla 5-osobowej rodziny mieszkającej na Podbeskidziu)? A co innnego jeśli nie to? Nie wiem już sam jak to jest z tymi teoriami spiskowa jakoby Windows samoczynnie prowadzi do autodestrukcji…

W każdym razie jakieś 2 tygodnie temu po przerwie (kiedy to nie był potrzebny) ponownie zainstalowałem Skype'a, a jakiś tydzień później komputer zaczął zachowywać się jak coś pomiędzy głodnym zombie, a litrowym wiaderkiem do którego ktoś próbuje wlać dwa litry wody…

Komputer ma działać. Sprawnie… Rodzice mnie już posyłać chcieli z wioski do miasta, co bym nabył woreczek RAM-u na dobry początek (mam złe doświadczenia z niedomiarem RAM-u (nie mylić z margaryną) w organizmie komputera, więc odgłos wciąż pracującego dysku wskazywał, że system zrzuca dane, kiedy coś innego próbuje zacząć działać). Awaryjnie jeszcze zakumplowałem do telefona z pytaniem, czy może nie ma jakiegoś złomu w muzeum na rogu drzwi i szafy na stare graty, ale niestety dowiedziałem się tylko tyle, że gdybym ja miał trochę RAM-u na zbyciu, to wspomniany jegomość chętnie przyjmie na rzecz usprawnienia działania jego własnego sprzętu.

Leniwy jestem, do centrum aż tak jeździć mi się nie chce, żeby połazić po kanciapach mieszczących się często w lokalizacjach, w którym w nocy chyba bym się czuł nie najbezpieczniej. Jak ostatnio szukałem jakiejś karty graficznej sprzed 10 lat, to znalazłem np. komis komputerowy połączony ze szmateksem (sic!). Sami więc widzicie… Odkurzanie Windowsa XP również nie wchodziło w grę. Nie jestem fanem tego systemu, szczególnie dlatego, że pierwsze połączenie z internetem w celu ściągnięcia jakiegoś antywirusa wystarcza za uzasadnienie do jego instalacji. Jeśli nie wiecie co mam na myśli, to na prawdę musicie mieć niezłe szczęście…

Pisałem, że komputer ten pracował pod WinXP. Mimo to od jakiegoś czasu czas było tam również zainstalowane Ubuntu 10.04. Tak właśnie i nie inaczej. Pojawił się tam w czasach, gdy był czymś świeżym. Ja Linuksa poznałem niewiele wcześniej i byłem akurat wtedy nim dość zafascynowany, choć na sposób raczej typowo neostradowy… Z tego względu postanowiłem podczas wakacji, kiedy przez chwilę z z tego komputera korzystałem, umilić sobie czas pracując na systemie, który trochę bardziej lubiłem niż Windowsa. Kolejnym krokiem była próba przekonania rodziców do Linuksa, bo przecież „on jest taki fajny i w ogóle”. Nieskutecznie… Sam z obecnej perspektywy kiepsko wspominam ten system. U mnie sprawdzał się dobrze (nie licząc Compiza, który zawsze ssał) z reguły tylko do czasu, gdy nie próbowałem w niego choćby w najmniejszy sposób ingerować. Canonical w tamtym czasie udowadniało, że zepsucie Linuksa, wbrew krążącym przypowieściom, było relatywnie proste. Trochę inne doświadczenia ma przyjaciel, który stara się podkreślać zawsze, że nie zna się na komputerach. Sam sobie zainstalował tę wersję Ubuntu, ale jak go rok temu odwiedzałem, to widziałem, że ten kolega ma na prawdę cierpliwość, bo pulpit ukazywał przede wszystkim artefakty wywołane błędami Compiza. Czasem prowadziły one do znikania istotnych części okien. Cóż, system LTS…

Mimo braku zainteresowania ze strony rodziców pomyślałem, że mógłbym spróbować sobie uprościć życie instalując po raz ostatni Linuksa, a nuż… Uzbrojony w świadomość, komputer łyknie Linuksa bez głosu sprzeciwy jego flaczków, postanowiłem zasugerować się popularnymi ostatnio opiniami o Ubuntu oraz dość świeżymi własnymi wspomnieniami i… Xubuntu :)

Może to się wydać śmieszne, ale urzekło mnie pierwsze wrażenie jakie robi Xubuntu 12.04 LTS. Miesiąc wcześniej testowałem tę dystrybucję na innym staruszku i już wtedy spodobała mi się bardzo elegancka, nowoczesna, czytelna i dość spokojna szata graficzna. Xfce zaś ostatnio jest lansowane na środowisko, w którym odnajduje się wielu fanów Gnoma 2.32. Ponadto od zawsze był to przykład systemu, który będąc nowoczesnym, równocześnie ma skromne wymagania sprzętowe. Można sobie jednak zadać pytanie:

WTF?
Bo Linux to jednak nie takie dla leniwych do końca. Trzeba go skonfigurować przecież, naprawiać to wszystko co nie działa (a często coś nie działa, bo nie…).

Nie liczyłem ile trwała instalacja. Na pewno krócej niż obejrzenie jednym tchem całego Twin Peaks i zrozumienie go. Z resztą to był najmniejszy problem, bo to się jeszcze robiło samo. Uzbrojony we wspomnienia o Ubuntu 10.04, racjonalnie za instalację zabrałem się niedługo po południu, by uporać się w jeden dzień ze wszystkimi problemami, które się pojawią. Sam instalator był milusi. Jeśli ktoś twierdzi, że w Win8 instalator jest super, niech kupi sobie czym prędzej 0,5 szkockiej na zdrowie…

Na dzień dobry instalacja kodeków i programów do których rodziców przyzwyczaiłem, czyli Firefox, Thunderbird, LibreOffice. Ale po pierwszym uruchomieniu oprogramowanie to już było zainstalowane i ładnie wpasowane w system (np. obszar powiadomień z kopertą informującą o nowych wiadomościach Thunderbirda). Jeszcze podczas procesu instalacji zauważyłem opcję doinstalowania na dzień dobry kodeków. Spoko! Zamiast LibreOffice jest AbiWord, którego tylko z nazwy kojarzyłem. Doinstalowałem więc LO i zabrałem się za konfigurację Thunderbirda. Dodałem dane konta i zaczęło się ssanie poczty (ulubionym protokołem MS, czyli IMAP). Bingo! Wydawało mi się, że odkryłem Amerykę i za problem spowalniania komputera miała okazać się poczta. Mama nie wiedziała, że można / warto usuwać niepotrzebne mejle, więc uzbierała ich 2 tysiące (ćwierć tego to były same powiadomienia z NK i FB :P ). Nie dużo, jeśli się ma sprawny komputer biurowy, ale przy tej maszynce, taka ilość na zwykłego użytkownika internetów wydała mi się sporą. Zwątpiłem jednak w racjonalność tego argumenty, gdyż Linux miał tę samą pocztę do „przemyślenia”, a działał w sumie normalnie, jak powinien, więc wniosek jest taki, że Windows nie dlatego spowolnił (czyli jednak teoria spiskowa?).

W drugiej turze postanowiłem zainstalować Skype'a. Przyznam szczerze, że zawiodłem się tym razem na rozwiązaniach Canonical. Żeby mieć Skype'a zainstalowanego koszernie, tj. ze sklepu z aplikacjami, należy dodać repozytoria partnerów. Ale nie po prostu repozytorium z programami, tylko repozytorium z KODEM ŹRÓDŁOWYM (sic!). Nie mam pojęcia gdzie w tym logika. Zwykły użytkownik by sobie z tym nie poradził, tego jestem pewien… Sam Skype, jak pewnie wielu z was wie, wygląda jak pół dupy zza krzaka w porównaniu z tym co jest w ofercie dla Windowsa. Nie dziwi mnie to w sumie. Tylko twórcy Skype'a mogli tak kapitalnie rozwinąć biznes związany z oprogramowaniem… Może dla niektórych będzie ciekawostką, to co kiedyś przeczytałem o rozwijaniu tego programu. Skype na Windowsa jest napisany w Delphie + pewnie WinAPI. Na makowy system OS X dla odmiany jest to Objective-C z natywną biblioteką od GUI tego systemu (nie znam się, więc nie brnę, żeby nie nakłamać). Na Linuksa wreszcie postanowiono koło wymyślić po raz trzeci tworząc od zera program w C++/Qt.

GZGZGZGZGZGZGZGZGZGZ…
Okej, instalacja jest za mną, teraz ścieżka zdrowia… Dźwięk w Skypie! Ile razy zdarzyło wam się, że Skype zaraz po instalacji był od razu gotowy do użytku? Ach, mnie też nigdy! Nawet na mitycznym Windowsie inteligentnie głośność mikrofonu domyślnie zawsze miałem zjechaną do zera, a dokopanie się do opcji ustawiania tego nigdy nie było czymś trywialnym na Windowsie… Odpalam więc echo test, żeby zrobić listę rzeczy do poprawy. Opowiadam komputerowej pani historie mojego dzieciństwa. Już mam opowiedzieć o tej nocy kiedy wraz z moim kolegą, po ciemku, pod kocem, bez… GDY NAGLE SŁYSZĘ PIP oznaczające koniec nagrywania i po chwili okazuje się, że wszystko się elegancko nagrało, Skype działa bez kiwnięcia palcem. Tyle… Tylko tyle i aż tyle… To się nawet największym kucharzom nie śniło *_* a właśnie byłem tego świadkiem. W tym momencie wiedziałem już, że moje życie nigdy nie będzie już takie samo jak wcześniej…

Czy to już koniec? Och, wtedy jeszcze myślałem, że to była moja nadnadnadnirwana… Te kilka dni temu czułem, że w pokoju unosi się woń rumianku, a dźwięk zsuwającego się śniegu po dachu przypominał szum fal…

Te kilka dni aż do dzisiaj były niczym sen. To nie mogła być prawda, wiedziałem to, ale przecież przeżyłem to… Ale świat idzie do przodu. Dziś mama poprosiła mnie bym jej dwukrotnie wydrukował jeden dokument… Amen. Wiedziałem, że gdzieś brakuje jakiegoś puzzla w tej układance. Od razu przypomniały mi się obrazu jakie widziałem, gdy konfigurowałem po raz pierwszy drukarkę na Ubuntu 10.04… Mama stała obok komputera i patrzała na drukarkę naiwnie sądząc, że za chwilę będzie po wszystkim. Przypomniały mi się wtedy ostatnie zajęcia z podstaw negocjacji i powiedziałem jej grzecznie, że warto by na jakiś czas znalazła sobie jakieś zajęcie, a ja postaram się jeszcze tego samego dnia jej przynieść choćby jeden wydruk. Najpierw dla rozluźnienia postanowiłem się pobawić trochę menu. Drukarkę będę instalować później… Skaczę sobie po opcjach, a tam Drukowanie. No fajnie, jest kolejka drukowania, zawsze to jakiś postęp w świecie systemów operacyjnych. Naciskam, a tam ładny menadżerek konfiguracji. CUPS ma prawdziwe GUI? No, ale naciskam Dodaj, a tam tylko „wybierz z listy” i klepsydra zamiast kursora. Ale po chwili pojawiła się druga opcja, czyli automatyczne wykrywanie urządzeń podpiętych kabelkiem. Z ciekawości nacisnąłem guzik i włączyłem drukarkę. Pojawiła się długa lista wybierania opcji. Nie zdążyłem pomyśleć, a tym bardziej niczego wybrać (grzecznie najpierw staram się myśleć, a potem naciskać knefle), kiedy okazało się, że po włączeniu drukarki wszystko samo się zrobiło, a w rogu ekranu pojawia się chmurka, gdzie napisane było, iż poprawnie określony model mojej drukarki jest już gotowy do użytku… W ekstazie włączam tylko AbiWord (pal licho LibreOffice), wybrałem drukowanie, a za chwile dwie kartki miałem już dokładnie tak wydrukowane jak mama mnie prosiła. Wszystko zajęło jakieś pół minuty, licząc od prośby by mama wyszła z pokoju i dała mi trochę czasu.

···::: nadnadnadnadnirwana :::···

PS

Jakoś tak dawno nic nie pisałem zniechęcony konkursem na blogi o Win8. Więc trochę jak wulkan, albo żeglarz po rejsie w burdelu, miałem obfitą eksplozję dziś na blogu. Idioto-odporność Xubuntu po prostu przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Nie mogłem o tym nie napisać. A forma felietonu, bo jakoś najłatwiej było mi…

PPS

Niech mi ktoś wytłumaczy co to @#$%^ jest proces bezczynności systemu, proszę. Dlaczego to coś, czymkolwiek to jest, sugeruje mi w WinXP, że bezczynności systemu wymaga zużycia 90% czasu procesora?

PPPS

Jak zwykle dziękuję Maćkowi za nieocenioną pomoc i korektę :) 

windows linux sprzęt

Komentarze

0 nowych
sgj   10 #1 16.01.2013 23:22

@Druedain "Niech mi ktoś wytłumaczy co to @#$%^ jest proces bezczynności systemu, proszę. Dlaczego to coś, czymkolwiek to jest, sugeruje mi w WinXP, że bezczynności systemu wymaga zużycia 90% czasu procesora? "

Nazwa mówi sama za siebie. Bezczynność nie wymaga 90% cpu tylko pokazuje ile % nic nie robi...

Druedain   13 #2 16.01.2013 23:35

@sqj W takim razie kolejny pomysł na źródło problemów z systemem został wyeliminowany. Trafność określenia i sensowność wizualizacji pozostawię jednak bez komentarza.

Semtex   17 #3 16.01.2013 23:48

""Trafność określenia i sensowność wizualizacji pozostawię jednak bez komentarza.""
Haha, zawsze mnie ta "opcja" ciekawiła, dlaczego MS zdecydował o pokazywaniu nieużywalności procesora bez symbolu ujemnego, czyli jakby nie patrzeć jest to wynik na "plusie" :P
Co ciekawe, wygląda to identycznie w Win. Vista/7/8 :D

Druedain   13 #4 16.01.2013 23:53

Przypomniało mi się teraz jeszcze, że dzięki Linuksowi myszka, którą dostawał każdy na HZ wróciła do łask :P

Przy Windowsie było źle, bo trzeba było za każdym razem skomunikować myszkę z donglem w USB. Teraz myszki się po prostu zwyczajnie używa :)

gowain   18 #5 17.01.2013 00:29

Aż u siebie widziałem ten Twój rozbłysk nadnadnadnirwany :P

Podsumuję tylko, że pewnie miałeś szczęście co do peryferiów i sprzętu w kompie :P Albo... to wszystko pic i fotomontaż i wcześniej przetestowałeś X dystrybucji, żeby się w końcu okazało, że tylko ta jest dobra :P :P :P

A tak serio, bardzo fajny wpis :)

Druedain   13 #6 17.01.2013 00:51

@gowain Przez wiele lat testowałem na nim Windowsa. Jaki był tego efekt, opisałem powyżej :D

Frankfurterium   9 #7 17.01.2013 01:25

Też myślałem nad zainstalowaniem rodzicielom czegoś z XFCE (na pewno żadnego *buntu) ale niestety raz na jakiś czas muszą skorzystać z jakiegoś służbowego programiku, a nie mam zamiaru za każdym razem telefonicznie uczyć ich radzenia sobie z Wine :/

Samo środowisko jest świetne, ale długo na nim nie wytrzymałem. Póki lapciak ma w miarę dobre parametry, mogę jeszcze szaleć z KDE. Za to na XFCE na pewno będzie stał komputer, który zakupię wyłącznie do pracy.

Jeszcze do niedawna poleciłbym ci jeszcze przyjrzeć się Manjaro, ale ostatnio dystrybucja strasznie rozmienia się na drobne. A był Arch u podstawy, stabilne ale zgodne z archowymi repozytoria (nawet AUR działa) i niezły pomysł na rozwój ;-|

Druedain   13 #8 17.01.2013 01:30

@Frankfurterium Tam nikt nie będzie dbał o regularne aktualizacje, więc Arch byłby raczej kiepskim pomysłem (nawet gdyby mi się chciało go tam instalować – Arch się dopełnia z jego administratorem, a moi rodzice by raczej nie docenili tego systemu :P ).

Inna sprawa jeszcze, że po Bridge Linux się wyleczyłem z wszelkich forków Archa. Albo prawdziwy Arch, albo zupełnie coś z innej beczki.

Autor edytował komentarz.
kamil_w   10 #9 17.01.2013 09:30

hmmm... zaintrygowała mnie wzmianka o hotzlotowej myszce. pod Windowsem faktycznie używa się jej ciężko dlatego u mnie pracowała tylko przez 10 minut. Tyle wytrzymałem.

Mifczu   11 #10 17.01.2013 09:59

Problem twojego komputera to nie procesor i to który program zużywa go najwięcej. Stawiam swoje skarpety, że chodzi o RAM. 512MB to niewiele nawet na smartphona w obecnych czasach. Chodzi przede wszystkim o to, że strony www używają coraz więcej JavaScriptu który ten RAM potrafi ładnie zjadać, dodatkowo każdy program się rozwija dostaje nowe opcje i z biegiem czasu zajmuje coraz więcej miejsca w pamięci. System Windows jeżeli nie ma miejsca w pamięci zaczyna pisać po wirtualnej pamięci czyli po dysku co jest strasznie wolne. Więc jeżeli system i wszystkie procesy zajmują więcej niż 512MB każda nowa operacja będzie używać dysku (czasem mniej używane rzeczy zostaną przerzucone na dysk a nowy proces będzie operował na RAMie ale i tak potrzebny jest czas na kopiowanie tych danych).

Zobacz ile RAMu obsługuje płyta główna zobacz na allegro ile kosztują kości do niej i po prostu wymień. Ok 2GB RAMu powinny przedłużyć życie sprzętu na jeszcze z 2lata.

Z ciekawostek, mam 8GB RAMu i bez włączania żadnej gry udało mi się zając 6GB :D Ale miałem włączone 3 przeglądarki z wieloma kartami, netbeansa (IDE), VirtualBoxa (możliwe, że nawet 2 instancje) no i kilka standardowych programów typu komunikatory, antywirus itp. Lwią część zajęły oczywiście przeglądarki i VirtualBox, ale system dalej działał bez najmniejszych spowolnień.

gowain   18 #11 17.01.2013 10:23

Ostatnio też u znajomego dorzuciłem ramu, było 512mb, dołożyłem jeszcze 512mb i... PC śmiga jak nowy. A ram kosztował mnie... 19zł już z przesyłką :)

command-dos   17 #12 17.01.2013 10:24

Nikt, wraz z Tobą @Druedain ;), nie wpadł na baaardzo trywialną rzecz, która może mieć wpływ na kiepskie działanie winzgrozy na tym (dosyć leciwym jednak) komputerku... Taka historyjka: Znajomi mieli nieco leciwego kompa właśnie (duron 800, ddr2 i takie tam klocki), który chodził bezawaryjnie do pewnego dnia tamtego roku (sam go im składałem pracując jeszcze w "starej firmie"). Dobra, prawie przestał działać - system ładował się około 25-30min, a każda operacja w nim to... aaaa, sami sobie wymyślcie jakieś epitety tutaj ;) "Na oko" fachowca (czyli moje), to ewidentny problem z dyskiem był. Zapodałem mhdd i co się okazało... Pierwsze obszary dysku (czyli tam, gdzie zagnieżdża się zazwyczaj świeżo instalowany system) mhdd wypluł na czerwono: czas odczytu>500ms. Czyli dysk nie był "nieczytelny" (podejrzewam, że jest to obszar windows i jego pamięci wymiany) w ogóle, ale słabo "czytelny" - zwyczajnie zużyty w tym miejscu... Wymiana dysku i ghost załatwiły problem ;)

Druedain   13 #13 17.01.2013 10:33

@Mifczu Właśnie mniej więcej to próbowałem wyrazić w tym wpisie :P . Tyle, że w przypadku Windowsa problemem bywało nawet samo wystartowanie systemu i włączenie się Thunderbirda. Xubuntu obecnie robi dokładnie to samo co stary Windows, a odpalenie wszystkich potrzebnych programów na raz nie powoduje zrzucania na SWAP danych z RAM-u. Rodzice się cieszą, że komputer działa tak szybko, więc po co się męczyć dalej z nim? :P

Gdybym miał na serio coś w ten komputer inwestować, to bym nie tylko RAM-u bym musiał dokupić. Windows XP dogorywa. Jest stary i niekochany. Taniej było zainstalować Xubuntu niż kupować / pobierać z MSDN Windowsa 7 i inwestować w lepszy sprzęt. Rodzice tego nie potrzebują, a okazało się, że strach przed Linuksem był nieuzasadniony. A jak by co, Windows wciąż tam jest gdyby ktoś chciał użyć jakiegoś programu z gazety. Wspomniałem powyżej jeszcze o mojej niechęci do Windowsa XP. Zapomniałem dopisać, że oczywiście jest tam jeszcze zainstalowany antywirus. Gdy patrzałem na procesy, to widziałem, że sam Avast zjada 1/5 dostępnej pamięci. W Xubuntu problem nie istnieje.

Miałem laptopa gdzie było 2GiB RAM-u. Permanentnie dochodziło do sytuacji, gdzie na minutę komputer się całkowicie zamulał, bo zaczynało brakować RAM-u. Tragedia… Obecnie mam inny sprzęt i 4GiB. Szczęśliwy byłbym jednak mając co najmniej 6GiB, więc wiem o czym piszesz (Eclipse, FF z kilkudziesięcioma kartami + okazjonalnie testowanie stron w innej przeglądarce i 900MiB zajęte na dzień dobry przez sam system i zestaw programów, które sobie automatycznie startują (poczta, IM, Dropbox, środowisko KDE, itd.).

Autor edytował komentarz.
Druedain   13 #14 17.01.2013 10:35

@command-dos Jest możliwe, by ten problem z dyskiem miał wpływ tylko na działanie Windowsa?

n33trox   6 #15 17.01.2013 10:51

Masz farta, że tak łatwo ta drukarka się zainstalowała. W ogóle zapewne jakieś 90% userów Linuksa nie ma problemów z instalacją drukarki, tylko ja - ta ostatnia sierota - musiałem kupić sprzęt Canona, który nie dość, że sam się nie instaluje (trzeba ręcznie zainstalować drivery) to jeszcze sterownik linuksowy jest tak upośledzony w stosunku do wersji windowsowej, że szkoda gadać... Ostatni raz kupiłem sprzęt Canona. Nie spodziewałem się, że Canon tak oleje systemy inne, niż Windows/Mac.

Draqun   9 #16 17.01.2013 10:52

Fajny wpis :). Czytałem z zapartym tchem. A ta akcja z drukarką.... Też chciałbym zobaczyć ten błysk nadnadnadnadnirvany :)

  #17 17.01.2013 11:29

Podobną rzecz zrobiłem ostatnio na komputerze swoich rodziców, z tą różnicą, że wybralem archa + xfce. Dograłem styl redmondXp do openbox'a, zrobiłem XP'kową belkę w gimpie i system wygląda jak windows XP. Rodzice nie instaluja aktualizacji, więc nic nie ma się szans wysypać. Jedyna rzecz, która średnio dziala to drukarka. Po restarcie komputera trzeba ją dodawać od nowa, będę musiał się temu przyjrzeć. Nie polecam nikomu, jeśli nie ma się całego dnia wolnego :-)

DelphiX   6 #18 17.01.2013 11:41

512 RAM-u, Celeron 2 GHz !!!!!
Panowie bez przesady, ja na konfiguracji 1024 MB DDR II oraz Celeronie M 1.86 GHz @ L2 Cache 1 MB programuje - dlaczego ? Liczę każdy MB pamięci jaki zużywa program i optymalizuje go ciągle w nieskończoność. Ponadto jestem wrogiem wszelkich maszyn wirtualnych - jedynie CLR (od 3.0) chodzi bardzo fajnie :)

Bardzo trywialna funkcja która za zadanie ma przeliczać z sekund do formatu : hh:mm:ss
Do 1 minuty przeliczam bezpośrednio sekundy (aby nie dzielić czego żaden CPU nie na widzi), po przekroczeniu korzystam z optymalizowanej funkcji WinApi - pół dnia siedziałem jak wyeliminować wszelkie zbędne dzielenia

// kod się nie chce coś wkleić :(

PS. Fajny wpis :)

Autor edytował komentarz.
command-dos   17 #19 17.01.2013 12:15

@Druedain - dokładnie tak. Kiedy wszystkie/większość pliczków jest w takiej zużytej strefie na dysku, to tak to może właśnie wyglądać. Mało tego: kiedy wyczyścisz dysk i postawisz ubuntu, czy cokolwiek innego, to z dużym prawdopodobieństwem wgrasz go na dokładnie to samo (zużyte) miejsce na dysku i może się okazać, że będzie to chodzić tak jak ten poczciwy xpek..

Druedain   13 #20 17.01.2013 12:28

@command-dos Mimo wszystko dysk był w tym komputerze niedawno wymieniany. Myślę, że nie miał okazji się zużyć aż do takiego stopnia.

djkarateka   5 #21 17.01.2013 12:42

Fajny wpis:) I niezła lekcja dla Nas wszystkich ;)

Axles   16 #22 17.01.2013 12:44

Fajnie się czytało. Ja Xubuntu posiadam na netbooku, działa szybko ale kurcze czasami jakieś zawiasy ma. Posiadam tam 2GB ramu i prawie standardowy procesor Atom N450 więc nie wiem czemu.

tgi   1 #23 17.01.2013 12:48

"żeglarz po rejsie w burdelu"

To jest takie morze o nazwie Burdel? NIe wiedziałem.

Ave5   8 #24 17.01.2013 13:05

Bardzo przyjemnie się czytało, tekst z polotem mimo w sumie przyziemnego tematu.

command-dos   17 #25 17.01.2013 13:43

@Druedain - aaa, chyba że tak. No, to jedno masz wykluczone na 90% ;) BTW, vista zużywa dyski w trybie przyśpieszonym - tak informacyjnie z doświadczenia mówię.

  #26 17.01.2013 13:53

ja bym kupił jakiś poleasingowy komputer biurowy można core 2 duo z dwoma GB RAM za 300 zł dostać i wrzucić tam windows 7 i masz z głowy problemy na kilka następnych lat

Scorpions.B WSPÓŁPRACOWNIK  20 #27 17.01.2013 13:54

Dawno nie czytało mi się tak przyjemnie ;)

  #28 17.01.2013 14:58

A ja od razu postawiłem Rodzicom Ubuntu na komputrze. Najpierw było 10.04 LTS, teraz jest 12.04 LTS. Windows mieli wcześniej w pracy, ale bez problemu się przestawili, jak tylko pokazałem gdzie są znajome ikonki (np. Firefox), ewentualnie powyciągałem je na pulpit.

Szczerze pisząc, więcej zgryzot mieli z aktualizają Ubuntu (bo Gnome zmieniło się w Unity - "a gdzie jest menu?", "a do czego jest ten pasek z boku ekranu?") niż z akceptacją Ubuntu na domowym komputerze.

Ukłony,

Druedain   13 #29 17.01.2013 16:38

@jabolmax 300zł na komputer, kolejnych parę stów na Win7. No tak, to się zdecydowanie bardziej opłaca niż na starej maszynie postawić aktualny system bez wydawania grosza na całą operację…

  #30 17.01.2013 16:42

Fajny tekst i chyba jest to właśnie to co zamierzam zrobić ze swoim PieCem(Athlon XP i 1.2 GB RAM).

A tak trochę poza tematem: Legenda głosi, że jak się doinstaluje NoScripta do FF to można przeglądać te "dziwne" strony bez zagrożenia.

  #31 17.01.2013 17:28

A ja ciotce i jej córce na starszym laptopie zainstalowałem ostatnio CinnArch. Szybciej chodzi niż XP - to sprawa oczywista. Jedyne czego im brakowało w stosunku do Windowsa, to o dziwo brak ikonki drukarki w pasku start przy drukowaniu (nauczyłem ich korzystać z system-config-printer-gnome więc ok), trochę szkolenia w zgrywania z aparatu CANON w Shotwell oraz jak raz na jakiś czas zaktualizować system (napisali sobie polecenie pacmana na kartce).
Jestem tylko ciekaw dlaczego autor wyleczył się i odradza Bridge Linux, bo właśnie na starszych komputerach w szkole (512 RAM, Intel Celeron D) chciałem w najbliższym czasie go postawić (z LXDE albo XFCE). Rolling Distro jakoś bardziej mi się podoba, bo nie chciałbym co pół roku aktualizować system do nowszej wersji, aby mieć dostęp do najnowszych pakietów, a na tym mi zależy (tak mam z Linux Mint)... Na instalacje czystego Archa nie mam za bardzo czasu, a autor Bridge Linux właśnie wersje z XFCE promuje jako jego najbardziej dopieszczoną wersję.

zetok   2 #32 17.01.2013 17:36

Tekst świetny.
Po opisie tego co zostało zainstalowane/zrobione, oraz kim jest/są użytkownik/cy docelowi, sądzę, iż nieco bardziej pasowałby na system Mint 14 z XFCE. Posiada domyślnie zainstalowane oprogramowanie które musiało zostać doinstalowane (Libre Office, Thunderbird), za wyjątkiem Skype, przy czym w tym wypadku należy wykonać jedynie kilka klików i poczekać aż się zainstaluje. Jak dla usera przyzwyczajonego do XP powinien być dobry, aczkolwiek ja sam nie wiem, ze względu na używanie innego distro i nieużywanie XP czy innego Windowsa od pewnego czasu. Dystrybucja powinna działać przyzwoicie, skoro jest oparta na Ubuntu, które wszak działało... Ale to już po fakcie, choć być może znajdzie się ktoś komu to się przyda.
To co może niektórych zniechęcać (w zasadzie mnie), to "niekoszerność" tej dystrybucji - ot choćby Flash jest obecny od instalacji systemu, czy zapewne jeszcze inne "smaczki" o których nie mam pojęcia - ale dla zwykłego użytkownika, który zapewne i tak Flasha by wymagał/chciał... cóż.

Co do drukowania, ew. skanowania - ach, jak dobrze jest powspominać te kilkudziesięcio minutowe oczekiwanie na choćby bezbłędne zainstalowanie sterowników do drukarki po reinstalacji systemu (XP-ka), po czym przy sprawdzianie praktycznym okazywało się że jednak program odmawia współpracy (niemalże było słychać szatański chichot gdy użytkownik po raz kolejny zabierał się za proces reinstalacji, która mogła znowu okazać się figą z makiem... wszak wystarczające było podłączenie/odłączenie drukarki w złym momencie). Na 7 było już lepiej, sterowniki były pobierane i instalowane w miarę automatycznie, mimo iż sprzęt niekoniecznie był najmłodszy.
Jedynym problemem, na jaki napotkałem używając GNU/Linux to niepodłączone/nieuruchomione przeze mnie urządzenie drukująco-skanujące, co po przesiadce z windy faktycznie było niemalże jak cud, coś a la:
"···::: nadnadnadnadnirwana :::···"

Autor edytował komentarz.
Druedain   13 #33 17.01.2013 19:13

@Nauczyciel-TI Bridge Linux jest niezależny od Archa. Ma własną stronę, innych twórców, inną społeczność. Znacznie mniejszą społeczność! Gdy zaczyna się sypać Bridge, to można nie doczekać się pomocy ze strony społeczności. Zaś społeczność Archa nie pomoże, jeśli się dowie, że nie ma się czystego Archa. Jak niedawno Arch przechodził spore zmiany w związku z przejściem na Systemd, to Bridge'u mi się połowa rzeczy wysypała na amen.

Obecnie instalacja Archa, dzięki systemd jest stosunkowo prosta, więc jeśli ktoś lubi pacmana, zalecam czystego Archa. Przynajmniej ma się pewność, że społeczność będzie chętna do pomocy.



Tak poza tym, dziękuję wszystkim za miłe słowa w komentarzach! Ostatnią rzeczą jakiej bym się mógł spodziewać, to że akurat ten wpis przypadnie ludziom do gustu.

Shaki81 MODERATOR BLOGA  37 #34 17.01.2013 19:48

Niestety ale tutaj Mifczu ma rację. Strony mają coraz więcej fajerwerków i 512 RAM to trochę mało. Wydaj kilka groszy i Winda odzyska swoją starą sprawność.
Co do Linucha to jakby nie patrzeć jest nieco lepiej zoptymalizowany, a więc będzie chodzić szybciej na tym dość już leciwym sprzęcie.

Druedain   13 #35 18.01.2013 02:27

Może. Uznałem jednak, że skoro Windows nie jest niezbędny, to na siłę nie będę go wskrzeszać. Jeśli nie widać różnicy, to po co przepłacać? :P

  #36 18.01.2013 09:27

Też miałem taką sytuację, na Celeronie 1.6GHz i 768MB Ramu przeinstalowywałem pewnej osobie Vistę na Xubuntu, zadowolona, komp nie muli, większość programów natywnych

@Frankfurterium
To nie jest tak, że musisz sobie radzić z Wine, bo co wersję jest inaczej - jest w zasadzie tak samo, jedyne co musi być zrobione to test czy program działa

Frankfurterium   9 #37 18.01.2013 10:13

@fervi.doctor |
Matula robi w oświacie i dzięki "tęgim umysłom" raz na jakiś czas musi instalować różne dziwne oprogramowanie - wypełnianie świadectw, jakieś tam projekty ministerialne, unijne i inne. Nawet głupie flashowe prezentacje uruchamia się przez EXE-ki. Wszystko szyte na miarę, windowsowe i wyglądające (+ zachowujące się) jak prace zaliczeniowe z trzeciego roku informatyki. Nie mam pewności, czy każdy następny będzie działał na Wine, a nie ma mnie na miejscu, żeby od razu interweniować.


@Druedain
W sumie prawda, że Bridge to takie kuriozum, gdzie nie ma się żadnej kontroli nad kompatybilnością instalowanych pakietów i zmodyfikowanym podłożem. Za to postarchowe dystrybucje w stylu Chakry i Manjaro są mniej podatne na takie zapaści. Między archowym repozytorium mają bufor (własne repozytorium), do którego trafiają jedynie zgodne, przetestowane i w razie potrzeby "przekonwertowane" pakiety. Zupełnie tak samo jak ma to miejsce z Gentoo i Sabayonem czy Debianem i *buntu.

Druedain   13 #38 18.01.2013 10:51

@Frankfurterium Okej, zgadza się. Mimo to, do Chakry mi nie śmieszno. Powiedzmy, że dlatego, że nie kupuję patentu na programy nie Qtaśne (te ich boundle), a poza tym o stabilności Chakry różne słyszałem opinie, a o Archu tylko legendy i własne doświadczenia (używam już półtora roku, ponowną instalację robiłem tylko przy zmianie sprzętu, a w praktyce to wywaliły mi się raz Xy i od razu wiedziałem czemu, bo sam do tego doprowadziłem, więc naprawa się udała za pierwszym podejściem).

Co to matuli, zgaduję, że ministerstwo jej sfinansowało Windowsa, skoro jest niezbędny…

Frankfurterium   9 #39 18.01.2013 12:09

W pracy - tak. XP na rozlatującym się prawie 10-letnim sprzęcie...

Druedain   13 #40 18.01.2013 14:04

Uch… Czy tylko ja się czuję jakbym siedział na tykającej bombie używając XP?

  #41 19.01.2013 10:38

Ja jednej z przyczyn kiepskiej pracy XP szukałbym w SP3.
Windows XP w czasach swojej świetności (SP1/SP2) potrafił stabilnie i nawet wydajnie pracować nawet przy 256MB RAM. Obecnie absolutne minimum to 768-1024MB. Przy 512MB XP potrafi się przymulić jeszcze przed uruchomieniem jakiejkolwiek aplikacji. W "epoce SP2" robiłem testy na maszynie wirtualnej (hostowanej na PC z 0,5GB RAM) i absolutne minimum dla samego systemu to było 160MB. Poniżej wszystko zwalniało (wiadomo - plik wymiany).

Druedain   13 #42 19.01.2013 20:32

@zxt Przez dłuższy czas jakość działania tego XP z SP3 (bo z tego co pamiętam, instalowałem go) była przyzwoita, nawet mimo tego, że może być zbyt mało RAM-u do optymalnego działania. Nie zmienia to jednak faktu, że XP systematycznie zwalniało i chciałbym raczej wiedzieć co może odpowiadać za ten proceder.

WODZU   16 #43 21.01.2013 11:13

Świetny felieton, fajnie się czyta :) Natchnęło mnie to do sprawdzenia, czy w Ubuntu 12.10 wygląda to równie różowo. Oczywiście muszę uwzględniać różną konfiguracje sprzętową i to, że test wykonam w środowisku wirtualnym.

Jeśli chodzi o proces bezczynności systemu - czy on przypadkiem nie odpowiada za takie zarządzanie procesorem, aby minimalizować zużycie energii i emisję ciepła?

Co do samoczynnego "zamulania się" systemu XP - doświadczyłem czegoś podobnego w przypadku komputera mojej Pani. Blisko rok temu, na komputerze wyposażonym również w 512MB RAM wykonałem ponowną instalację systemu, ograniczając dodatkowe oprogramowanie do minimum niezbędnego dla Jej swobodnej pracy. Wybrałem przy tym programy, co do których miałem pewność, że są lekkie i wykonują tylko powierzone im zadanie. Można powiedzieć, że komputer śmigał. Niestety z czasem docierały do mnie informacje, że z owego (ś)migania pozostaje coraz więcej migania (konkretnie diody dysku). Sprzęt wykorzystywany był głownie do przeglądania stron internetowych i pisania tekstów w OpenOffice. Żadne dodatkowe oprogramowanie nie było instalowane. Skończyło się na zakupie dodatkowych 2GB RAM...

Autor edytował komentarz.