Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

[Felieton] O podróżach w nieznane

Dziś będzie trochę o fajnych sztuczkach dla podróżników (portal technologiczny, więc nie będzie odkrywania Ameryki (wręcz będzie trochę anachronizmów), tylko chęć podzielenia się odczuciami).

Charakterystyka podróżnika (mnie)

Określę to tak: jestem mieszkańcem swojego miasta – lubię je, więc chętnie odkrywam różne jego zakątki, np. jadąc na rowerze z kolegą, wbrew jego woli nagle skręcam w przypadkową ulicę, polną drogę, odnogę w lesie, bo tak, bo tam mnie nie było. Zgubić się nie da, bo praktycznie z każdego miejsca w mieście widać nieszczęsne kominy elektrociepłowni… Równocześnie (a może dlatego) rzadko opuszczam mojego miasta granice – przyjmijmy, że po prostu nie jestem typem podróżnika i słabo znam Polskę.

„Kierunek wschód, tak musi być cywilizacja!”

Niedawno trafiła mi się niezwykła okazja by odwiedzić Kraków, który obcy mi nie jest, ale dotąd nie musiałem tak jeździć w pojedynkę, czyli zasadniczo Krakowa nie znam. Co powinienem pomyśleć: „Ale fajnie, Kraków jest wpytkowy!”, a o czym pomyślałem: „Cholera, nie znam miasta, na pewno mnie pobiją kibole, cyganie zabiorą nerki, a proboszcz nie przyjmie aktu apostazji!” (true story)

Konstruktywne myśli

Od tego momentu można zrobić dwie rzeczy. Trzy rzeczy… Po pierwsze można siąść w kącie i krzyczeć. Pozostałe dwie opcje to albo zabranie się za analizowanie zakurzonego planu Krakowa, który udało się na szafce znaleźć i liczyć na to, że przez ostatnie 10 lat Kraków, niczym muzeum, w ogóle się nie zmienił, albo skorzystanie z dobrodziejstw współczesnej techniki (z wykluczeniem GPSa niestety). Ta, jak się okazało później, jest czasem dla podróżnika zbawieniem. Zacznijmy więc od specyfikacji problemu…

Im dalej w las, tym jakby więcej zombie

Okazało się, że muszę zerwać z przyzwyczajeniem do pociągów, na rzecz busów (to było dość proste), a następnie, będąc w Krakowie, dostać się do kilku miejsc, w tym… do Nowej Huty (10km od centrum). Zapomniałem dodać, że auta ssą, więc gibam się wszędzie komunikacją miejską.

Techniko, przyzywam Cię!

Na początek mała ciekawostka: na stronie PKP wreszcie pojawiła się opcja obsługi kilku różnych języków (pewnie a propos EURO2012). Jeeej…
PKSy są nudne, więc przejdę do kwestii możliwości jakie oferuje dzisiejsza technika ludziom takim jak ja. Na początek chciałbym wiedzieć jak trafić do domu kumpla, u którego nigdy nie byłem. Najprościej jest wejść na jakąś stronę z mapami, wyznaczyć punkt początkowy i docelowy, zaznaczyć, że pieszym się jest i już można otrzymać informacje o długości trasy, przybliżony czas wędrówki i nazwy wszystkich kolejnych ulic. Brakuje tylko komentarzy typu: „teraz ostro w lewo, prosta 100 metrów, uwaga lewy tnij!”. Ponieważ jestem zły i stronniczy, nie będę pisał o konkurencji, tylko od razu przejdę do możliwości map Google'a. Te sprawdził się poprawnie, wskazując w 90% dobrą trasę, a w reszcie spore nadmiary do przejścia, „nie wiedząc”, że w omijanym miejscu, pieszym zaoferowano przejście podziemne, bądź inne niesamowitości. Honor jednak zwracam, bo dla pieszych mapy Google'a są póki co fazie beta, a będąc na miejscu i tak trudno nie dostrzec i nie skorzystać z tych udogodnień.

„We need to go deeper”

Mnie to nie wystarcza. Zdarza się, że taka mapa pokazuje za mało / za dużo przecznic, a żeby kierować się nazwami ulic trzeba mieć pewność, że wszystkie są ładnie i czytelnie opisane… Z czym oczywiście często nie ma się do czynienia. Co nam wtedy oferuje Google? Było o tym głośno, więc myślę, że każdy słyszał o StreetView w Polsce. To jest bardzo pomocne. Tak, serio, serio. Muszę np. przejść 100 metrów, potem gdzieś skręcić, a na końcu jeszcze się zamontować do mieszkania, w którym nigdy nie byłem i nie wiem jak wygląda budynek. Otwieram StretView i widzę, że przecznica, w którą muszę skręcić, kończy się ładną bramą cmentarza, a przed budynkiem, w stronę którego zmierzam, są kwiatki. I jak tu się zgubić?

Komunikacja miejska FTW!

Pozostała próba dostania się do Nowej Huty. Tym razem z pomocą przychodzi serwis, który niedawno mapy Google'a porzucił na rzecz polskiego dostawcy map (kwestia opłat), czyli serwis jakdojade.pl. Wklepuję więc punkt startowy i docelowy, po czym otrzymuję mapę z trasą, zaznaczonymi przystankami, odstępami czasu między przyjazdem autobusów o danej porze dnia (czy nocy). Do tego znów korzystając ze StreetView mogę się przyjrzeć otoczeniu przystanków by mieć pewność, że wysiądę na odpowiednim.

Konec

Wybierając się w obce miejsce, nie mając pod ręką sprzętu cyfrowego, można się dzisiaj całkiem solidnie przygotować analogowo. A czy pewnego dnia nie trzeba będzie w ogóle z domu wychodzić by zwiedzić jakieś miejsce?

PS

A co powiedzą użytkownicy smartfonów? Jestem staromodny drukując mapkę na kartce?

PPS

Festiwal Muzyki Filmowej był jedną z fajniejszych imprez w jakiej miałem okazję uczestniczyć. Polecam wszystkim zainteresować się nim w przyszłym roku! 

internet hobby

Komentarze

0 nowych
Ave5   8 #1 30.05.2012 17:31

Nie nazwałbym co prawda Syfona smartfonem, ale tak jak mam na nim googlowskie mapy i do tego laptopa w plecaku, tak na stypendium wezmę ze sobą wydrukowane mapy i zdjęcia.

Frankfurterium   10 #2 30.05.2012 18:06

Brakuje mi tylko "Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę", bo samotne podróże, moim skromnym zdaniem, bywają nudnawe ;-)

Druedain   14 #3 30.05.2012 18:27

Akurat znajomy skręcił nogę, bo tak to on by robił za murzyna i nie musiałbym się martwić o swoje nerki ;)

  #4 30.05.2012 19:46

@Druedain
"A co powiedzą użytkownicy smartfonów? Jestem staromodny drukując mapkę na kartce?"
Ja po prostu wypisałbym nazwy kolejnych ulic, szkoda tuszu w drukarce. I tak też robię, jak potrzeba.

Jim1961   7 #5 30.05.2012 20:15

Ja ostatnio zwiedzałem Wrocław. Nic poza mapą, 48-godzinnym biletem komunikacji miejskiej i obranymi "celami" nie było potrzebne :D ... no chyba, że ktoś na przyczepkę :]

lucas__   13 #6 30.05.2012 21:03

Hehe jak ostatnio byłem w Krakowie (czyli dość dawno) i korzystałem z google maps z włączonym gps to pokazywało mi, że płynę sobie środkiem Wisły ;p

WODZU   17 #7 31.05.2012 09:55

Jako użytkownik smartfona powiem tak: jeśli mam komfort pozwolenia sobie na ewentualne zgubienie się, korzystam tylko ze smartfonu (wiadomo bateria żyje własnym życiem, a właściwie zasilany nią Android), jeśli natomiast muszę koniecznie dotrzeć na miejsce i na czas, to dodatkowo biorę "analogową" drukowaną mapę i drukuję ewentualne wskazówki znalezione w internecie.

elzear   5 #8 31.05.2012 11:13

Uhh ach :) wystarczyło zapytać, kogoś kto mieszka w Krk co i jak :)
strona prawie niezbędna do sprawdzania połączeń w Krakowie (działa dość znośnie):
http://www.mpk.krakow.pl :):)
Można posiłkować się bardzo fajną stroną:
http://mapakrakow.pl/ którą notabene polecam:)

  #9 31.05.2012 20:39

FMF faktycznie jest świetnym festwalem. Ja niestety w tym roku mogłem być jedynie w czwartek.