Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

[Felieton] Piractwo gorsze (cz. 2)

Przed napisaniem tego tekstu sporo się zastanawiałem czy warto. Zniechęciło mnie to, że w dużym stopniu byłoby to bezcelowe użalanie się nad sobą. Teraz dobrą okazją stał się mój poprzedni wpis, dla którego sytuacja, w której się znajduję będzie ilustracją myśli, którą tam zawarłem.

Wstęp

Od jakiegoś czasu udzielam się w uczelnianym chórze (uczelni, w której już nie studiuję, jednak to nie stanowi problemu). Kiedy do chóru wstępowałem z innymi nowymi osobami, po naborze stanowiliśmy połowę całego składu. Dużą zaletą było to, że stosunkowo łatwo było nam się razem uczyć nowych rzeczy, a przy tym, dyrygent nie miał poczucia tracenia czasu.
Są dwie gruby utworów jakich się uczymy: te, które większość już zna, które się często wykonuje na koncertach i te, które są dla wszystkich nowością. Dla pojedynczych nowych osób uczenie się stałego zestawu stanowi problem, gdyż nikt nie będzie poświęcał jednej osobie czasu – chór dostaje pieniądze z uczelni i niestety czasem wymaga to pragmatycznego myślenia.
Po jakimś roku z chóru odszedłem, ze względu na tymczasową przeprowadzkę. Wróciłem dopiero po półtorej roku i z przerażeniem zorientowałem się, że z 30 osób, które razem ze mną do chóru dołączały, zostały 3. Kolejnym problemem było to, że niedługo potem był kolejny nabór i tym razem zamiast 30 osób dołączyło może 5.
Wiele się zmieniło i sporo nowych utworów wpadło do stałego zestawu, jednak tym razem nie było dużej grupy mogącej się wspólnie uczyć. Włączanie się ludzi do stałego składu (grupa ludzi, która zna stały repertuar) zostało zrzucone na barki samych zainteresowanych. Teraz mają się oni w domu sami uczyć tych rzeczy.

Technologia wspierająca

Na szczęście dostępne jest narzędzie pozwalające osobom nieznającym nut na znaczące ułatwienie zadania. Wystarczy skorzystać z programu NoteWorthy Composer (NWC). Jest to program pozwalający na przepisywanie, odczytywanie i zapisywanie nut, eksportowanie do formatu PDF i odtwarzanie ze wsparciem całych utworów (coś a la GuitarPro). 3 osoby w chórze poświęcają swój czas w domu na przepisywaniu utworów przy użyciu NWC, by reszta mogła później je u siebie przesłuchać w tym programie. Zalet jest wiele: można wyłączyć inne głosy i skupić się na własnej linii melodycznej, można odtwarzać tylko wybrany fragment, zwiększać i zmniejszać tempo.
Wygląda świetnie, nieprawda? Nie, nie prawda…

Technologia utrudniająca

Koszt programu wynosi 50$ (jest 30 dniowa okrojona wersja testowa, ale mnie się skończyła jakoś w połowie zeszłego roku). Z tego co mi wiadomo, na dzień dzisiejszy w chórze nikt nie ma wersji oryginalnej, ale pół roku temu krążyła plotka, że jedną kopię kupi nam uczelnia. Niby się cieszyć, choć nadal 20 ludzi będzie pracować na pirackim oprogramowaniu. Sęk tkwi jednak w tym, że prośba o tę licencję wynikała wyłącznie z faktu, że nowsza wersja, na którą przeszli, ma lepsze zabezpieczenia przeciw piraceniu i nie otwiera utworów napisanych w innym programie…
Kolejną cechą tego programu jest to, że projekty zapisuje utwory w zamkniętym formacie .nwc. Obecnie na rynku nie istnieje chyba żaden inny program potrafiący otwierać takie pliki, za to istnieją programy potrafiące obsługiwać 10 innych formatów, w tym obecnie chyba najpopularniejszym MusicXML, który, jak nietrudno się domyślić, jest otwarty i niezależny od żadnego programu.

Można też mieć pewne zastrzeżenia co do samego interfejsu. Czasy Windowsa XP powoli mijają, czego zdają się nie zauważać autorzy. Strona trzyma poziom interfejsu (tak, wiem, że jestem złośliwy). Ale już obiektywnym problemem jest to, że język angielski nie jest jedynym jakiego się używa w świecie i dziś brak wsparci dla innych języków świadczy o produkcie i producencie.

„Ale to nie chodzi o wspieranie piractwa…”

Z próby na próbę, jak mantra powtarzane jest obecnym nowym członkom, by w domu ściągnęli sobie NWC i się douczali. Słuchałem tego z lekkim zażenowaniem, aż zniecierpliwiony dyrygent spytał mnie czemu nie uczę się w domu. Tytuł tego akapitu tłumaczy jak wyglądała rozmowa…

Vendor lock-in?

Na rynku jest z 10 różnych programów służących temu samemu celowi. Jeszcze w wakacje miałem ambicje by przepisywać ponownie nuty w jakimś dostępnym dla mnie programie, jednak zapał szybko zdechł, jak się okazało, że zainteresowanie czymś nowym jest zerowe – przez kilka lat zostało przepisanych około 80 rzeczy do .nwc i nikomu nie chciałoby się robić tego ponownie od zera. Konsekwencją jest to, że i kolejne rzeczy zostaną przepisane do .nwc tworząc w ten sposób błędne koło…

Mimo to w wakacje dowiedziałem się, że bardzo dobry produkt stworzyła społeczność na bazie innego programu stworzonego przez społeczność (wskrzeszanie umierających projektów – kolejny przykład zalet OS) – a nazywa się on MuseScore. Program dla wielu platform, w wielu językach, ze wsparciem wielu formatów zapisu nut, za darmo, prężnie się rozwija, mnóstwo poradników (w tym po polsku!), system wymieniania się nutami… A to tylko jeden z wielu dostępnych programów. Na pewno są gorsze, a może i lepsze, których używanie nie wiąże się z dyskryminacją osób biedniejszych (lub przeciwnych piractwu). Szkoda tylko, że nikt nie pomyślał zawczasu by wybrać produkt nieuzależniający od jednego dostawcy. Ironią trochę jest to, że ta nowsza wersja programu, którą już trzeba kupić by był sens korzystania z niej, potrafi zapisać nuty w nowym otwartym formacie. Udało mi się znaleźć nawet konwerter z niego do MusicXML. Sęk w tym, że trzeba najpierw kupić NWC, a jak nam uczelnia kupi NWC, to będzie to kolejny argument by nie porzucać tego produktu…

Zakończenie

Coś co stało się w pewnym momencie moich hobby, powoli staje się dla mnie bezsensownym pożeraczem czasu, przy okazji psującym mi humor.

Wpis ten pokazuje jak codziennie jest w Polsce psuty rynek oprogramowania (za granicą też, ale to Polska jest największym piratem Europy). Tajemnicą Poliszynela jest, że dzieje się tak z wieloma produktami, jednak tym razem mogłem po prostu opisać własne, a nie czyjeś, doświadczenia.

Uwaga

Gdyby ktoś posiadał legalną kopię programu NWC w wersji obsługującej zapis do otwartego formatu to prosiłbym o kontakt na mejla. W zamian za przetworzenie zestawu nut oferuję te właśnie nuty, które zostały przepisane przez osoby z mojego chóru. W tym momencie stoję w miejscu, a nie chciałbym wylecieć z chóru z powodu nieporozumień. Być może mając w ofercie program, którego nie trzeba piracić i nuty, które można w nim otworzyć, uda mi się przekonać osoby z chóru do zmiany przyzwyczajeń. 

oprogramowanie inne

Komentarze

0 nowych
Tazik   5 #1 24.01.2012 18:40

Pozdrawiam kolegę po fachu;) W moim chórze również panował system "douczania się z komputera". Była to inicjatywa oddolna, a tak właściwie to moja. Tylko że od początku wszystkie utwory jakie przepisywałem (a robiłem to właściwie tylko ja, bo nikomu innemu nie chciało się bawić) były zapisywane w midi, do czasu gdy korzystałem z Anvil Studio. Gdy przesiadłem się na MuseScore i zacząłem zapisywać w jego natywnym formacie, zaczęły się opory. Niewiele osób chciało używać MuseScore, mimo jego dużo większych możliwości od zwykłego edytora midi. W efekcie nuty zapisuję wyłącznie na własny użytek.
Czasem mimo dobrych założeń, cała inicjatywa rozbija się o opór materii ludzkiej...

  #2 24.01.2012 20:48

I'm one of the developers of MuseScore and I'm delighted to read your story. I used Google Translate and read the English translation. While this is not perfect, I did understand your main theme I guess. But I wondered about something. What do you think might be or become a good reason for people to switch over to MuseScore? As we heading towards MuseScore 2.0, I want to understand better how we can communicate MuseScore to existing notation software users. Hence my question. Thank you for your answer.

Maxi_S   4 #3 24.01.2012 23:16

[cytat]
Jeszcze w wakacje miałem ambicje by przepisywać ponownie nuty w jakimś dostępnym dla mnie programie, jednak zapał szybko zdechł, jak się okazało, że zainteresowanie czymś nowym jest zerowe – przez kilka lat zostało przepisanych około 80 rzeczy do .nwc i nikomu nie chciałoby się robić tego ponownie od zera. Konsekwencją jest to, że i kolejne rzeczy zostaną przepisane do .nwc tworząc w ten sposób błędne koło…
[/cytat]

Jakbym czytał o MS Office ;-)

  #4 25.01.2012 10:08

Dlatego proponuję ogólnopolski bojkot płatnych programów bez polskiej wersji językowej! Jeśli zagraniczne firmy chcą kasy od polskiego usera niech się przyłożą do pracy.

Druedain   14 #5 25.01.2012 12:48

Tu trzeba zmian mentalności Polaków. Dziś spora grupa ludzi protestuje przeciwko ACTA bo lubią swój piracki proceder, a nie dlatego, że wzbudza wątpliwości prawne.

lucas__   13 #6 25.01.2012 19:16

Tak to już jest, kiedy korzysta się z zamkniętego oprogramowania. Gdyby chociaż NWC posiadał jakiś otwarty format zapisu...