Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Samsung Google'owi nie podskoczy

Niedawno na portalu pojawił się news dotyczący nowej strategii Google'a związanej z Androidem, a noszącej nazwę Silver. Jest w nim mowa o przejęciu kontroli nad Androidem przez Google. Prócz omówienia plotek i przedstawienia domysłów z tym związanych, jest też mowa o wyjątkowej pozycji, jaką ma obecnie Samsung na rynku urządzeń i usług.

Samsung jest gigantem dość dobrze dywersyfikującym swoje źródła dochodu. Nadmiar gotówki udaje się zaś bez problemu zmarnować, np. produkując nadmiar urządzeń, które stają się konkurencją dla samych siebie, czy rozwijając kolejny rok system Tizen – kiedyś postrzegany jako słuszny następca MeeGo – który do dziś nie doczekał się materializacji w smartfonach. Innym równie dzielnie prowadzonym przedsięwzięciem, o którym zostało napisanych słów parę w newsie, jest dokładanie kolejnych klocków do niezależnego ekosystemu androidowego.

Zastanawia mnie jednak, ilu właścicieli urządzeń Samsunga wie, że jest np. coś poza sklepem Google Play. Myślę, że większość osób kojarzy głównie smartfony, a część nawet wie, że napędzane są Androidem z nakładką TouchWiz i to jest wszystko, co je odróżnia Xperii (no, może jeszcze jakość wykonania obudowy ;) ). Dla mnie jednak wypłynięcie newsa o Silver, to dobra okazja do podzielenia się moimi przemyśleniami i pewnymi doświadczeniami.

Robić za kupy

Na rozgrzewkę coś lżejszego, czyli sklep z aplikacjami, jakim go widzą odbiorcy treści. Liczba aplikacji w teorii pokazuje popularność platformy i wyższość nad konkurencją, dlatego jest to jeden z ważniejszych elementów każdego ekosystemu. W praktyce stało się dogmatem to, że atrakcyjności sklepu jest proporcjonalna do jego rozmiaru (nawet jeśli ma się to nijak do jakości zawartości). Na pewno jednak znaczenie mają przychody z tytułu pośrednictwa w dystrybucji, czyli zatrzymywanie przez sklep procentu wartości aplikacji przy jej zakupie przez użytkownika lub pośrednio z tytułu zarabiania na reklamach. Tyle teorii.

W praktyce w kontekście tego wpisu należy się skupić na dwóch konkretnych sklepach. Zacznijmy od tego, co zna większość użytkowników Androida, czyli Google Play. Można się do niego dostać bądź za pośrednictwem przeglądarki, bądź korzystając z dedykowanej aplikacji mobilnej. Interfejs jest poprawny, trzyma się współczesnych trendów, a wersja WWW sensownie wykorzystuje całą szerokość ekranu. Narody nie klękają, bo nie jest to platforma wolna od rzeczy irytujących, bądź niedopracowanych, ale nie kojarzę też zasadniczo negatywnych opinii ze strony użytkowników.

Miało być o Samsungu, więc teraz kolej na sklep, który ma stanowić realną konkurencję dla Google Play, czyli Samsung Apps. Zacznijmy od strony WWW. Pierwsze wyniki, jakie wyświetlają popularne przeglądarki po wpisaniu nazwy sklepu, zwracają odnośnik http://www.samsung.com/pl/samsung-apps/index.do. Strona ta nie pokazuje jednak sklepu, a jedynie podstronę w portalu Samsunga z planszą zachęcającą do odwiedzenia sklepu…

Przymknijmy oko na mało atrakcyjny odnośnik oraz samą stronę i dajmy szansę sklepowi właściwemu. Mamy połowę 2014 roku, a właściwy sklep Samsunga prezentuje się tak atrakcyjnie, jak przeciętny portal sprzed ładnych paru lat. Interfejs jest dość chaotyczny, np. logować się można bezpośrednio na stronie, jak i po przejściu na odrębną stronę logowania (odnośnik na samej górze). Po wybraniu drugiej opcji przycisk cofania w przeglądarce nie potrafi przenieść nas ponownie na stronę główną sklepu, bo po drodze jeszcze było przekierowanie z jakiejś koreańskiej wersji językowej. Poniżej po lewej jest lista kategorii aplikacji – długa i mało atrakcyjna – i z jakiegoś powodu schowane na samym dole bardziej czytelne kafelki, ale tylko dla trzech kategorii. Ogólne poczucie, że strona jest, żeby być, nie żeby zachęcić…

Lepiej prezentuje się wersja mobilna, która z okazji zbliżającej się premiery nowego flagowca (Galaxy S5), w lutym doczekała się przyjemnego odświeżenia. Dla mnie było to szczególnie miłym zaskoczeniem, bo pamiętam, jak wyglądało to wcześniej. Przede wszystkim interfejs został spłaszczony i wykorzystano bardziej żywe kolory. Nie oceniam samej mody na tego typu interfejsy, tylko cieszę się, że aplikacja się rozwija. Sam układ jest zdecydowanie bardziej przemyślany niż wersja WWW (lepszy nawet niż w aplikacji Google Play?). Zamiast jednej długiej listy informacji o aplikacji, są zakładki, które pozwalają szybciej dotrzeć np. do recenzji.

Niestety nawet najładniejszy interfejs jest tylko skorupką. Nie da się nim zastąpić samych aplikacji, a z tym jest obecnie najgorzej. Policzyłem, że mam obecnie na swoim telefonie 44 samemu zainstalowanych aplikacji. W większości są to popularne tytuły, o których wielokrotnie się wspomina w mediach technologicznych. Sprawdziłem, ile z nich znajduje się w Samsung Apps i wyszło, że ledwie 10. Nie sposób ocenić, jak to wygląda u innych użytkowników, ponieważ Samsung nie publikuje nigdzie konkretniejszych informacji (ciekawe czemu…). Jedyne co udało mi się znaleźć w internecie, to informacje z 2011 roku, kiedy Samsung Apps oferowało aplikacje dla telefonów z systemem Bada i było to 13 tys. pozycji.

Pewien obraz tworzą jednak listy promujące. Wśród aplikacji polecanych przez Samsunga znaleźć można: Prince of Persia, aplikację Eurosportu, czy Rzeczpospolitej. Zastanawia mnie jednak czy faktycznie jest się czym chwalić, skoro lista ma w sumie tylko 70 miejsc (7 widoków, a w każdym 10 tytułów), a i tak ostatni widok prezentuje tylko połowę aplikacji i… drugie tyle pustych miejsc.

Jeszcze gorzej jest z listami najpopularniejszych aplikacji płatnych i bezpłatnych. Średnio oceniane Pou (coś a la tamagotchi), siermiężny Hammer, czy dwie inne aplikacje, które w ogóle nie doczekały się oceny. Użytkownicy nielubiący przepłacać najchętniej skanują kody QR i świecą Latarką Free - latarka. Latarka LED. Podświetlenie ekranu. oświetlenie (nie wiedzieć czemu sporo komentarzy zawiera słowo „zainfekowane”). Jestem teraz cholernie kąśliwy, ale pamiętam, jak takim czymś zachęcano dzieci w gimnazjum, żeby ściągnęły grę reklamowaną w MTV…

We need to go deeper!

Dla mnie dużo ciekawszy jest sam proces dodawania aplikacji. Jest bardziej złożony niż u Google'a, przede wszystkim ze względu na testy stabilności i selekcję mająca wyciąć aplikacje potencjalnie niebezpieczne. Czy można by chcieć czegoś więcej niż gwarancja jakości? W końcu dla wielu ta cecha decyduje o wyższości iTunes Apple'a nad sklepem Play. A jednak może rodzić to kontrowersyjne, np. wycięcie odtwarzacza VLC z iTunes za to… że jest na licencji GPL. Kluczowe hasło w samej idei selekcji to „czynnik ludzki”. Jeśli w przypadku Apple'a pojawiają się kłopoty, to…

Pół roku temu pracowałem nad kilkoma aplikacjami, które po uiszczeniu dodatkowej opłaty, miały oferować coś więcej (lub mniej, jeśli to była płatna blokada reklam). Wystarczy zaimplementować odpowiednie API Samsunga. Następnie jest test na sucho i jeśli wszystko gra, można aplikację zgłosić do testów. Na odpowiedź czekać trzeba ok. tygodnia (czasem była na drugi dzień, czasem po dwóch tygodniach). W odpowiedzi dostaje się udokumentowane wyniki testów. Zawierają one informacje na temat wykorzystywanych urządzeń i wersji Androida, a dla każdego z nich informację, czy aplikacja działała poprawnie. Jeśli nie, to opisane są jeszcze przyczyny odrzucenia aplikacji. Do tego też często dołączane są filmy prezentujące czynności, których wykonanie ujawniło błąd. Jak na razie wszystko w porządku, prawda?

Po kilku aplikacjach zaakceptowanych przez pracowników Samsunga, dostałem raport z odrzucenia. Żaden programista tego nie lubi, bo każdy wie, że jest debeściak i jego programy są bezbłędne. Z bólem serca podporządkowałem się i zacząłem przeglądać treść raportu oraz analizować nagrany film. Na filmie widać, jak testująca osoba włącza aplikację, przechodzi do ekranu zakupów, po czym pojawia się błąd. W raporcie czytam:

-itemId : 000001000018
-thirdPartyName : com.sec.android.iap.***
-statusCode : -1007
-errorString : Product does not exist in this store
Ale, że yyy?!

Jak ktoś jeszcze nie dostrzega problemu, to objaśniam. Tester chciał sprawdzić, czy robienie zakupów działa. Zakupy nie działają, ponieważ aplikacji nie ma jeszcze w sklepie. Aplikacji nie ma jeszcze w sklepie, ponieważ nie przeszła jeszcze testów. Aplikacja nie przeszła testów, ponieważ tester wykrył błąd przy robieniu zakupów. Tydzień zmarnowany, ponieważ „czynnik ludzki”… W sumie odrzucili mi w ten sposób 3 aplikacje. Pomogło dopiero dołączanie do aplikacji informacji tłumaczącej, że błąd się nie będzie pojawiał, jeśli aplikacja trafi do sklepu.

Here be dragons

Truizmem będzie, jeśli napiszę, że jeśli coś nie działa, jak należy i nie bardzo wiadomo czemu, zaczyna się szukać pomocy na zewnątrz. Czasem wystarczy odpowiednio silna i zorganizowana społeczność. StackOverflow? Z reguły można tam znaleźć odpowiedzi na większość pytań, często nawet poprawnych i zadowalających. Wszystko pod warunkiem, że inni ludzie korzystają z technologii sprawiających problemy :) .

Tak, znów zgadliście :( , pomocy tam się nie znajdzie. Jedynym miejscem, w którym jest sens jej szukać, jest oficjalne forum Samsunga. Na początek powtórka z rozrywki, czyli ktoś inny ma problem z bezsensownym odrzucaniem. Autor stworzył aplikację specjalnie na konkurs, czas się kończy, a frustracja rośnie. Na szczęście ktoś mu poradził zrobić to, co ja.

Innym razem przeglądając forum, trafiłem na wątek początkującego programisty, w którym pyta jak zaimplementować opłaty. W skrócie rozmowa wygląda tak:

– Jak zaimplementować?
– Przeczytaj dokumentację.
– Już to zrobiłem, ale nie jest ona zbyt czytelna
– Naucz się SDK Androida.

Not sure if we need to go deeper…

Napisałem, że kiedy coś nie działa, jak powinno, zaczyna się szukać pomocy na zewnątrz. Tylko dlaczego coś nie działa, jak powinno? Dlaczego ludzie szukają pomocy przy rzeczach trywialnych? Implementacja mechanizmów Googla sprawdza się najczęściej do wyszukania odpowiedniego poradnika na portalu dla programistów i uzupełnienia kodu krok po kroku według zaleceń. Kiedy przyszło mi zaimplementować to samo z API Samsunga, jedyne co dostałem, to niedziałająca aplikacja przykładowa, 20 stron w PDF-ie, gdzie wymieszane były kawałki dokumentacji, komentarze dla programistów i wskazówki błędnie sugerujące stosowanie flag oraz pliki z kodem źródłowym, zamiast pojedynczej biblioteki… To ostatnie w sumie trochę mnie uratowało, bo przy szczątkowej dokumentacji, nie byłbym w stanie zrozumieć zasady działania opłat, bez zaglądania do tego kodu. Żeby jednak programista nie czuł się zbyt komfortowo, jakoś kodu była odpowiednio wątpliwa.
Jeśli potrzebujesz więcej niż trzech poziomów wcięcia, twój kod i tak jest schrzaniony
Znacie ten cytat? A wyobraźcie sobie kod, w którym metody mają po 100, 200 linii kodu przyozdobionego komentarzami po koreańsku, mającego do pięciu poziomów wcięć.
Swoją drogą 'false == mProgressDialog.isShowing()' oraz '_context' to przynajmniej dwa dziwactwa. Negacja przez jawny 'false'? Metoda zaczyna się od 'm', a zmienna od '_'? To pierwsze jest dziwne, bo Java bez takich cudów już jest nadto gadatliwa. Jeśli zaś chodzi o nazewnictwo, Google ma swój standard kodowania i w jego opisie jest zaznaczone:
In Google Style special prefixes or suffixes, like those seen in the examples name_, mName, s_name and kName, are not used
W Samsungu ktoś chyba nie doczytał…

Co nas czeka?

Niesprawiedliwie byłoby, gdybym nie sprawdził, czy pół roku później nic się nie poprawiło, a jest trochę lepiej. Po pierwsze kod nie jest już zaśmiecony koreańskimi komentarzami. Nie udało mi się też znaleźć więcej specyficznych negacji (patrz wyżej). Reszta niestety po staremu…

Jeśli zaś chodzi o dokumentację, teraz udostępniony PDF zawiera instrukcję jak krok po kroku zaimplementować wewnętrzne płatności, tak samo, jak u Google'a. Nadal jednak nie rozumiem, dlaczego portal dla programistów nie został bardziej uporządkowany. Nie kojarzę, np. by gdzieś indziej jedyna forma dokumentacji zawierała się w pliku PDF. Ponadto nadal mam dziwne przeczucie, że Samsung udostępnia wyłącznie kod źródłowy, bo programista i tak będzie musiał do niego zaglądać.

Patrząc na tę platformę, dalej myślę, że publikowanie w niej aplikacji jest pozbawione sensu. Dla osób bardziej cierpliwych wartym uwagi może być jednak sam proces weryfikacji, bo jeśli testerzy nie będą robić głupot opisanych powyżej, za darmo przetestują naszą aplikację, czyli zrobią coś, co nie należy do tanich przedsięwzięć.

Dopóki zaś Android spoczywa w rękach Google'a, Samsung zawsze będzie jeden krok z tyłu, nigdy nie będzie tak szybko publikować aktualizacji systemu, a nietypowe rozwiązania mogą wymagać drastycznego przepisania, jeśli jakaś część jądra będzie się bardziej zmieniać w kolejnych wersjach AOSP. Trudno zrozumieć czemu Tizen ciągle czeka za kulisami i tylko nieśmiało zostaje pokazywany w zegarkach, czy zapowiadany w Galaxy Glass. Nie oczekiwałbym, że w rozwoju Androida Samsung prześcignie Google'a i jego usługi staną się realną konkurencją. Coraz bardziej boję się, że po systemie Bada to tylko kolejny raz zmarnowany potencjał i Tizen też tak może skończyć…

I mam nadzieję, że bardzo się mylę, nie wierząc w Samsunga i wreszcie coś się ruszy. 

oprogramowanie programowanie urządzenia mobilne

Komentarze

0 nowych
Frankfurterium   10 #1 21.05.2014 21:44

Samsung... Jeżeli ktoś zaproponuje ci programowanie na ichniejszy sprzęt androidowy, który nie jest telefonem ani tabletem - uciekaj. Dramat i reverse engineering.

lucas__   13 #2 21.05.2014 22:43

I pomyśleć o tych biednych polakach pracujących nad Tizen w Samsungu ;p

Vidivarius   14 #3 21.05.2014 23:35

@Druedain
@all
Wybacz mi komentarz kompletnie od czapy. Nie bierz go do siebie. Po prostu zbyt często widzę ten błąd, korzystam więc z okazji by zwrócić czytelnikom i piszącym na niego uwagę.

"... czemu..."
Gdy pytamy o przyczynę używamy pytania "dlaczego?".
Zaś "czemu" można użyć w kontekście: "komu, czemu się przyglądasz"

xomo_pl   21 #4 21.05.2014 23:42

samsung... firma ze świetnym sprzętem ale softowo leży... dlatego jeśli sprzęt tej firmy to tylko z softem, którego nie mogą zepsuć jak WindowsPhone czy Windows 8.1...

jednakże gdyby nie samsung android ni byłby tam gdzie jest- nexus świata nie podbiłby podobnie jak konkurencja- dopiero samsung sprawił, że są ludzie, którzy mówią "nie chcę iphone".. teraz wystarczy, że samsung przyłożyłby się do softu to google może mieć problem z androidem, który może nie tyle istnieje dzięki samsungowi co jest tak popularny...

eimi REDAKCJA  17 #5 22.05.2014 11:43

Nie jestem pewien, czy te oceny Druedaina stosują się do rynku koreańskiego - i szerzej, azjatyckiego. W sklepie Xiaomi jest mnóstwo aplikacji, których w Play nie znajdziesz... oczywiście tylko po chińsku. Jest też trochę aplikacji znanych z Play, które u Google'a są płatne, a w Xiaomi markecie są darmowe. Pierwszy z brzegu przykład - Wolfram Alpha.

Druedain   14 #6 22.05.2014 11:54

@eimi
Samsung stara się w Europie mieć swoje przyczółki. Zlecenia na przenoszenie aplikacji do Samsung Apps dostawałem, ponieważ zleceniodawca chciał utrzymywać dobre stosunki z Samsungiem.

Inna kwestia to sam sklep, który bez zalogowania nie powinien filtrować zawartości. Na pierwszy rzut oka nie ma tam żadnych czysto koreańskich aplikacji, więc wątpię by było, jak ze sklepem Xiaomi.

Co do płatności, to reguły nie ma, bo Xyrcon czasem trafia na promocje w Samsung Apps, zaś ja znalazłem aplikacje, które w Samsung Apps są droższe, niż w Play'u.

  #7 22.05.2014 14:06

Twój komentarz, który sam określasz mianem komentarza "od czapy" (a przy okazji: co miałby oznaczać ten zwrot?), jest nie tylko nietaktem, bo to forum o technologiach a nie dyktando pisane w szkolnej ławie, ale i wyrazem tego, że nie mając nic do powiedzenia, rozgłaszasz mądrości dotyczące języka ojczystego, nie mając w rzeczywistości o nim pojęcia!

http://pl.wiktionary.org/wiki/czemu
czemu
znaczenia:
zaimek pytajny
(1.1) dlaczego, po co

Proponuję skoncentrować się na zdobywaniu wiedzy i umiejętności, bo posiadane obecnie nie wydają się wystarczające, by dzielenie się nimi ze społecznością przynosić miało pozytywne rezultaty.

Vidivarius   14 #8 22.05.2014 14:51

@up #7
Spokojnie, bo od nadmiaru wrażeń i wysokiej temperatury krew ci nosem pójdzie. Jeśli nie wiesz co znaczy zwrot "od czapy" to sorry, ale nie mamy o czym gadać. Oczytaj się i możemy wrócić do tematu.
Wiki nie jest wyrocznią. Radzę zajrzeć do sprawdzonych źródeł.
Jak sądzę Druedain nie potrzebuje papugi. Po jego tekstach widać, że bez problemu poradzi sobie w wymianie poglądów. Wcześniejszy komentarz nie był żadnym atakiem, ot, takie didaskalia.

  #9 22.05.2014 15:12

O właściwe ciśnienie mojej krwi w tak ciepły dzień jak dziś nie musisz się martwić, zapewniam.
Wskaż proszę te źródła, które uważasz za sprawdzone w takim stopniu, że mogłyby być wyrocznią, skoro wskazane przeze mnie, a także takie, jak np. wypowiedzi pracowników naukowych Uniwersytetu Warszawskiego:
http://poradnia.pwn.pl/lista.php?id=13550hehehe
są niewiarygodne i błędne, ale i niekompletne, skoro nie definiują znaczenia tak powszechnie znanego przecież związku frazeologicznego, jak "od czapy". Z góry dziękuję.

Aha, zauważ, że nie dałem jakiejkolwiek przesłanki, która mogłaby wywołać wrażenie, że wypowiadam się w imieniu Vidiariusa; podkreślam zatem, że wypowiadam się tylko i wyłącznie w swoim własnym imieniu, bo nie życzę sobie, by wprowadzano chociażby moje dzieci, które mogą przeczytać taki komentarz, jak Twój, w błąd, wywołując dodatkowe wrażenie, że został napisany celem wyprowadzenia z błędu, w przeciwieństwie do Ciebie, skoro wyrażasz jasny osąd w sprawie tego, czy ów Vidiarius papugi potrzebuje, czy też nie.

Druedain   14 #10 22.05.2014 15:20

@Vidivarius
W sumie to trudno mi znaleźć uzasadnienie dla Twojej tezy u odpowiednich źródeł. Przekreśliłeś Wikipedię, a ja w Poradni Językowej PWN znalazłem 3 odpowiedzi prof. Bańko, z których wynika, że „czemu”, to takie bardziej literackie „dlaczego” i to jest jedyna wskazana różnica.

Vidivarius   14 #11 22.05.2014 16:08

@Druedain
"dlaczego" - gdy mówimy o przyczynie "dlaczego tam zmierzasz"
"czemu" gdy mówimy o celu - "ku czemu zmierzasz"
Owszem często w mowie potocznej stosowane zamiennie - taki uzus, choć ich etymologia wskazuje na znaczenie jakie podałem wyżej. Doświadczony korektor w wydawnictwie takie rzeczy wychwytuje - bo język literacki jest bardziej wymagający. Niemniej "czemu" występuje w całkiem zgrabnych związkach frazeologicznych bo "czemu by nie". :)
Mirosław Bańko odpowiadając na pytanie też nie odpowiedział bez wątpliwości " ale dlaczego (czemu) – nie umiem dokładnie wyjaśnić "
W innym miejscu Bańko pisze, że "czemu" jest bardziej literackie. Kompletnie nie wiem skąd on taki wniosek wywiódł, a moja niewiedza nie wynika z braku znajomości tematu.
Przekreśliłem Wiki, gdyż akurat w tym miejscu wiadomości są nieprecyzyjne. Zresztą w innych również, co oczywiście nie jest normą. Warto jednak pamiętać, że poza Wiki są źródła podlegające rzetelnej recenzji merytorycznej i te bym stawiał jako pierwotne.
Nie chciałbym wyjść na jakiegoś językowego faszystę. Ta kwestia nie jest mi wielką zadrą w sercu, to też nie planuję o nią kruszyć kopi. Nie sądziłem też, że ktoś zacznie rzucać kamieniami - vide #7. Jeśli jednak kogoś interesuje kulturalna wymiana poglądów to nie odmówię. :)

Druedain   14 #12 22.05.2014 16:12

@Vidivarius
Nie chodzi o zarzynanie się, a przynajmniej o ja nie walczę o moją rację. Chciałem tylko wiedzieć, czemu moja wersja jest niepoprawna. Prof. Bańko przeciw Twojemu komentarzowi. Ciężko mi nie wybrać opinii profesora. Czy masz jakieś konkretne źródła potwierdzające Twoją wersję?

I co sądzisz o wpisie? :->

Vidivarius   14 #13 22.05.2014 16:42

@Druedain
Uchowaj Boże, nie ciebie miałem na myśli, pisząc o walce na noże :)
Skąd moja opinia? Też jestem pracownikiem naukowym wydziału humanistycznego (historyk konkretnie) i wydawcą jednocześnie. Trochę oczytanym. Znam środowisko naukowe. Wiem jak wygląda tytuł prof. z zewnątrz i wiem jak wygląda to od zaplecza. To co dla postronnego obserwatora w słowach profesora jest niezachwianą prawdą ostateczną, w rzeczywistości może być tylko osądem. Nie chcę tu dezawuować prof. Bańko, zapewne to zacny naukowiec. Niemniej sam przyznał, że "pewności nie ma, nie umie wyjaśnić" i to właśnie daje mi podstawę do nie brania jego opinii jako ostateczne dowiedzionej prawdy. Już w tym momencie jego opinia jest równoważna mojej - obie można traktować jako osąd. Jako historyk zajmuję się też językiem (na marginesie głównych badań). "Oglądam" go niekiedy na przestrzeni wieków. stąd też wywodzę swój osąd. Co do słowników - teraz, tak na szybko, nie mam nic na podorędziu. Poszukam. Zdaje się, że była też kiedyś w radiu audycja na ten temat - jakaś miła pani przybliżała problematykę. Zabij ale nie pamiętam gdzie i kiedy.

Artykuł, wpis interesujący, choć część o API to jak dla mnie "czarna magia". Co do oceny Samsunga i jego zaplecza "sklepowego" też nie mam najlepszego zdania. W swoim Galaxy zablokowałem (wyłączyłem) ich sklep i inne oprogramowanie (za wyjątkiem kalendarza i notatek) zbyt wkurzające, zasobożerne i kompletnie nie przydatne w porównaniu ze sklepem Googla.
Rozumiem, że "Robić za kupy" to taki zabieg retoryczny :)
Na pytanie "Co nas czeka?" odpowiadasz kartą tarota. Diabeł w tym położeniu symbolizuje skoncentrowanie się na wartościach materialnych i porzucenie duchowych. To oczywiście w kontekście działań Samsunga (i innych tego typu firm) jest jak najbardziej uzasadnione. Zabieg celowy, czy przypadek?

  #14 22.05.2014 17:18

Rzucanie kamieniami? Mój drogi, te zabiegi stylistyczne nie są chyba konieczne?

Zwróciłem uwagę - z uzasadnieniem - że przeszkadza mi to, że, przykładowo, moje dzieci, przypadkowo czytając taką wypowiedź, mogą przedsięwziąć błędną wiedzę na temat poruszanych w nim zagadnień, stąd sugestia zaniechania takich praktyk. Co nie wyłącza oczywiście słuszności stanowiska, że kamień byłby tutaj bardziej przydatny.

Oczywiście, stosując Twoją nomenklaturę, JESTEŚ "faszystą językowym", chociażby dlatego, że odmówiłeś - i najwyraźniej to stanowisko podtrzymujesz, skoro wymianę zdań prowadzisz już tylko z autorem posta - kontynuowania rozmowy ze mną tylko dlatego, że nie znam znaczenia pojęcia "od czapy"...

  #15 22.05.2014 17:20

A czy słownik PWN jest lepszym źródłem, niż doktor Bańko?
http://sjp.pwn.pl/slownik/2450421/czemu
czemu pot. «dlaczego»

Nadal nie odpowiedziałeś mi na pytanie: co jest zatem dla Ciebie takim źródłem, bo dowiedziałem się dotychczas tylko i wyłącznie, że jest nim "za cholerę nie pamiętasz co".

Druedain   14 #16 22.05.2014 17:35

@Vidivarius
Tytuł profesora to dla mnie konkretne osiągnięcie, ale też umiem kwestionować autorytety. W kontekście tego o czym pisaliśmy teraz, nie jestem w stanie jednak samemu wykazać błędu, więc mogę jedynie takie powierzchowne kryteria brać pod uwagę. Co do prof. Bański, przeczytałem przynajmniej trzy różne jego odpowiedzi na pytania, w którym zawsze wniosek był taki, że „czemu” to „dlaczego”, tylko bardziej literackie. Jako historyk wiesz, że język ewoluuje, więc dość ważne jest by źródło Twojej opinii było w miarę świeże. Może oboje macie rację, tylko ty w odniesieniu do przeszłości, a prof. w odniesieniu do obecnej formy języka polskiego.

Kupy były celowe, ale ta konkretnie karta tarota przypadkowo pasuje swoim znaczeniem.

  #17 23.05.2014 17:13

"Zastanawia mnie jednak, ilu właścicieli urządzeń Samsunga wie, że jest np. coś poza sklepem Google Play."

Tak, poza sklepem Google Play jest cos wiecej... wirusy, Wiele sie na ten temat ostatnio pisalo.

Druedain   14 #18 24.05.2014 11:48

@JJ
Pytanie, czy użytkownicy wpisują w Google'u nazwę aplikacji i ściągają skądkolwiek, czy znają jakieś konkretne alternatywne sklepy i zależy im na pobieraniu konkretnie z nich?