r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Eric Schmidt postuluje stworzenie autokorekty dla mowy nienawiści

Strona główna AktualnościINTERNET

Eric Schmidt, piastujący dziś stanowisko prezesa zarządu Google, a wcześniej dyrektor generalny tej korporacji i członek zarządu Apple, opublikował na łamach New York Timesa artykuł, w którym prezentuje swoją wizję walki z przejawami nienawiści i agresji w Internecie. Schmidt cieszy się dużym autorytetem, trzeba jednak stwierdzić, że jego pomysły są kontrowersyjne: postuluje on stworzenie nowego rodzaju autokorekty.

Automatyczna autocenzura

Były dyrektor Google nie pierwszy raz postuluje wprowadzenie mechanizmów, które mają w istotny sposób wpływać na zmianę sposobu, w jaki korzystają z Internetu miliony osób. Jego opinie są tym bardziej istotne, że niekiedy mają charakter wizjonerski. Schmidt już w 2013 roku zauważał potrzebę stworzenie sposobu, dzięki któremu możliwe będzie trwałe usunięcie przejawów swojej działalności w Sieci. Dziś wiemy już, że został on poniekąd zrealizowany w postaci prawa do bycia zapomnianym.

W swoim artykule Schmidt zwraca przede wszystkim uwagę na kwestie bezpieczeństwa, ale w konsekwencji porusza także temat kultury debaty w Sieci. Jego pomysłem jest utworzenie mechanizmów autokorekty dla wypowiedzi w mediach społecznościowych. Aktualnie, choćby na Facebooku, nad moderacją czuwają przede wszystkim ludzcy administratorzy, którzy weryfikują wypowiedzi po zgłoszeniu od innych użytkowników. Według Schmidta konieczne jest zautomatyzowanie tego procesu poprzez zastosowanie algorytmów, które zablokują możliwość publikowania nienawistnych wpisów i komentarzy.

r   e   k   l   a   m   a

Ale… jak?

Niestety Schmidt nie zdecydował się na podzielenie się wiedzą na temat tego, jak konkretnie miałaby działać autokorekta mowy nienawiści. Wymagane byłoby oczywiście zaangażowanie algorytmów analizujących semantykę wprowadzonych wypowiedzi pod kątem… no właśnie. Konieczne byłoby wytypowanie określonych cech wypowiedzi o agresywnym charakterze, na pierwszy ogień trafiłyby zapewne wulgaryzmy. Niemniej już dziś wiadomo, że nawet komentarze, które zachowują literacką normę językową mogą być przejawem treści, z którymi walczyć chce Schmidt i nie tylko.

Można także analizować wypowiedzi pod kątem syntaktycznym, składniowym. W ten sposób możliwe byłoby na przykład poddawanie dodatkowej (ludzkiej) moderacji komentarzy, które zawierają formy charakterystyczne dla zwrotów do innych użytkowników. Brzmi to cokolwiek abstrakcyjnie, szczególnie biorąc pod uwagę ogromną liczbę wpisów publikowanych co sekundę na Facebooku czy Twitterze. Aktualnie zatem postulaty Schmidta mimowolnie kojarzą się z ostatnimi wystąpieniami kandydata na urząd prezydenta USA, Donalda Trumpa, który wspaniałomyślnie stwierdził, że w celu zwiększenia bezpieczeństwa trzeba jakoś zamknąć trochę Internetu.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.