Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Najlepsza gra na świecie, która może zmienić Twoje życie

W życiu jak wiemy, aby w ogóle zacząć osiągać swoje cele, potrzebne są zapasy motywacji, wiary i samodyscyplina. Gdy jednego, dwóch z nich albo co gorsza - wszystkich, brakuje, prawdopodobnie nie osiągniemy celu.

Co jednak z samymi celami? Statystycznie zdecydowana większość ludzi nie ma sprecyzowanych celów, a mało kto dostrzega to, jak ich dokładne ustalenie i spisanie jest ważne.

Wybierz swoją życiową grę, ponad grę wirtualną

Całkiem spora część ludzi woli sobie dać narzucić jakieś cele wirtualne, pochodzące np. z gier komputerowych. Mają z różnych przyczyn dużo motywacji, aby nimi podążać, wykonywać je. Oprócz oczywistej ciekawości, jedną z takich jest chęć przejścia do kolejnego zadania w takich grach jak WoW, Diablo, Wiedźmin itd., czy drugą - chęć wykonania wszystkich zadań, przejścia gry. Wyobraźmy sobie, co by było, gdybyśmy nie mieli w tych grach jasno sprecyzowanych celów (listy zadań, questów), a jedynym celem byłoby np. pokonać przeciwników. Co by nas trzymało przy takiej grze oprócz ciekawości co będzie dalej? Niewiele?

Ustalając listę celów na dany dzień, dostarczamy sobie tych samych powodów motywujących nas, które mają miejsce podczas przechodzenia gry. Co więcej, nasz dzień nawet przybiera formę gry. Mamy wypisane zadania, które chcemy doprowadzić do końca, aby wziąć się za kolejne i kolejne, każde po kolei symbolicznie ptaszkując oznaczając w ten sposób jego zakończenie. Dążymy do tego, aby przejść naszą własną grę, czyli po prostu zakończyć wszystkie zadania w danym dniu. Jeżeli zrobimy wszystkie, albo przynajmniej większość, jesteśmy zadowoleni i dostajemy tyle energii, że wstajemy następnego dnia jak tylko budzik zadzwoni, a nie 2 godziny później :)

Tylko 3% osób wybiera życiową grę

Wg danych statystycznych o których informuje nas znana postać w świecie działania, motywacji, przedsiębiorstw i pieniędzy - Brian Tracy, jedynie 3% osób ma jasno sprecyzowane i co ważne - zapisane cele oraz wiedzą, jak duże płyną z tego korzyści. Tymczasem już powyższy przykład z grą pokazuje nam namiastkę zysków ze spisywania swoich celów, a więc także podstawowego "składnika" - codziennej listy zadań.

Co więcej wyżej wymieniony Pan podczas analizy doszedł nawet do momentu w którym stwierdził, że to właśnie te 3% osób staje się bogatymi ludźmi. Przypadek? Nie sądzę. Pierwszy racjonalny wniosek jaki może się nasunąć jest taki, że te osoby po prostu wiedzą czego chcą. Zgadza się, ale to przecież tylko jeden z czynników wpływających na ich sukces. Spisane cele nie są jedynie efektem ich determinacji, a czymś zdecydowanie więcej.

Sam byłem sceptyczny zanim się w 100% przekonałem

Moja motywacyjna przygoda zaczęła się od wg mnie bardzo krzepiącego, minimalnie merytorycznego Mateusza Grzesiaka, abym jakiś czas później odkrył właśnie z kolei bardzo merytorycznego oraz odpowiednio motywującego Briana Tracy. Dawno temu widząc kogoś tłumaczącego mi jak mam postępować w życiu od razu bym skreślił jego rady uznając, że sam sobie poradzę. Dużo myślałem nad pewnymi istotnymi w życiu zagadnieniami, aż do samych postaci i ich filmów czy przedstawień przestałem podchodzić sceptycznie. Wszystkie te materiały filmowe są do znalezienia w internecie i swoją opinię wyrażam opierając się na tych darmowych/dostępnych. Jeżeli chodzi o Briana to jednym z filmów, które mogę na pewno polecić, jest ten:

Natomiast do niektórych zdań, które wypowiadali w dalszym ciągu podchodziłem z wyraźnym niedowierzaniem. Np. właśnie nacisk tego drugiego na zapisywanie sobie celów codziennych, miesięcznych czy także tych rocznych. Będąc człowiekiem, któremu nie chciało się działać, robić czegokolwiek konkretnego, który to szukał tej motywacji wewnętrznej i czuł gdzieś w środku, że lenistwo jest tylko jedną z wielu przeszkód w byciu człowiekiem czynu, myślałem wtedy:

Po co mam sobie skracać czas od wstania z łóżka do końca dnia tylko po to, aby będąc świadomym z grubsza tego, co będę robić w danym dniu - dodatkowo tracić czas na spisywanie tego?

Zadawałem sobie to pytanie oczywiście wiedząc, że tworzenie takiej listy zwolni mnie z konieczności pamiętania o tym, co mam jeszcze do zrobienia. Tylko co mi z tego, skoro i tak ta lista nie sprawi, że się za to sukcesywnie zacznę brać? A może jednak?

Efekt "rozrastania"

Jeżeli nad czymś dywagujemy jedynie teoretycznie to choćbyśmy robili to bardzo długo, możemy nie odkryć nic nowego, ani nie zajść za daleko do przodu. Natomiast jak zaangażujemy się w coś także praktycznie, nagle przychodzą nam pomysły jak zrobić kolejny krok dalej. Tak właśnie składamy swoje klocki niezbędne do osiągnięcia celu.

Taki efekt rozrastania można zaobserwować w wielu sytuacjach naszego życia, a wszystko zaczyna się od pierwszego kroku. Samo czytanie książki nie sprawi, że odpowie nam ona na wszystkie zadane sobie pytania w danym temacie. Dopiero realizowanie z niej przykładów praktycznych rozjaśni nam nieco sytuacje, a pytania które zadajemy, będą stopniowo uzyskiwać swoje odpowiedzi. Podobnie z jazdą na rowerze - samo wyciąganie wniosków z teoretycznych rozważeń nie sprawi, że nauczymy się jeździć oraz nie odpowie nam na wszystkie pytania, jakie możemy zadać odnośnie jazdy. Kluczowe jest więc zaangażowanie praktyczne, które odpowiada nam na wiele pytań.

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ pewną istotną analogię można zauważyć właśnie w ustalaniu celów (teoria) oraz ich zapisywaniu (praktyka). Póki nasze cele pozostaną w głowie nie będą miały szansy zrealizować swojego pełnego czy nawet częściowego potencjału. Przekuć się stopniowo, ale i efektywnie w rzeczywistość!

Lista zadań na każdym kroku

Robicie ją jak idziecie do sklepu - jest to lista zakupów. Bez niej prawdopodobnie robilibyście zakupy zdecydowanie dłużej. Jest to plan ćwiczeń na godzinkę w siłowni, bez którego nawet jakbyście wiedzieli, jak zacząć, to nie wiedzielibyście dokładnie co dalej, a co za tym idzie, mielibyście mniej motywacji do wykonywania ćwiczeń. Jest to także lista rzeczy do zabrania na wczasy. Jako listę zadań można traktować praktycznie każdy spis. Poniekąd jest nim plan projektu aplikacji czy szkic (nagłówki, tytuł) artykułu.

Jak tworzyć listę zadań?

Przede wszystkim każde zadanie musi być na tyle konkretne, że w pełni zrozumiałe od razu po spojrzeniu się na nie. Musi być w jakiś sposób mierzalne np. ilościowo. Jeżeli chodzi o listę zadań na dzień to planujmy 60% czasu, a 40% zostawmy niespodziewanym sytuacjom. Można zwiększyć ten próg, jeżeli uważamy, że temu podołamy.

Jednak 60% zaplanowanego czasu powinno dać satysfakcję po ukończeniu (prawie) wszystkich zadań na koniec dnia, a zostawia spory zapas nieoczekiwanym zdarzeniom. Ważne jest zaangażowanie w każdą listę, którą się tworzy. Przechodząc do bardziej skomplikowanego zadania dobrze będzie je sobie podzielić na mniejsze części.

Podsumowując

Życie może się stać Twoją ulubioną grą, jeżeli tylko nakreślisz odpowiednie cele - te długoterminowe oraz krótkoterminowe. Lista zadań:

  • zmotywuje Cię do działania
  • zorganizuje czas
  • "narzuci" samodyscyplinę

Jest świetną drogą do osiągnięcia celu. W połączeniu z pozytywnym nastawieniem i trzymaniem się jej harmonogramu można zmienić coś na lepsze. Zamiast grać na PC czy konsoli, warto zagrać w swoje własne życie ;) Nie chodzi oczywiście o to, aby całkowicie zrezygnować z gier wirtualnych. Ja dzięki liście zadań w końcu napisałem ten artykuł, wymieniłem z chęcią opony w rowerze czy stworzyłem plan pewnego projektu. Udało mi się także wyrzucić myśl wracania do łóżka po wyłączeniu budzika i zmienić nastawienie na zdecydowanie bardziej pewne i pozytywne, choć to już nie tylko zasługa samej listy. 

porady gry inne

Komentarze

0 nowych
DjLeo MODERATOR BLOGA  17 #1 09.07.2015 07:11

Przyznam, że miałem dylemat z tym wpisem. No ale ostatecznie wylądował na głównej bloga.

Grzesiak generalnie jest ok, imponuje mi jego haryzma. Ale już metody i ceny jego szkoleń są dość kontrowersyjne. Zwłaszcza, że efekty średnie.

Axles   16 #2 09.07.2015 08:05

Rozumiem, że w pracy jako tako można sobie zaplanować co zrobić w danym dniu/tygodniu, aby efekty były dobre, ale już w życiu osobistym na prawdę ciężko mówić o jakimkolwiek planowaniu, jest zbyt wiele losowych skutecznie psujących takie plany.
Przykład pierwszy z brzegu - Hotzlot, prawie wszyscy wiedzą w jakim terminie zawsze zlot jest tj. początek lipca, a mimo to nie zawsze da się nawet głupi urlop załatwić czy to ze względów osobistych, służbowych czy niezaplanowanych rodzinnych, do tego mogą dochodzić jeszcze żony i dzieci przy których zaplanować cokolwiek po swojemu też niekiedy graniczy z cudem :)

Farkas   10 #3 09.07.2015 08:18

Rozumiem ten dylemat jak najbardziej.

Natomiast co do samych postaci Grzesiaka i Briana. Zdecydowanie bardziej merytoryczny wydaje mi się ten drugi, ale z kolei pierwszy ma przemowy dostosowane do polskich warunków - wielu ludziom to może być potrzebne.

Cenowo szkolenia też mnie jeszcze niedawno odpychały, ale pomyślałem tak: szkolenia drogie, dla ludzi chcących być przy Grzesiaku czy Brianie, filmy video ze szkoleń idealnym kompromisem cenowym, zaś przecież książki kilka dyszek dla chcących je czytać. Ja sam bazuje jedynie na materiałach darmowych i najbardziej cenię sobie właśnie te od Briana.

Farkas   10 #4 09.07.2015 08:34

@DjLeo, rozumiem Twój dylemat. Ceny szkoleń faktycznie mogą się wydawać odpychające i takie też mi się wydawały do niedawna, dopóki nie pomyślałem tak:

Szkolenia drogie dla tych, co chcą koniecznie być przy Brianie lub Grzesiaku, filmy wideo ze szkoleń dużo tańsze - dość przystępne cenowo, zaś książki, szczególnie te w wykonaniu Briana, bardzo tanie jak na zawarte tam informacje.

Ja sam opieram się na materiałach dostępnych na YT i w przypadku właśnie Briana już takie materiały są bardzo wartościowe i być może nawet wystarczające. Grzesiak wg mnie w materiałach promocyjnych i dostępnych za darmo jest istotnie mniej merytoryczny, ale dostosowany przemowami do polskich warunków, co wielu polakom może się bardzo przydać.

@Axles, sęk w tym aby podstawą było planowanie codzienne - na bieżący dzień, podporządkowane długoterminowym celom. Mnie z początku wydawało się to kompletnie zbędne i czasochłonne. Nie ma też wcale potrzeby, aby się specjalnie martwić jak coś nie wyjdzie: jak jakieś jedno, dwa zadania przełoży się na kolejny lub jeszcze kolejny dzień, albo jak coś nagle nam umknie itp. Gorzej jak jakieś zadanie przekładamy kilka dni lub więcej, bo to oznaka odwlekania ;)

2099   8 #5 09.07.2015 08:36

Jakoś nigdy nie przekonywały mnie techniki coachingu- "obudź w sobie murzyna" czy jakoś tak. Może dlatego że cele i inspiracje znajdowałem bez porykujących w strojach sportowych trenerów kariery. Nie neguję że niektórzy potrzebują takiej motywacji w erze idoli znanych z tego że są znani, z których zachowań można czerpać inspirację do pokazywania pupy co najwyżej. Otacza nas miernota ideowa i moralna więc na swój sposób popieram szukanie "lepszego siebie" ale z przemyśleniem kim chce się codziennie być, z zachowaniem umiaru w odbiorze tzw. "sekretów",guru- trenerów, szefów czy jak zawiadujących tymi sektami by się nie nazywało.

pocolog   11 #6 09.07.2015 08:45

@DjLeo: Dobrze że zacząłem czytanie wpisu od twojego komentarza dzięki temu nie zmarnuje czasu na kolejnego sekciarza od Grzesiaka ;) ehhh biedni zagubieni ludzie wykorzystywani przez jedynie oświeconego mistrza :)

Farkas   10 #7 09.07.2015 08:51

@pocolog i w ten sposób w sumie nie skomentowałeś mojego wpisu. Jeżeli już nazywać mnie sekciarzem, to zdecydowanie prędzej Briana, niż Grzesiaka, po drugie podpada to pod obraźliwy komentarz. Fakt, jestem bardzo wykorzystywany nie płacąc kompletnie nic dotychczas za materiały, które do tej pory obejrzałem :)

DjLeo MODERATOR BLOGA  17 #8 09.07.2015 09:02

@pocolog: Szkoda, że nie przeczytałeś, bo wpis nie dotyczy Grzesiaka, to tylko mój komentarz do jednego zdania we wpisie.

Dylemat miałem ze względu na treść, która nie dotyczy do końca IT. Wpis jest bardziej niż poprawny, za co piątka się należy. No ale autor coś tam zawarł odnośnie tych kilku kwestii związanych z IT (wplótł). Także stosując dobrze zapamiętane słowa kolegi z redakcji, jak się wahasz działaj na korzyść autora wpisu, tak też uczyniłem.

Autor edytował komentarz.
grajekk   11 #9 09.07.2015 09:24

Różne są metody zarządzania sobą. Na każdego działa co innego. Jednak taka lista sprawdza się w wielu przypadkach. Jednak najważniejsze to posiadać cel. Wiedzieć do czego się dąży i weryfikować samodzielnie postępy.

Ja osobiście zapamiętałem jedną myśl, która jest dla mnie motywatorem:

"Aby osiągnąć sukces, należy wykorzystywać czas, który nie wykorzystują inni. Należy rozwijać się, kiedy inni odpoczywają. Należy zawsze być z przodu" - Jan Kulczyk.

  #10 09.07.2015 09:38

Grywalizacja w życiu codziennym? Zdecydowanie polecam niezależnie od tego, kto i jak się do tego odnosi. To nie jest coś, co można mierzyć miarką innych ludzi, tego trzeba spróbować.

Sam stosuję od jakiegoś czasu i powiem tyle: to pierwszy rok, w którym postanowienia noworoczne nie są jedynie jakąś bajką, ale realnymi celami. Ba, takimi, które konsekwentnie realizuję i idzie to bardzo dobrze. Na wszystkich płaszczyznach, na których _sprecyzowałem_ sobie, co takiego chcę osiągnąć. Planów dalekosiężnych też nie brakuje.

Placebo? Magia osób mówiący o coachingu pokroju Mateusza Grzesiaka? Może, pamiętajmy jednak o tym, aby nie wierzyć im nigdy bezgranicznie, a po prostu wyciągać elementy wspólne z różnych porad (ba, oni sami do tego zachęcają!). Próbować, wyciągać wnioski i działać z tym, co przynosi rezultaty.

Nie twierdzę, że to dla każdego. Bo to wymaga zmiany podejścia do życia - według niektórych zmian, które robią z nas ludzi-automaty jadących na jakichś listach zadań. Nawet najbliżsi nieznający tego sposobu działania mogą nas za te zmiany krytykować (piszę to z własnego doświadczenia). Mimo to polecam spróbować.

Autor edytował komentarz.
DonPetch   6 #11 09.07.2015 09:56

Taa... szczególnie ludzie pracujący po 12 h dziennie bez kwalifikacji do wykonywania innego zawodu, sprzedający owoce i warzywa na rynku mogą "wyznaczać sobie nowe cele życiowe"...

Rynek stworzył coachów, których zadaniem jest wmawianie ludziom, że są potrzebni do podnoszenia ambicji wśród ludzi... i ludzie za to płacą. Problem pojawia sie wtedy gdy zestawisz wydajność takiego coachera - okazuje się, że z jego prelekcji tak naprawdę korzysta nikły procent. Pozostali dalej prowadzą swoje życie tak jak prowadzili.

Coacher jedyne co robi to wzbudza poczucie tego, że "wie jak żyć". Nie biora jednak odpowiedzialnośc za swoje słowa i swoje tezy wygłoszone na prelekcjach. Jeśli przez ich podpowiedzi wylecisz z roboty - twój problem. Ponadto większość tzw. podpowiedzi to stek banałów. Ilość kreytynizmów powtarzanych dla "białych kołnierzy" świadczy albo o niskich kompetencjach samych prelegentów, albo o tym, że nie jest to żadna nauka. Ot "prysznicowe myśli".

Jak do mnie dzwoni jakiś fanfocel z propozycją prelekcji, to pytam się go "jakie cele chce pan osiągnąć w przeciągu 10 lat". I słuchawka milknie, bo możliwości awansu w tym są żadne. Ot liczy się tylko wydojenie kasy za 3 miesiące kursu.

Farkas   10 #12 09.07.2015 10:32

@DonPetch poruszyłeś dość powszechny problem, który wielokrotnie sam poruszałem w ramach przemyśleń. Oczywiście też sobie zadawałem takie pytanie, które utwierdzało mnie w byciu sceptycznym. To i wiele innych, choć dawno temu.

Coachów się namnożyło i to też prawda - wielu ludzi znalazło sobie sposób na zarabianie, głosząc faktycznie proste banały. Jednak wspomniany we wpisie Brian to czołowa postać, chyba jedna z pierwszych w świecie coachów. Ma pełno osiągnięć, doradza także czołowym firmom.

Obejrzyj kilka jego krótszych materiałów na YouTube. Już one zawierają cenne, racjonalne rady. Jakoś nie widać, aby Brian ścigał udostępniających nawet materiały ze szkoleń, blokował je. Brian swoim merytorycznym "podejściem" zyskuje uznanie nawet takich ludzi, którzy są bardzo sceptyczni do tego typu materiałów. To dlatego, że nie słynie z haseł typu "Bądź pozytywny, a wszystko się zmieni!", tylko stawia właśnie na racjonalne podejście do problemu.

Wpis jest raczej o liście zadań, celach, ale jak najbardziej zrozumiałe jest komentowanie coachów. Odpowiem bezpośrednio na Twoje pytanie, trochę brutalnie być może: Wg mnie Pani z warzywniaka sama sobie wybrała taką pracę. Sama uwierzyła, że nie stać jej na nic więcej. Ta negatywna wiara po prostu odzwierciedla się w jej życiu. Jej życie jest najprawdopodobniej skutkiem braku determinacji i ambicji, może też pesymizmu, nadmiernej ostrożności. Oczywiście oprócz wiary jest potrzebne racjonalne podejście, czyli np. badanie rynku, trochę kreatywności.

Choć z Twojego komentarza zieje sceptyzmem, jest to bardzo pozytywny komentarz. Mogę się do niego odnieść, jest konkretny i nie przesiąka jadem. Fajnie się odpowiada na takie komentarze :)

Autor edytował komentarz.
Color Mint   9 #13 09.07.2015 11:04

Jeżeli przychodzi w życiu ten właściwy moment na działanie, to wszystko może pomóc, również ludzie od motywacji, sąsiad czy cokolwiek innego i działamy, zmieniamy nasze życie.

Sam kiedyś czytałem książki motywacyjne od Dale Carnegie począwszy i nie było to złe. Wiedza motywacyjna w odpowiednim momencie i czasie może być elementem wyzwalającym działanie. Oczywiście widzę to o czym piszesz DonPetch i jest w tym dużo racji.

Można jednak założyć, że Pani z warzywniaka lubi to co robi i jest w tym świetnie zorganizowana. Prawda? Wielu ludzi którzy chcą być bardzo bogaci (wydawać kaskę na lewo i prawo) nie są nimi bo oszukują siebie, tak na prawdę nie lubią robić tego, co przynosi wielkie bogactwo finansowe. Najważniejsze to poznać siebie, a potem być sobą.

Wg mnie dość daleko z tematem poszli Toltekowie ze swoimi Umowami Tolteków http://przewodnikduchowy.pl/cztery-umowy-toltekow-don-miguel-ruiz/

Mi się podoba "Rób wszystko najlepiej jak potrafisz" - "najlepiej" stale ulega zmianie. Inne jest gdy jesteśmy zdrowi i wypoczęci a inne gdy zmęczeni. Jeżeli zawsze chcemy wycisnąć 100% nawet w momentach gdy potrzebujemy odpoczynku od myślenia, to będziemy się frustrować i obwiniać że nie zrobiliśmy np punktów z listy. Z drugiej strony powinniśmy się motywować, gdy czujemy się silni i możemy wiele zdziałać. W każdych okolicznościach po prostu rób wszystko najlepiej jak potrafisz (ale nie lepiej), a unikniesz samoosądzania się, potępienia siebie i żalu. Siła będzie z Tobą, potrzeba stymulacji i poganiania siebie przejdzie do historii.

Myślę, że pojawiają się już trenerzy, którzy taką równowagę uwzględniają. Chętnie zapoznam się ze szkoleniem Briana. Uważam też, że Polacy są bardzo pracowici tylko właśnie nie potrafią odpuszczać, odpoczywać i dbać o siebie, przez co często się wypalają i zniechęcają.

Autor edytował komentarz.
AntyHaker   17 #14 09.07.2015 11:21

Bardzo szczerzę wątpię, że 100% osób z tych 3% to automatycznie bogacze. Można mieć jasno określone cele i wcale nie dążyć do bogactwa. Skąd zatem taki wniosek?


Ja to widzę tak. Jesli sami żyć nie potrafimy i inni muszą nam mówić jak to robić, to i tak już przegraliśmy.

Autor edytował komentarz.
pocolog   11 #15 09.07.2015 11:23

@Farkas: Jeśli uważasz ten komentarz za obraźliwy to zgłoś go do moderacji (jest taki przycisk).
Wyraziłem swoją opinię na temat nauczycieli życia pędzących swoje stadko owieczek ku świetlanej przyszłości w której niechybnie wszyscy osiągną jednakowo ogromny sukces i to podtrzymuje. Do wpisu się nie odnoszę bo jak wspomniałem nie interesuje mnie przekazanie dobrego słowa od kolejnego "coacha". Co nazywało się sektą kiedyś i dziś też poczytaj jeśli ten fragment Cie razi - mogę to zastąpić słowem psychomanipulacja jeśli brzmi lepiej ;).

Autor edytował komentarz.
Farkas   10 #16 09.07.2015 11:40

@AntyHaker, pewnie że nie trzeba dążyć do bogactwa. Być może Brian wybrał tylko dogodne sobie badania, aby coś zaprezentować. Jednak wg mnie udało mu się.

Co do przegrania od razu na starcie - no trudno mi się zgodzić. To trochę tak, jakbyśmy uznawali, że człowiek ma dobre czy świetne wyniki, bo ma dobre geny czy cudny umysł. Oczywiście to też się może przyczyniać do sukcesu, ale sądzę, że to tylko jeden z wielu czynników i to nie ten niezbędny. Przecież dużo zależy też np. od wychowania i otoczenia, od chęci rozwijania się właśnie.

@pocolog Napisałem "podpada to pod obraźliwy komentarz", co nie znaczy że od razu bezpośrednio nim jest. Chodziło mi głównie o uznanie mnie za sekciarza. Poza tym cały komentarz ma wydźwięk mocno negatywny, nieprzyjazny. Chyba nie byłbyś zadowolony, jakbym teraz napisał o Tobie np. "zakomplesiony, podejrzliwy, sceptyczny gość, który nie umie prowadzić normalnego dialogu" w sumie wcale Ciebie nie znając, pochopnie taki wniosek wysuwając :P

bystryy   9 #17 09.07.2015 12:06

Była taka rozmowa miedzy słynnym filozofem a jakimś wodzem. Wódz pytany, co zrobi, jak podbije jakiś kraj, odpowiadał, że podbije kolejny. A co zrobi jak pobije ostatni? Odpowiedział, że wtedy odpocznie! Po co zatem stawiać sobie kolejne cele, skoro ostateczny cel jest na wyciągnięcie ręki - wystarczy usiąść i odpocząć :) ;)

  #18 09.07.2015 12:16

@bystryy: Źle odpowiedział. Powinien stwierdzić, że wtedy zajmie się innymi planetami... :D

Farkas   10 #19 09.07.2015 12:29

@bystryy heh, świetny komentarz i świetna odpowiedź @lukasamd. Polecam humorystyczny utwór Łona - "Biznesmen". Mówi dokładnie o tym samym.

Teraz trochę poważniej: jeżeli jego celem ostatecznym jest faktycznie usiąść i odpoczywać sobie, to ok. Odpoczynek w tym przypadku to raczej tylko efekt podbijania krajów, bo jeżeli by ich nie podbijał to nie miałby po czym odpoczywać! :P

Autor edytował komentarz.
  #20 09.07.2015 13:02

@bystryy, @Farkas co do odpoczynku to tutaj jest też dobry tekst:
https://youtu.be/ktjMz7c3ke4?t=5m55s

bystryy   9 #21 09.07.2015 13:08

@Farkas, @lukasamd Filozof po prostu trafnie zauważył, co było ostatecznym celem wodza i wskazał mu szybszy sposób na jego osiągnięcie...

Osoby te, to nie jestem pewien, ale chyba Arystoteles i Aleksander Wielki. Czytałem o tym kiedyś, ale w języku innym niż ojczysty i teraz ciężko mi znaleźć źródło.

Farkas   10 #22 09.07.2015 14:09

@lukasamd Bardzo dobry fragment ;) Cel stabilizacji czy odpoczywania można poruszyć z przeróżnych perspektyw. Do odpoczywania chciałoby się dodać "mieć wszystko pod nosem" - czyli różne istniejące dobra, a to się wyklucza w skali globalnej. Jeżeli wszyscy by odpoczywali, chyba niewiele tych dóbr miałoby miejsce na świecie...

Rafcioś   7 #23 09.07.2015 14:45

Ja tam nie potrzebowałem żadnego coacha, żeby zacząć wpisywać dosłownie wszystko do Thunderbirda z Ligthningiem. Dużo wcześniej chciałem to zrobić, ale nie widziałem żadnego fajnego programu do tego. Szukałem też zwyczajnie programu pocztowego, żeby móc dostawać informacje o przychodzących mailach od razu. No i znalazłem idealne rozwiązanie.

Farkas   10 #24 09.07.2015 15:08

@Rafcioś a ja kompletnie nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak jest to ważne. Zresztą jeszcze 2 lata temu nie zdawałem sobie sprawy z bardzo wielu rzeczy. Może to także dlatego, że nieco trudniej jest wyciągać dobre wnioski, kiedy ludzie najbliżej mnie od urodzenia boją się o każdą złotówkę i powtarzają, okazują bez przerwy, jak życie jest strasznie ciężkie czy też że bogaci głównie kradną i stąd mają :P

Autor edytował komentarz.
AntyHaker   17 #25 09.07.2015 15:35

@Farkas: No czyli dalej wydaje mi się, że mam rację. Wiele tutaj zależy od chęci i motywacji. Jeśli ich nie posiadamy i musimy szukać oparcia w innych - cóż, jak dla mnie przegraliśmy.

A co do "dogodnych badań" - właśnie dlatego uważa, że cały tekst to bullshit. Już na wstępie jakieś trudne do uwierzenia dane.

qbaz   11 #26 09.07.2015 15:35

@Farkas: #16 Uuuuu... to już nie wolno negatywnie się wyrazić na zadany temat, bo to jest "negatywne i nieprzyjazne". Sam w ripoście robisz prywatne wycieczki "sugerując", że wcale tak jeszcze nie napisałeś...
No, no... kolego tak to daleko nie zajedziesz.

Autor edytował komentarz.
Farkas   10 #27 09.07.2015 15:56

@AntyHaker chcesz być sceptycznie nastawiony to będziesz i nic nikt na to być może nie poradzi :P "Jeśli ich nie posiadamy i musimy szukać oparcia w innych", a może lepiej "Jeśli je posiadamy, tylko nie zdajemy sobie z tego sprawy, musimy sobie to uświadomić". Może niekoniecznie szklanka do połowy pusta, a do połowy pełna?

@qbaz przecież masz powyżej w komentarzach świetne przykłady konstruktywnej krytyki choćby w wykonaniu @DonPetch, który to nikomu nie musiał uwłaczać w swoim komentarzu. Nietrudno chyba zauważyć różnice. Jeżeli doczytałeś mój komentarz, to także zapewne zauważyłeś, jak skomentowałem swój cudzysłów, który uznajesz za formę ataku: skrytykowałem swoje określenie podane za przykład, za pochopność i wypowiadanie się bez poznania kogoś czy po prostu też przeczytania jego wpisu ;) Dla sprostowania: nie uważam że @pocolog jest taki, jak to podałem w przykładzie. Chociaż na pewno trzeba być ostrożnym w określaniu ludzi od takich i siakich.

Autor edytował komentarz.
DjLeo MODERATOR BLOGA  17 #28 09.07.2015 16:58

Czasami mam wrażenie, że ludzie dzielą się na tych co, chcą coś zmienić w swoim życiu i na tych co to po prostu robią.

Inaczej mówiąc, dużo gadania, nauki, seminariów, szkoleń, by ktoś wreszcie powiedział Ci, "rusz wreszcie tyłek i zrób coś ze swoim życiem".

Myślę, że paradoksalnie Ci którzy mniej kombinują, mniej się zastanawiają co mogą a czego nie mogą, w ogóle nie rozważają opcji, że coś się da lub nie da lub nie jest to w ich zasięgu, po prostu osiągają duży sukces w dowolnej materii.

Mniej kombinować, więcej działać.

Trochę tak jak lucasamd zrobił. Postawił sobie cel, działał, osiągnął. Nie przeczę, że nie było w tym wielu wątpliwości i momentów słabości (może i były), ale im mniej rozkminiamy, tym lepiej.

Przykład, koleżanka:

"Nie wiem czy jutro będę mieć siłę aby iść na siłownie" :) Myślę, że ten przykład tłumaczy dobitnie to o czym mówię. ;)

Farkas   10 #29 09.07.2015 17:03

@DjLeo: Nic dodać, nic ująć. Myśl niby naszym sprzymierzeńcem, a z drugiej strony wielkim utrapieniem mogącym nas nawet wykończyć.

mikolaj_s   13 #30 09.07.2015 19:34

Niektóre osoby, czego jestem sam przykładem, mają duży problem z planowaniem. Ale polega on na tym, że bardzo, aż za bardzo lubię planować. Tylko, że zawsze stawiam sobie zbyt trudne cele, których nie spełniam.

Co do trenerów to IMHO większość z nich nie potrafi samodzielnie więc uczy innych ;)

Farkas   10 #31 09.07.2015 19:39

@mikolaj_s może Cię zaskoczę, szczególnie jeżeli nie czytałeś moich komentarzy powyżej, ale - zgadzam się. Większość z nich (trenerów) chyba faktycznie nie potrafi samodzielnie :)

DonPetch   6 #32 09.07.2015 19:47

@Farkas: Czy naprawdę uważasz, że ktoś lepiej jest w stanie nakreślić cele życiowe od samego zainteresowanego? Jak jesteś mały to chcesz zostać strażakiem, wojskowym czy kim tam chcesz. Później zderzasz się z rzeczywistością i dochodzisz do wniosku, że to marzenia z dzieciństwa nie zapewnią ci utrzymania. Wybierasz, albo trafiasz, do pracy z lepszymi zarobkami, lecz niekoniecznie z przekonaniem... i wtedy pojawia się coach. Coach w życiu nic nie osiągnął. Nie jest autorytetem. Skończył kilkutygodniowy kurs i "wie o życiu wszystko". Samo to, że aby zostać coachem wystarczy pochodzić kilka tygodni na jakieś prelekcje dla mnie dyskwalifikuje taką osobę jako doradcy życiowego.

Ja bym wolał posłuchać doradcy co przeszedł trochę życie, ma na karku 60+, zrobił wszystko i był wszędzie.Który nie przychodzi do mnie w gajerze, w wyżelowanych włosach, słownikiem gębie i manierami jak ewangelista z amerykańskiej TV.

Fałsz takich ludzi bije po oczach - i bije od tego Briana. Ot powiedzmy, że jego delikatne dłonie skłaniają mnie ku tezie, że raczej przez jakąś gehennę w życiu nie przeszedł. Wie natomiast wszystko o "uwalnianiu potencjału z umysłu". Ot ubiera modlitwy amerykańskich ewangelistów w trochę inne słowa - i masz nowy zawód, coach.

Farkas   10 #33 09.07.2015 20:22

@DonPetch dokładnie tak uważam, co do wyznaczania celów. Zgadzam się jednak, że większość coachów nie powinno zostać coachami. Trochę dziwne stwierdzenie z tymi celami - przecież większość ludzi wokół nie ma zbyt celów życiowych oprócz ewentualnego przetrwania i życia w dobrobycie - a to bardzo ogólne, niekonkretne i nieprecyzyjne cele. Już tutaj można zadać sobie pytanie czy to cele właściwie, prawidłowo wyznaczone? Część z tych ludzi "czegoś by chciała", ale to nie jest ich celem.

Sądzę, że jeżeli obejrzałeś film w opisie, to zrozumiesz o co mi chodzi. Natomiast jeżeli nie obejrzałeś - wcale się nie dziwię, sam bym pewnie nie obejrzał gdybym był czytelnikiem jakiegoś wpisu z zawartym półgodzinnym filmem :-)

Co do samego Briana - to że niespecjalnie być może "skalał" się fizyczną pracą przez jakąś dłuższą część życia nie znaczy wcale, że nie zna życia.

Piszesz, że marzenia są weryfikowane przez rzeczywistość. Ja bym ujął to inaczej - to działania człowieka, podejście jego i wiedza, poznanie świata, są weryfikowane względem jego marzeń. Chyba większość z osób mających jakieś tam marzenia w dzieciństwie po prostu z nich rezygnuje, gdy wchodzą w dorosłość - bez praktycznie żadnej próby czy wiary w ich zrealizowanie.

fras   7 #34 09.07.2015 21:26

Doczytałem do miejsca

"Co więcej wyżej wymieniony Pan podczas analizy doszedł nawet do momentu w którym stwierdził, że to właśnie te 3% osób staje się bogatymi ludźmi."

Domyślam się, że wykład ma charakter uniwersalny, ale dobór argumentacji zastanawia. Po pierwsze. Jak ktoś tu zauważył - bogactwo nie jest jedynym celem strategicznym. Może być kariera naukowa, promowanie idei (religia, polityka, kolonizacja Marsa...), rodzina, władza - no takie w sumie drobiazgi, które niektórym nawet nie wpadną do głowy. Druga rzecz - czywiście ten pan zwyczajnie zmyśla na potrzeby wywodu, bo nie ma takich szczegółowych statystyk. Ponadto do bogactwa prowadzą bardzo różne drogi. np. można być średnio pracowitym muzykiem i trafić w gusty szerokiej publiczności, a można też pracowicie rozplanować karierę i nic. Jak dla mnie cały temat to takie teoretyzowanie i robienie super know-how z niczego. Nie przekonuje mnie taka retoryka. Czuję się jakby mnie akwizytor na coś naciągał.

Farkas   10 #35 09.07.2015 22:26

@fras z tego co czytam to nie tyle co zmyśla, a po prostu opiera się na badaniu, które niekoniecznie miało miejsce, ale jest dobrze rozpowszechnione w jego kręgach i najczęściej przyjmuje się, że ono wystąpiło.

Nie sądzę, aby użył tego badania z premedytacją i pewnością, że jest to kompletny fałsz. Mało gdzie można spotkać takie opinie w internecie tzn. że takowych badań w 100% nie było, choć to wygodne wytłumaczenie dla opierającego się na takich badaniach. Mogłem to faktycznie zweryfikować. Uznajmy jednak, że "naiwnie" wierzę, iż to badanie zostało jednak przeprowadzone.

Tym bardziej, że prawdopodobnie jak weźmiesz pierwszych lepszych setkę czy kilkuset ludzi, to nikła ich część będzie miała ustalone i spisane konkretne cele. Widziałem jakiś tytuł wpisu po angielsku kilka chwil temu szukając w ramach weryfikacji "Yale, Harvard fake, but believable", Yale, Harvard czyli miejsca tych badań. No i zgadzam się z nim po prostu, choć nie mam pewności czy "fake".

Natomiast sądzę, że nie warto kogoś przekreślać ze względu na jakąś jedną błędną informację statystyczną. Obejrzyj choćby cały powyższy materiał. Ten jest dość uniwersalny jak to słusznie ująłeś, ale już na samym YT są bardziej specjalistyczne materiały od tego. Można ująć - poświęcone bardziej przedsiębiorcom niż zwykłym ludziom. Tak, ten akwizytor naciąga Cię na jego książkę za 28 zł, która czeka na Ciebie w Empiku :P Łatwo kogoś oceniać wyłapując błędy w jego działaniu. Takie chyba zawsze się znajdą niestety.

Tak czy inaczej sam z doświadczenia wiem, że listy zadań, ustalenie celów krótko i długoterminowych oraz zapisanie tego wszystkiego jest skuteczne. We wpisie podałem Briana czy Grzesiaka, a teraz wielu zamiast pisać o liście zadań czy celach tzn. głównym temacie wpisu, piszą o coachach.

Na koniec dam jeden, krótki, bo 9 minutowy filmik, który dosadnie wyjaśnia pewne rzeczy: https://www.youtube.com/watch?v=Rn6nPXdDOU8

Pozdrawiam i dzięki za konstruktywny, krytyczny, konkretny i spokojny komentarz. Lubię takie!

Autor edytował komentarz.
ttomas   10 #36 10.07.2015 03:21

@grajekk: "Aby osiągnąć sukces, należy wykorzystywać czas, który nie wykorzystują inni. Należy rozwijać się, kiedy inni odpoczywają. Należy zawsze być z przodu" - Jan Kulczyk.

dobry cytat, nie wiem czy dobrze rozumiem przesłanie: ale nieliczni z adeptów informatyki ruszą palcem w tym temacie po godzinach pracy :P.

Farkas   10 #37 10.07.2015 06:50

@ttomas: nawet w godzinach pracy pewnie nieliczni tak realnie ruszą palcem - z chęcią, zapałem i pracowitością :D

  #38 10.07.2015 08:30

@Farkas: Czytam to co tu napisałeś i mam wrażenie że czekasz TYLKO na pozytywne komentarze, lub tzw. "konstruktywną krytykę", a wszystko inne od razu dorzucasz, bo nie pasuje do Twojego wzorca "poklepania po ramieniu". Ogarnij się chłopie trochę, bo życie nie zawsze pozwala na ciągłe parcie do przodu. Czasami niezależnie od tego jak bardzo będziesz coś sobie wmawiał i zaklinał rzeczywistość, to pewnych tematów nie przeskoczysz i prędzej czy później spotkasz się ze ścianą.
Co do samych trenerów to zawsze bawią mnie ich historyjki o tym jak zostali trenerami. Zawsze dobrzy (żeby nie powiedzieć wzorowi), mile wspominani i nagle miło żegnają się z firmą, w której do tej poty pracowali i idą poprawiać życie innym... Litości. Urzekła mnie "Twoja" historia.
Chyba że robisz tu jakiś "eksperyment społeczny", bo naczytałeś się pierdół o żabach (chyba wiesz co cytuję) ;)
Powodzenia trenerze ;)

DonPetch   6 #39 10.07.2015 10:08

@Farkas: Kto ma autorytet życiowy? Telewizyjny demagog kto wmówi ci wszystko, że "wszystko możesz"? Czy facet który przeżył wszystko, widział wszystko, imał się różnych zajęć i wie empirycznie jak życie wygląda - nie z prelekcji? I ten problem dostrzegam w tym Brianie. Jego wpis na Wikipedii o jego dzieciństwie nie ma źródła. Wszędzie jest ten sam leitmotiv o biednym chłopaku realizującym "american dream". Nie ma jednak rzetelnych dowodów, że tak było.

"Frajer rodzi się co sekundę" - ktoś kiedyś powiedział. I ja tych frajerów widzę w postaci konsumentów książek pełnych banałów. Co się np. dowiadujemy z przedstawionych twoich grafik? Najpierw trzeba zaplanować sobie działanie -> przejść do działania -> wykonać je w 60%. Uważasz, że można to wykonać w jakiejś innej kolejności? Ot dowiadujemy się, że powinniśmy pracować na "pół gwizdka". Nie ma tu nic odkrywczego dla przeciętnie rozgarniętej osoby.

Większość osób nigdy nie wykształca tożsamości w pełni dojrzałej. Większość dochodzi do etapu lustrzanej. Ci szukają autorytetu który ich poprowadzi i próbują się upodobnić do niego. Nie dochodzą jednak do etapu moratoryjnego gdzie poddają krytyce wewnętrznej to co mówi do nich ich "guru". To są ci wszyscy co spazmatycznie reagują na przejście w pobliżu znanej osoby. Te same osoby kupują książki coachów, bo rozumieją to na zasadzie: "Jeśli jemu się udało - to czemu nie mnie?". Nie dostrzegają jednak, ze w tych książkach nie podniosą swoich kwalifikacji, ani nie dowiedzą się "skrywanej prawdy". Ot banały napisane w innej formie, pseudonaukowej. Im pieniędzy w portfelu ubywa, a ich "guru" przybywa. Ile osób skorzystało i w pełni wykorzystało banały z prelekcji? Nikły procent. Cała reszta dojdzie do wniosku, że "to nie ten coach" i kupią książkę innego - i koło się zamyka.

W latach 90-tych był New Age i szukało się przewodników duchowych. Teraz przez życie mają prowadzić laiccy coache. Za 10 lat będą to wirtualni doradcy co algorytmicznie wyliczą szansę na odniesienie sukcesu. Wtedy pojawi się ktoś podobny do ciebie, i napiszę podobny wpis o tym, jak można zmienić życie dzięki poradom programu komputerowego. Widocznie ludzie są tak skonstruowani, że jako zwierzę społeczne musi wynosić kogoś na piedestał w celach dydaktycznych. Pytanie brzmi czy chcesz być częścią bezwolnej masy, która nie poddaje wątpliwościom tego co ci "liderzy życiowi" proponują, czy być indywidualnością, która nie potrzebuje przewodnika, bo wie co chce osiągnąć i nie potrzebuje instrukcji człowieka "po kursie"?

Szern   7 #40 10.07.2015 10:24

Subiektywnie, na podstawie moich doświadczeń: bullshit. Korpobzdety mające na celu w krótkim okresie czasu zmaksymalizować wydajność pracownika (również przez "optymalizację" życia prywatnego).
Dla odtrucia proponuję lekturę: http://wyborcza.pl/1,132486,18294703,Rewolucja_robotnicza.html

Farkas   10 #41 10.07.2015 11:05

@DonPetch mogę Ci napisać to samo, co napisałem AntyHakerowi. Szklanka do połowy pełna czy do połowy pusta? Nie chce mi się wchodzić w batalię, choć całkiem spokojną i rozważną. Ty widzisz 9X,X% ludzi którym to nic nie pomoże, a ja widzę ten ułamek procenta którym to pomoże, a o których Ty także wspominasz.

Po prostu mamy całkowicie inne podejścia, choć częściowo operujemy na tych samych faktach. Ty być może wierzysz w cuda typu że ktoś jest geniuszem i przez to jego życie jest wypełnione samymi sukcesami różnego rodzaju. Ty widzisz w moim wpisie banały, mimo że zdecydowana większość ludzi nie tworzy codziennie listy zadań i nie mają kompletnego pojęcia jak bardzo ważne może być ustalenie sobie konkretnych celów i kurczowe trzymanie się ich. Odniosłeś się do jednego obrazka, który stara się pokazać jaka analogia występuje w stosunku do ustalania, a potem spisywania celów. Sam obrazek jest banalny, ale już analogia chyba niezbyt, skoro większość ludzi nie wie jak istotne może być spisywanie swoich celów. No chyba że masz na myśli listę zakupów... Posłuchaj Steve Jobsa na jego własnych filmach archiwalnych, które nie mają nic wspólnego z popularnością. On nie wspomina co prawda o zapisywaniu, ale to nic. Poza tym zapisywaniem, wszystko się w jego słowach zgadza.

Tak, wolę być naiwny. Wolę, choć wcale nie bezkrytycznie jak sugerujesz i co zwyczajnie wynika z wpisu i moich komentarzy. Piszesz, że większość ludzi dochodzi do etapu tożsamości lustrzanej. Słyszałeś może o tym, że najpierw trzeba zaangażować się w "kopiowanie" innych, aby móc stworzyć coś własnego opartego na dobrych fundamentach? Ucząc się najpierw kopiujesz i kopiujesz, dajmy na to w programowaniu: tworzysz Hello World, kalkulator, edytor tekstowy. Potem chcesz stworzyć np. własną małą przeglądarkę internetową bez żadnych wyjątkowych funkcji. Dopiero jak sobie wyrobisz gruntowną wiedzę i znajomość tematów, próbujesz wykorzystać swoją kreatywność.

Sugerujesz, że każdy człowiek sukcesu wiedział wszystko od razu? Nie miał nikogo, kto mu pomógł, kto mu dawał kiedyś wskazówki, kto oceniał? albo kto go oświecił swoją książką lub zwyczajną rozmową w jakimś temacie? Czy też ojca, może matki, którzy przekazali mu pewne zasady i wartości, które pomogły mu w życiu zrealizować siebie? Takich to nie ma prawie wcale chyba.

Tym komentarzem zakańczam tą, jakby nie patrzeć, konstruktywną i pozytywną rozmowę w komentarzach między nami :) Jednak my to całkowicie inne światy, ale ja też kiedyś wierzyłem w bezsilność. Pozdrawiam!

@Szern tutaj mimo, że za nim aż tak nie przepadam, odwołam się do Mateusza Grzesiaka. Póki co trudno będzie mi przeczytać ten artykuł, bo jest bardzo długi, więc bardziej odwołuję się do Twojego komentarza. Grzesiak namawia do zakładania swoich firm, do realizowania siebie i swoich pomysłów, do bycia w tym zdeterminowanym. Namawia także do bycia nieco bardziej asertywnym i stanowczym i do tego, aby nie uczestniczyć w niewolniczej pracy, aby uświadomić sobie swoją wartość. Uczy nawet jak sprytnie uzyskać podwyżkę od szefa apodyktycznego, ale tak, aby nie zwiększyć zbyt ryzyka zwolnienia z pracy. Niby wszyscy wszystko wiedzą z tych akurat tu darmowych materiałów, a prawie nikt nie stosuje. Nie sądzę, aby to była korpopapka, ale każdy ma swoje zdanie. To jest moje, także subiektywne, niezależnie od tego jak próbuję operować na faktach :)

Ok, koniec odpisywania z mojej strony. Dość wyczerpująco podszedłem do tematu w komentarzach i choć da się poruszyć go z wielu innych stron, to już na tym etapie widać, że nasze podejście jest diametralnie inne. Dzięki za sensowny dialog! :)

Autor edytował komentarz.
  #42 10.07.2015 11:18

Ludzie, ale się czepiacie wszystkiego. Człowiek chce coś osiągnąć, pracuje nad sobą i chciał się podzielić tym, co mu pomaga. Taka osoba jest bardziej wartościowa niż przeciętny Kowalski-narzekający na wszystko i wszystkich, nie mający celów i marzeń, pogłębiający swój pesymizm. Czy takiego człowieka z góry chcecie przygnieść, jak to robi większość społeczeństwa bez perspektyw? Jak mu pomagają ci trenerzy i daje to skutki to w czym problem? Każdy w swoim życiu kogoś podgląda, naśladuje, czerpie inspiracje. Marudzicie zamiast spróbować i się przekonać. Sam wyznaczam cele codziennie, zapisuję i muszę stanąć tu w obronie. To bardzo pomaga.

Pozdrawiam wszystkich sceptycznych i zachęcam do spróbowania tej metody. Tych negatywnie nastawionych, pesymistów nie zachęcam (i nie pozdrawiam). Im już nic nie pomoże.

  #43 10.07.2015 11:39

@DonPetch: Ale czy na pewno oni nie realizują celów? Spójrz na to z innej strony: powiedzmy, że postanowili być bogaci. Znaleźli sposób na zarabianie, być może wytworzyli sztuczną potrzebę w ludziach, a teraz po prostu to realizują i tym samym zarabiają (duże) pieniądze. Od razu mi Jobs przyszedł do głowy... Ty się z tych szkoleń śmiejesz, co nie zmienia faktu, iż większość z nich może sobie pozwolić na np. nowe Porshe. Ty możesz?

Nie mam na celu dogryzania, celowo odsunąłem też na bok etykę, ale tylko po to, aby uzmysłowić, że jednak ciężko kogoś takiego nazwać np. nieudacznikiem. Jeżeli dotarli do celu po trupach, to nie było to tego warte. Jeżeli jednak nie... wolę takie funkcjonowanie niż za np. 30 lat mieć ręce styrane od roboty fizycznej a wraz z tym świadomość "ale przynajmniej przeżyłem wszystko, widziałem wszystko". Nie mówię, że to zły wybór, dla każdego lepsze będzie co innego.

Ja bym wolał być obrzydliwie bogaty, nawet jakby to oznaczało, że ktoś tam zupełnie nieznany na jakimś tam portalu będzie pisał na mój temat np. że wyglądam niczym akwizytor. I to nie jest kwestia honoru ani szacunku do innych (to już ująłem wcześniej - ważne, aby osiągać cel bez szkodzenia innym), ale po prostu olewania kogoś, kto dużo krzyczy, a niewiele znaczy.

Autor edytował komentarz.
tarantul   3 #44 10.07.2015 13:03

@DonPetch: Brałem i biorę udział w kursach internetowych na platformie EDX (edx.org) - kurs Pythona (polecam) robili np. Meksykanie pracujący w USA np. na targu rybnym czy jako kierowcy i znajdywali czas, 1..2h na dobę aby skończyć kurs, który był szansą na znalezienie lepszej pracy. Nie wiem czy im się udało, ale imponowali mi wytrwałością - bo to o chęć i wytrwałość w dążeniu do celu chodzi.
Szkolący ma wzbudzić w Tobie taką wytrwałość, jak dobrze to robi, zależy też od słuchaczy, leniwa miernota w większości zostaje taką do końca życia.

pocolog   11 #45 10.07.2015 13:16

Przypomnę że wiara chrześcijańska też się rozpoczynała od przeróżnych proroków nauczających (dających rady) jak żyć i skupiała wokół nich tych oczywiście najmniej zaradnych i najbiedniejszych. Jeden z nich osiągną dosyć duży sukces :D Powodzenia życzę Grzesiakowi i kolegom bo postawili sobie wysokie poprzeczki(cele) :D
edit.
Wy tak próbujecie to racjonalnie przedyskutować, a ja mam tylko polewkę:D

Autor edytował komentarz.
qbaz   11 #46 10.07.2015 15:04

Żeby było trochę śmieszniej, choć to pewnie już znacie, ale może ktoś nie widział to się pośmieje. Szczerze polecam ;)
https://www.youtube.com/watch?v=tvbyY7oMT2E

Farkas   10 #47 10.07.2015 15:46

@qbaz: Heh, znam ;D Też coś dam: https://www.youtube.com/watch?v=SHcKzsxwhi0 Dzieci wiedzą lepiej ;)

"Jak tak zadręczą, zadręczą, to im się humor polepsza. W gruncie rzeczów, to są tacy biedni... są specjalni lekarze, którzy pesymizm wyleczą. To są właśnie psycholicy" :D

Autor edytował komentarz.
Berion   13 #48 10.07.2015 17:34

Spisywać cele? Po co, czy każdy człowiek nie stawia sobie celów i cały czas nie trzyma ich w umysłowym cache? Już pomijając to, że nie każdy cel jest realny i nie zawsze jesteśmy tego świadomi. Sekciarze jak ten z filmiku, to dobrzy "motywatorzy" ale dla ludzi którzy żyją z dnia na dzień, tyle że w najlepszym razie jedynie mogą podnieść czyjąś motywację, nie przekują żadnego człowieka w maszynę do odnoszenia sukcesów.

pocolog   11 #49 10.07.2015 18:46

@qbaz: +1

AntyHaker   17 #50 10.07.2015 19:01

@Farkas: Może tak, może nie. Nie jestem zwolennikiem oddawania swojego losu w ręce innych. Jeśli sam nie jestem w stanie czegoś osiągnąć, to jest to po prostu porażką dla mnie.

Farkas   10 #51 10.07.2015 20:48

@AntyHaker: Całkiem rozumiem i też mnie to trapiło długi czas. Miałem cholernie mocną pokusę robienia wszystkiego od podstaw, od kompletnego "zerowego zera" sam, aż w pewnym momencie zacząłem to rozważać logicznie, bo ile można. Przecież to, że stworzę program na Windowsa i zdobędzie on popularność nie zawdzięczam Microsoftowi. To, że poczytam kilka tutoriali, które dodatkowo mi pomogą coś własnego, mojego wykonać nie znaczy, że swój pomysł, wykonanie i jakość zawdzięczam tym tutorialom. To, że ktoś mnie zmotywuje i stworzę dzięki temu załóżmy - dobry produkt, nie znaczy przecież, że zawdzięczam to swojemu "motywatorowi". Produkt zrobiłem przecież ja.

To trochę tak, jakby powiedzieć, że wyjechanie samochodem za granicę zawdzięczasz mamie i pracodawcy. Mamie, bo kiedyś fundnęła Ci prawo jazdy, a pracodawcy, bo dzięki niemu miałeś środki na ten wyjazd i czym pojechać. Zgadza się - wszyscy "pomocnicy" są taką cegiełką dokładającą się do tego wszystkiego, ale wg mnie na tym koniec. Gorzej, gdy dochodzi do sytuacji w której jeden wysługuje się drugim na tyle, że ten drugi tworzy, a ten pierwszy się uśmiecha i zgarnia pieniądze, ale to już inna sprawa.

Autor edytował komentarz.
pocolog   11 #52 11.07.2015 02:41

@Farkas: Don Kichocie; stworzyłeś wpis dla innych i pozostaw jego ocenę w ich rękach. Ta walka może skończyć się tylko w jeden sposób, więc lepiej pomyśl nad kolejnym zamiast walczyć z odbiorcami w komentarzach.
Nie skomentuje tego w jaki sposób odnosiłeś się do moich komentarzy bo edytowałeś każdy tyle razy że traci to sens.
Życzę powodzenia w następnych publikacjach i mam nadzieję że się po tej nie zrazisz bo jednego ująć Ci nie można - masz większą motywację aby uzewnętrzniać się publicznie niż ja i na tym polu nigdy Ci nie dorównam.

Farkas   10 #53 11.07.2015 08:18

@pocolog Nie no, żadnego komentarza raczej nie edytowałem w taki sposób, aby zmienić jakoś jego sposób wypowiedzi, istotne słowa czy coś. Co więcej fragmenty w których odnosiłem się do Ciebie chyba nie były edytowane wcale.

Ok, ocenę wpisu trzeba pozostawić innym. Problem zaczyna się wtedy, kiedy inni nie oceniają wpisu (bo nie przeczytali wcale), a piszą komentarze. Już ocenianie 1/10 wpisu jest do przebolenia, bo ktoś przynajmniej coś zaczął czytać. Nie, nie chcę uderzyć w ten sposób do Ciebie - chcę jedynie pokazać Ci jak wg mnie sprawa wygląda, a i każdemu może się zdarzyć.

Edycja zazwyczaj kończyła się na poprawieniu gramatycznym i wykonywałem ją przeważnie jeszcze przed publikacją swoich komentarzy tzn. weryfikacją moderatorów albo jak ostatni komentarz z linkiem - na dodatkowym zacytowaniu fragmentu materiału z YT.

Jak można zauważyć wyżej walkę już skończyłem, choć "walczyłem" nieco za długo i dużo. Z drugiej strony jednak, warto było zobaczyć co kto odpisze, tym bardziej że ja pisać po prostu lubię ;D Odpisałem jeszcze jedynie AntyHakerowi i ten komentarz się póki co nie opublikował (na moment pisania tego komentarza), ale jak wspomniałeś nie ma to sensu - bo to "wojna" nieco innych podejść.

Autor edytował komentarz.
AntyHaker   17 #54 11.07.2015 13:16

@Farkas: Nie wiem jak to się ma do sposobu przedstawionego wyżej, ale niech będzie.

Farkas   10 #55 11.07.2015 14:17

@AntyHaker masz rację, tu akurat źle zapamiętałem/zrozumiałem Twoją pierwszą wypowiedź. A już chciałem zaniechać odpowiedzi, ale sprawdziłem wyżej co i jak. Odniosłeś się do porażki w kontekście samej motywacji, sposobu życia - gdy jej brak i nie mamy jej sami z siebie, to już jesteśmy przegrani.

Mogę przytoczyć swój komentarz do DonPetcha - najpierw kopiujemy innych czy jak to ktoś tu wyżej wspomniał inspirujemy się, dopiero potem na podstawie tego wykształcamy swoje podejście, swoje poglądy, produkty. Oczywiście nie ma co tego tak dosłownie traktować - nie mam tu na myśli także chińczyków kopiujących Apple, heh ;P Trudno się w jakiś sposób z Tobą nie zgodzić - motywacja to głęboko zakorzeniona sprawa i jak ma się zakodowane coś odwrotnego w wyniku np. doświadczeń własnych, to nie jest tak łatwo na to wpłynąć.

Tutaj pomaga świadomość i/lub ciężej ujmując zgodnie z oczekiwaniami krytyków nawet najlepszych coachów - zwyczajne pranie mózgu, ciągłe próby odwrócenia pewnych głębokich pojęć. Porażka->próba, porażka->krok dalej, zwycięstwo-> to także wyciągnięcie wniosków z nieudanej próby. Nieudana próba->nic złego, do wyciągnięcia wnioski. Tak, ku uciesze tych szydzących z najlepszych coachów - to jest pranie mózgu, ale pozytywne pranie. Dobry coach nie dość, że dobrze pierze mózg to robi to opierając się na logice i różnego rodzaju przykładach z życia wziętych, a nie na hasłach typu "bądź pozytywny, ziomek!"

Choć średnio dostosowany do polskich warunków, to polecam choćby dwie części tego materiału, pierwsza tu, druga gdzieś obok:

https://www.youtube.com/watch?v=Rn6nPXdDOU8

Z tymi polskimi warunkami chodzi mi głównie o odniesienie się do rządu w 2 części, ale w wywiadach z polakami sam gość przyznaje, że Polacy nie mają tak lekko tzn. niemałe podatki, "duży" rząd.

Autor edytował komentarz.
DonPetch   6 #56 12.07.2015 10:08

@lukasamd: Ja mam w głębokim poważaniu Porsche, dom wbudowany w klif, i prywatny odrzutowiec. Nie zamierzam się ścigać w wyścigu po majątek, bo ten nie jest mi do niczego potrzebny. Starczy mi miejsce do spania, i to bym od 10. - 10. nie musiał kombinować. A powiem, że nie jestem biedny, gdyż pochodzę z zamożnej rodziny.

A ty nie masz szacunku czy honoru, skoro dla ciebie cel uświęca środki. To, że ty możesz się tym zajmować czym się zajmujesz jest wynikiem tego, że ktoś takiej posady nie dostał. Może nawet ktoś lepszy od Ciebie, ale zabrakło chwili i łutu szczęścia. Wspominasz o Jobsie - Steve przypadkiem poznał Woźniaka. Przypadkiem były inżynier IBM zainteresował się komputerem Woźniaka. Gdyby w Polsce nie była "żelazna kurtyna" i o rynku decydowali konsumenci, to nie słyszelibyśmy dzisiaj o Macach, a o polskich komputerach serii K.
Zbiegi okoliczności - nic więcej. Żadna strategia, ot obaj trafili na "swój czas".

@tarantul Czy nie zajęliby się tym gdyby nie jakaś platforma? Ja uczę się C++ sam bez żadnego "coacha". Jedni potrzebują lidera, a inni nie.

@Farkas Wychodzisz z założenie, że musisz mieć rację, bo miarą sukcesu jest bogactwo. A ja ci powiem, że miarą sukcesu jest dziedzictwo jakie po sobie pozostawisz. Cytując znanego Franka Underwooda z serialu "HoC": "Pieniądze to podmiejska willa w Sarasocie, która rozpada się po 10 latach".

P.S. Nie brał bym za autorytet człowieka (S. Jobs), który był frutarianinem (nie brał przez to chemii, bo owoce są "lepsze"), beształ ludzi lepszych od siebie i miał wybujałe ego nie pieszczące go w Kalifornii. Nie przyznał się do poczęcia pierwszej córki, rodziców zastępczych miał za bandę kretynów... był skrajnym uosobieniem narcyzmu. Jeśli to wam imponuje, to rzeczywiście pogratulować autorytetów.

  #57 12.07.2015 10:15

@DonPetch: Nie przeczytałeś mojego komentarza i to widać, bo skoro piszesz, że dla mnie "cel uświęca środki", to znaczy, że nie czytasz ze zrozumieniem. Polecam przeczytać raz jeszcze. Ewentualnie większą ilość, jeżeli raz nie wystarczy.

Kiedyś podchodziłem do wielu spraw na zasadzie "zrobiłem coś, bo miałem szczęście". To był błąd. Wiara w coś takiego jak "karma"? Ok, ma pewien wpływ, ale w większości wypadków najwięcej zależało ode mnie. Teraz też zależy i działam świadomie wyznaczając sobie cele i je realizując. Możesz się inaczej na to zapatrywać, ale moje podejście nie jest w żaden sposób gorsze. Jeżeli natomiast uważasz, że masz monopol na podejście do życia, to zostań mesjaszem wszystkich innych.

Jobsa oceniam z perspektywy tego, co osiągnął w biznesie - bo tutaj właśnie to jest dla mnie istotne. Był skuteczny, umiał sprzedać coś, co nie było warte swojej ceny, a także zbudować niesamowicie silną markę. Jego życie osobiste mnie nie obchodzi, wyciągam jedynie te wzorce, które uważam za odpowiednie i przydatne. Podobnie jest z coachami.

Farkas   10 #58 12.07.2015 20:48

@DonPetch Nigdzie nie napisałem, że celem muszą być pieniądze. Nigdzie też nie napisałem, że na pewno mam rację. Nie napisałem także, że Jobs jest idealnym gościem. Po prostu zwyczajnie osiągnął coś i w biznesie, i mimo wszystko świecie technologicznym. Jak się na kogoś chce znaleźć haka to się przeważnie znajdzie, bez większego problemu. Nikt nie jest idealny.

To że taki został podany przykład badawczy we wpisie tzn. odnośnie pieniędzy oraz to, że pieniądze są miarą bardzo wielu sukcesów wcale nie znaczy, że cel koniecznie musi być powiązany z pieniędzmi.

Jestem gotowy na czyjąś odpowiednią argumentacje i zmianę swoich poglądów. Nigdzie też nie napisałem, że całe 100% tego co nam się przydarzy zależy od nas, choć wg mnie “Im ciężej pracujesz, tym więcej masz szczęścia” no i oczywiście szczęście, czy raczej fart nie jest WG MNIE żadnym wielkim decydentem w naszym życiu. W sumie ten "fart" także da się rozłożyć na czynniki pierwsze do tego stopnia, aby logicznie udowodnić, że nie odgrywa on takiej dużej roli jakby się mogło wydawać. No, albo chociaż łatwo zanegować powyższe przykłady farciarstwa Jobsa.

Dajmy na to: co byłoby, gdyby Jobs nie wierzył w swoje możliwości? Gdyby Jobs nie wierzył w swojego przyjaciela, Woźniaka? Gdyby uznał, że to i tak się nie uda? No bo przecież trzeba mieć farta. Co to Woźniak był jakimś magikiem, a Jobs pewniakiem? Nie mieli pieniędzy i szukali inwestora... i co? Fartem go znaleźli? Czy może szukali i szukali, aż w końcu po iluś tam razach... mieli farta, tak? Kurcze, cholerni farciarze. Wystarczy obejrzeć bodajże własne materiały Jobsa - XX razy coś tam się nie udało, aż w końcu ktoś się przekonał do niego. Czyli jak ja będę rozwiązywać skomplikowane zadanie matematyczne, które umieją robić głównie matematycy głęboko zaangażowani w królową nauk i za którymś razem je rozwiąże, to.. mam farta? Kolejne i kolejne rozwiąże także dlatego, że mam farta? Albo wymyślę coś oryginalnego i zarazem przydatnego - niekoniecznie super rewolucja, może bardziej ewolucja. Mam farta? Myślę, że wygodnie jest uznawać swoje porażki za zwyczajny brak... farta. Można nawet dojść do wniosku, że wszystko co jest wokół nas to kwestia farta, a to że każdy z nas istnieje to już w ogóle - przecież jesteśmy jednym z kilkuset tysięcy plemników, szok!

A i nie, nie mam ani chyba nawet nie miałem nigdy żadnego produktu Apple ;)

Autor edytował komentarz.
pocolog   11 #59 13.07.2015 00:09

@lukasamd: " Był skuteczny, umiał sprzedać coś, co nie było warte swojej ceny, a także zbudować niesamowicie silną markę. Jego życie osobiste mnie nie obchodzi, wyciągam jedynie te wzorce, które uważam za odpowiednie i przydatne. Podobnie jest z coachami."
https://pl.wikipedia.org/wiki/Materializm
https://pl.wikipedia.org/wiki/Idealizm_%28filozofia%29

  #60 13.07.2015 09:07

@pocolog: No i co mają oznaczać te linki? Cytujesz fragment, który obala stawianie to jedynie jako materializm.

Farkas   10 #61 14.07.2015 17:17

@Berion tak nieco humorystycznie:

Chyba że jedni trzymają istotne cele w umysłowym cache, a inni jedynie w nieco mniej umysłowym RAMie. Może to właśnie dla nich dobre będzie spisywanie celów w ramach utrwalenia ich w cache? ;D

No i też wiadomo - jeżeli ktoś ma praktycznie takie same cele konkretne codziennie, dzień w dzień, to siłą rzeczy w końcu utrwalą mu się one w cache bez żadnego spisywania.

Berion   13 #62 15.07.2015 08:59

@Farkas: Oceniam przez pryzmat siebie samego. Jeśli tym onym jest tak łatwiej to ok, choć mnie się wydaje to... dziwne. ;)

Bardziej bym się martwił tym, że większość ludzi nie ma żadnych ani celów, ani nawet zainteresowań. Niczym się nie interesują, na niczym się nie znają. Żyją jak zwierzęta, czyli żeby zaspokoić swoje potrzeby, na dobrą sprawę tylko fizjologiczne. Niewolnicy. Im spisywanie nawet nie pomoże skoro nie ma podstaw do wytworzenia się tych celów.

Autor edytował komentarz.
Farkas   10 #63 15.07.2015 10:00

Masz racje, jednak właśnie spisywanie może też zacząć wyzwalać w nas chęć zrobienia czegoś mniej rutynowego w ciągu dnia, tygodnia czy roku.

No bo jak wygląda dzień w którym mamy same zadania typu:

"Wstać w końcu z łóżka, Zjeść śniadanie 0,5h, Pójść na spacer 0,5h, Posiedzieć na FB 5h, Wejść na Kwejka 4h, Wejść na WP 4h"

Oczywiście to bez pracy, dla człowieka z pracą trzeba nieco skrócić te zadania i wepchnąć tam "Praca 8h", zakładając, że w jego mniemaniu ta praca to męczarnia to pewnie tyle tylko napisze.

No i sam przykład trochę przerysowany choćby dlatego, że nikt nie będzie wpisywał prawdopodobnie rozrywki typu FB w zadania, aaale.. już się zacznie zastanawiać nad tym, jak wygląda jego dzień i do czego tym dąży ;)

Autor edytował komentarz.