r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Futurologia stosowana

Strona główna Aktualności

Kiedy pierwszy raz zetknąłem się z zabezpieczeniami treści, nie wiedziałem jeszcze, że tak się nazywają. Automatycznie ładujące się gry na Commodore 64, których nie można było przegrać sekwencją load/save były z mojego punktu widzenia wyłącznie uciążliwością. A były to czasy, kiedy w świetle prawa funkcjonowały sklepy komputerowe z kasetami na C64. Przegrywane na "jamniku", opatrzone legendą - wykonaną (cóż za hi-tech!) na maszynie do pisania.

Ciężko nie zauważyć, że moje i Tomasza poglądy rozbiegają się, a podłoże tego stanu jest prozaiczne - nie jestem jak on tech junkie. Nie jestem też zwolennikiem cyfrowego-wszystkiego, od muzyki przez obrazy po filmy. Owszem, cyfrowy zapis ma swoje niepodważalne zalety, ale... to nie to samo. Nie będę opowiadał farmazonów z cyklu: MP3 psuje jakość dźwięku (tu pewnie powinienem dodać, że OGG jest lepsze bo darmowe i... lepsze ;-> ). Ja poprostu lubię posiadać płytę. Lubię zapach druku książeczki w opakowaniu, którego podpisana markerem płyta "empetrójki CD 17" nie jest w stanie zastąpić. Nigdy nie rozumiałem ludzi oglądających na komputerze filmy zgrywane kamerą w kinie i nigdy nie zaakceptuję koncepcji kopiowania "zabezpieczonej" muzyki kablem audio. Zresztą wraz z poprawą technologii powielania w dziedzinie analogowej rośnie szansa przeniesienia znaku wodnego na kopię, co przeczy sensowności takiego zabiegu. Być może zdaniem postępowej częsci czytelników jestem dzieckiem komunistycznego betonu, które ślepe jest na rozwój myśli technicznej. Moim zdaniem to jednak nazbyt optymistyczna futurologia, która wybiega o dobrych kilka lat nie tylko nasze czasy ale i realistyczny scenariusz rozwoju technologii, jest błędna.

Ludzie dzielą się na grupy - tych, którzy rządzą i tych, którzy są podlegli tym pierwszym. W zakresie postrzegania nas, maluczkich, rozgrywki biznesowe Microsoftu, HP czy Della zdają się być żywcem wyjęte z opowiadań o megakorporacjach przyszłości. I w tych opowieściach o układach, plotkach i przeciekach, w których co ruszenie pojawia się "podobno", "rzekomo" i "powszechnie uważa się" - łatwo zapędzić się w kierunku teorii spiskowej. W historii mieliśmy dziesiątki technologii, które wyprzedziły swoje czasy i musiały poczekać na dogodniejszy grunt. Nie inaczej jest z Trusted Computing, olbrzymią inwestycją, o którą zainteresowani dbają i która - jak wspomniał Tomasz - miała na celu nie tyle ograniczać czy nadawać prawa, co zabezpieczać. Doskonale to rozumiem i częste głosy o Microsofcie ograniczającym przy pomocy TPM w Windows Vista prawa użytkowników wywołują na mojej twarzy lekki uśmiech.

Z punktu widzenia Kowalskiego ciężko jest sobie wyobrazić scenariusz, w którym wewnętrzne materiały firmy (a takimi są i dokumenty tekstowe, arkusze kalkulacyjne jak i chociażby prezentacje z modelem biznesowym) muszą być chronione i konieczne jest uniemożliwienie odtworzenia ich poza gmachem korporacji. Czego mogę oczekiwać, skoro w Polsce prywatność jest jeszcze pojęciem-widmem, Red Watch wzorując się zapewne na IPNowskiej liście Wildsteina publikuje listę nazwisk "wrogów narodu" a wydruki z danymi osobowymi klientów Banku Millennium lądują bez uprzedniego zniszczenia w śmieciach? Nie jesteśmy zresztą wyjątkowi - poufne dane tracą także Bank of America czy MasterCard. Może te fakty przekonają niektórych, że dane trzeba zabezpieczać i po to zawiązano TCPA, nie by utrudniać mi korzystanie z iPoda.

I tu jest pies pogrzebany - Tomkowa teoria spiskowa, bez względu na to, czy prawdziwa czy zmyślona, nie odnosi się do DRM na płytach z muzyką. To zupełnie inny świat, który pozostawiłem w poprzednim felietonie w spokoju :-) Mnie, jako Kowalskiego, czy też Johna Doe interesują moje prywatne sprawy - interesy korporacji są dla mnie ważne wyłącznie, gdy dla tej korporacji pracuję. A i wtedy w ograniczonym zakresie. Dlatego moim problemem jest zgrywanie MP3 czy DVD a ich problemem ochrona danych. W naszych, polskich realiach mało komu przejdzie chociażby przez myśl, że zgrywanie VOBa na dysk może być przestępstwem. Pracownik Apple czy Microsoft przechodzi w tym celu szkolenie, z którego dowiaduje się, że karalne praktyki stosowane w życiu prywatnym mogą go pozbawić pracy.

Nagle wszystko wygląda inaczej niż u nas, gdzie zły proboszcz wędruje do innej parafii, skorumpowany polityk zmienia sektor podległej mu gospodarki a zniesławiający dziadka innego polityka aparatczyk znika z życia publicznego "aż" na miesiąc. Obywatelowi Stanów Zjednoczonych, który to kraj szanowny kolega z kolumny obok postawił był za wzór dla mediów telewizyjnych, nie opłaca się kraść. U nas wciąż jeszcze można i to z niezłym zyskiem.

I tu dochodzimy do sedna, choć różnymi drogami. Jeśli nie opłaca się kraść, to kradzieży nie ma (czy raczej: jest zjawiskiem marginalnym). Kradzież na małą i średnią skalę przestaje się opłacać, bo kto podrabiałby dzisiaj monety dwuzłotowe? Wielcy szulerzy zdolni dokonać przekrętu na światową skalę nie znikną, ale odpowiednie organa mogłyby się wtedy skupiać na nich a nie na wyłapywaniu płotek, jak to wygląda obecnie.

Wizja ta nie jest jednak utopijna bezpośrednio z racji czasu potrzebnego do jej wprowadzenia w życie, a z uwagi na bezwładność sposobu myślenia ludzi. Tak jak do akceptowanej w starożytności nie-heteroseksualności musimy się od nowa "przyzwyczajać" tak niekwestionowanego kiedyś modelu handlowego towar za towar czy towar za pieniądz musimy się od nowa uczyć, bo odpowiada nam ta istniejąca, złudna wygoda. A jakie są cele założycieli TCPA? Pewnie jaśniejsze niż przedstawia to Tomasz w swej mrocznej wizji spisków i pokrętnych interesów - duża korporacja może z powodzeniem zarobić na całkowicie elektronicznej muzyce, wideo. Bill Gates w wywiadzie dla CNN sprzed tygodnia mówił z wielkim optymizmem o handlu fotografiami cyfrowymi. Zakup MP3 przez Internet jest możliwy od dawna, zarówno od twórców TCPA jak i "niezależnych" dostawców jak Sony czy Apple. Tylko czy nie jest tak, że właśnie to jest pięknie opakowaną papką, na którą wielu się daje nabrać? Ja się obawiam digitalizacji naszego świata - czytamy zapisy starożytnych cywilizacji z piaskowych ścian a kto dziś może odtworzyć pierwszych "Piratów" Sida Meiera z dyskietki 5,25"?

r   e   k   l   a   m   a
© dobreprogramy

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.